"Prawdopodobnie, jak to już publicznie powiedziałem, z dyskusji RPP może wyłonić się taki scenariusz, w którym podnosimy stopy procentowe jeszcze raz o 25 pb albo dwa razy po 25 pb. Nie można też jednak wykluczyć, że skończymy na razie podwyższanie stóp procentowych, ale jednocześnie nie wiążemy sobie rąk i nie ogłaszamy końca cyklu podwyżek. Działamy w sposób pragmatyczny" - powiedział Glapiński w wywiadzie dla Business Insider.

"Sama podwyżka o 25 pb byłaby już sygnałem, że hamujemy cykl podwyżek, ale jeszcze się przyglądamy sytuacji i nie jesteśmy pewni, kiedy powiemy: czas na koniec cyklu. Szczególnie że w styczniu przyszłego roku spodziewamy się, że inflacja znów znajdzie się na podwyższonym poziomie. Nie wiemy jednocześnie, co zrobi rząd, jeśli chodzi o działania osłonowe, jak będą wyglądały taryfy URE" - dodał.

Reklama

Niewielka podwyżka stóp we wrześniu i ... przerwa, a nie koniec

Szef banku centralnego podkreślił, że jeśli nawet inflacja na początku przyszłego roku znów znajdzie się na wyższym poziomie ze względu na ceny regulowane, to nie zmieni to natury procesów cenowych.

Reklama

"Klarowna sytuacja dla mnie i RPP byłaby wtedy, gdyby inflacja w wakacje zatrzymała się i następnie zaczęła spadać. W tej sytuacji nie podnosilibyśmy już dalej stóp procentowych. Natomiast zakładam, że tak komfortowej sytuacji nie będziemy mieli. W grę wchodzi więc scenariusz, w którym decydujemy się na niewielką podwyżkę we wrześniu i zapowiadamy przerwę w cyklu, ale nie deklarujemy jego końca. Możliwe jest też, że RPP nic już nie zrobi ze stopami we wrześniu, ale nie złoży deklaracji końca podwyżek" - wskazał Glapiński.

"Z mojego punktu widzenia, bardzo chciałbym, żeby taki scenariusz się zmaterializował i wierzę, że tak będzie: we wrześniu dochodzi do jeszcze jednej małej podwyżki stóp procentowych albo nic już nie robimy, a następnie obserwujemy, jak wskaźnik inflacji stopniowo się obniża w kolejnych miesiącach. Natomiast myślę, że w ostatnim kwartale przyszłego roku możliwa będzie już obniżka stóp procentowych" - podsumował prezes NBP.

RPP rozpoczęła podwyżki stóp procentowych w październiku 2021 r. i dokonywała ich co miesiąc. Po lipcowej podwyżce o 50 pb główna stopa referencyjna wynosi 6,5%.

Inflacja ok. 7 proc. na koniec 2023?

Glapiński: Inflacja może wynieść ok. 14% na koniec br.; zakładam 5,5-7,5% pod koniec 2023

- Z najnowszych krótkoterminowych prognoz Narodowego Banku Polskiego (NBP) wynika, że inflacja konsumencka może spowolnić do ok. 14% r/r na koniec tego roku (wobec 15,6% r/r w lipcu), poinformował prezes NBP i przewodniczący Rady Polityki Pieniężnej (RPP) Adam Glapiński. Szef banku centralnego zakłada, że - przy założeniu podwyżek taryf energetycznych - pod koniec przyszłego roku zobaczymy jednocyfrową inflację w przedziale 5,5-7,5%.

"Z naszych najnowszych prognoz krótkoterminowych, które są dość często aktualizowane, wynika, że w tym roku możemy się spodziewać tylko niewielkiego obniżenia inflacji, która na koniec roku może wynieść ok. 14%. Szacunki ekonomiczne mówią, że w scenariuszu utrzymania tarcz antyinflacyjnych do końca 2024 r. i przy braku założeniu wyższych taryf na energię elektryczną, gaz ziemny i energię cieplną w połowie 2023 r. zobaczylibyśmy już inflację na poziomie 5,8%, a na koniec przyszłego roku wyniosłaby 2,9%. W takim wariancie, przy założeniach, które przyjęto, średnioroczna inflacja w przyszłym roku wyniosłaby 6,8%, a w 2024 r. 4,1%" - powiedział Glapiński w wywiadzie dla Business Insider.

Podkreślił jednak, że zmiany taryf przez Urząd Regulacji Energetyki (URE) czy modyfikacje albo częściowe wycofanie tarcz antyinflacyjnych będą bardzo silnie rzutowały na przyszłą inflację.

"Analitycy NBP szacują, że wycofanie tarczy antyinflacyjnej w horyzoncie jednego roku spowodowałoby wzrost inflacji o 4 pkt proc. Natomiast wzrost taryf na energię elektryczną o 30%, gaz ziemny o 50% oraz energię cieplną o 65% spowodowałby wzrost inflacji o 3 pkt proc. Natomiast nie wiemy, co się stanie z cenami regulowanymi ostatecznie, jak one wpłyną na inflację na początku 2023 r. Zakładam, że pod koniec przyszłego roku zobaczymy już jednocyfrową inflację w przedziale 5,5-7,5%, a pod koniec 2024 r. znajdzie się ona w celu inflacyjnym NBP ok. 3,5%. Jeśli tak się będzie działo, to nie ma sensu gnieść gospodarki wysokimi stopami procentowymi. Powtórzę, obecne warunki zakładają, że nie ma wzrostu cen regulowanych. Trzeba będzie ten wzrost potem uwzględnić" - podsumował szef banku centralnego.