W grudniu Polska zanotowała największy w historii deficyt na rachunku obrotów bieżących, czyli w transakcjach z zagranicą, związanych z codziennym funkcjonowaniem gospodarki. Ujemne saldo wyniosło prawie 18,3 mld zł. Niemal dwie trzecie tej kwoty zawdzięczamy deficytowi w obrotach towarowych. Niedobór pogłębiły jeszcze deficyty w dochodach pierwotnych (to m.in. saldo wynagrodzeń obcokrajowców zatrudnionych w Polsce i Polaków za granicą na krócej niż rok) i wtórnych (tu wchodzi część transferów unijnych, ale też kwoty przekazywane do Polski przez emigrantów i wysyłane od nas przez osiadłych w Polsce obcokrajowców). Pomagał nam jedynie - jak zwykle - handel usługami.
Ekonomiści banku PKO BP ubiegłoroczny deficyt szacują na 0,9 proc. produktu krajowego brutto, podczas gdy w 2020 r. mieliśmy nadwyżkę wynoszącą prawie 3 proc. PKB. Ujemne saldo to według analityków efekt uboczny szybkiego wzrostu gospodarczego. Główny Urząd Statystyczny dziś zaprezentuje wstępne dane na temat dynamiki PKB w IV kw. ub.r. Specjaliści szacują, że przekroczył on 7 proc. w skali roku (w części to konsekwencja słabego wyniku z końcówki 2020 r., gdy obowiązywały duże ograniczenia związane z pandemią).
Reklama
Eksport w grudniu był o ponad 23 proc. większy niż rok wcześniej. Ale import urósł o 40 proc. „W eksporcie najbardziej wzrosła wartość takich pozycji, jak: energia elektryczna i koks, a także komputery, ciągniki drogowe i autobusy” - podał NBP. Wskazał, że sprzedaż towarów za granicę była hamowana przez spadki w przemyśle motoryzacyjnym. Chodzi zarówno o mniejszą sprzedaż samochodów, jak i części do nich, w tym ostatniego przeboju eksportowego Polski, czyli akumulatorów. „Na przyspieszenie dynamiki importu wpłynął przede wszystkim trzykrotny wzrost wartości przywozu paliw. Złożył się na to prawie sześciokrotny wzrost cen gazu i dwukrotny wzrost cen importowanej ropy. Duży wzrost importu miał miejsce także w przypadku aut osobowych, leków oraz części odbiorników telewizyjnych” - wyjaśnia bank centralny.
W pierwszej połowie roku w obrotach towarowych mieliśmy ponad 22 mld zł nadwyżki. W drugiej - prawie 24 mld zł deficytu.
- Saldo handlowe na minusie to raczej zjawisko tymczasowe. Gdy udrożnią się łańcuchy dostaw, zmniejszą się ceny żywności, paliw, sytuacja wróci do normalności - przewiduje Marcin Mazurek, główny ekonomista mBanku. Podkreśla, że deficyt w obrotach bieżących nie jest problemem. - Dzięki wyższym stopom procentowym kwestia finansowania jest bezpieczna - tłumaczy. „Problem z gospodarką ze słabą pozycją bilansową, a taką Polska staje się coraz bardziej, jest to, że trzeba podnosić stopy procentowe tak wysoko, aż konsumpcja wyhamuje” - skomentował na Twitterze Wojciech Stępień, ekonomista w BNP Paribas Bank Polska.
Jeszcze na początku września główna stopa Narodowego Banku Polskiego wynosiła 0,1 proc. W końcu ub.r. było to już 1,75 proc. (obecnie: 2,75 proc.). W jeszcze większym stopniu podniosły się stopy rynkowe, zarówno krótko-, jak i długoterminowe. I ze statystyk bilansu płatniczego wynika, że inwestorzy zaczęli to wykorzystywać. Chodzi przede wszystkim o zagranicznych właścicieli działających w Polsce firm. W ub.r. napływ inwestycji w instrumenty dłużne (czyli pożyczki dla polskich filii) zbliżył się do 40 mld zł. Był największy w historii.
Rekordowy okazał się również łączny przyrost zagranicznych inwestycji bezpośrednich w Polsce. Przekroczył 100 mld zł. W poprzednich latach kwoty były mniejsze - w pewnej mierze za sprawą tendencji do „repolonizacji”. Premier Mateusz Morawiecki wielokrotnie mówił o wysokich transferach dochodów z inwestycji przez właścicieli polskich firm. Spowolnienie w inwestycjach bezpośrednich w Polsce nastąpiło jednak przed objęciem władzy przez Prawo i Sprawiedliwość. Za to w ub.r. przyrost wydatków na akcje i udziały przekroczył 66 mld zł. W części to zasługa reinwestowanych zysków, czyli pozostawiania wypracowywanych w Polsce nadwyżek w celu dalszego zwiększania skali aktywności działających u nas filii. To zaś m.in. pochodna decyzji organów państwa - Komisja Nadzoru Finansowego ogranicza możliwości wypłaty dywidendy przez banki czy firmy ubezpieczeniowe. Równocześnie z danych NBP wynika, że w grudniu ub.r. „reinwestycje” były ujemne. Odpływ z tego tytułu wyniósł ok. 400 mln zł.
Dane o wysokim deficycie w obrotach bieżących nie miały w poniedziałek negatywnego wpływu na notowania złotego. W stosunku do euro polska waluta umocniła się o ponad 0,5 proc. (kurs euro spadł poniżej 4,54 zł), po znaczącym spadku pod koniec poprzedniego tygodnia.
Bilans płatniczy / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe