Taką liczbę podali na piątkowej konferencji prasowej przedstawiciele banku. – Klienci są mamieni przez różne instytucje, głównie kancelarie prawne, które trochę obiecują gruszki na wierzbie. Koszty, jakie klienci ponoszą na wszczynanie spraw, są niekoniecznie dobrą inwestycją – wskazywali, podkreślając, że zasady określania kursów walut stosowane w umowach Getin Noble nie znalazły się na liście klauzul abuzywnych Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Z najnowszego sprawozdania finansowego banku wynika, że w I kw. prawomocnie zakończyło się dziewięć spraw, jakie wytoczyli klienci frankowicze. Wygrali dwie. Jedna została umorzona, a sześć zakończyło się korzystnie dla banku.
Takie statystyki mogą zaskakiwać, bo po głośnym frankowym orzeczeniu Trybunału Sprawiedliwości UE z października 2019 r. sądy na ogół uznają rację klientów, którzy domagają się unieważnienia umów bądź ich odfrankowienia (kredyt jest przeliczany na złote według kursu z dnia udzielenia, przy czym oprocentowanie jest nadal liczone tak, jakby to był kredyt w walucie obcej).
Reklama
Getin Noble jest uznawany za najbardziej narażonego na ryzyko związane z kredytami walutowymi gracza w sektorze. Portfel frankowy wynosi tam 8,2 mld zł. W kilku bankach jest większy, ale udział tego portfela w ogólnej kwocie należności wynosi 26 proc., najwięcej wśród wszystkich instytucji aktywnych na naszym rynku (jest kilka banków, które zajmują się tylko obsługą kredytów udzielonych w przeszłości).
Przy tym Getin ma ograniczone możliwości absorbowania strat związanych z tego typu należnościami. Jego fundusze własne w I kw. spadły poniżej 2 mld zł. Bank nie spełnia wymogów nadzoru dotyczących współczynników kapitałowych. Łączna luka kapitałowa to 1,5 mld zł. 200 mln brakuje do spełnienia unijnego minimum 8-proc. współczynnika wypłacalności.

Reklama
Te niedobory to jeden z powodów rezerwy, z jaką bank podchodzi do pomysłu ugód z frankowiczami. Taką propozycję przedstawił pod koniec ubiegłego roku Jacek Jastrzębski, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego. Zakłada ona przewalutowanie kredytów po kursie „wyjściowym”, ale też przeliczenie wszystkich rat tak, jakby pożyczka od początku była w złotych, czyli z wyższym oprocentowaniem. Ograniczyłoby to straty wynikające z umocnienia szwajcarskiej waluty, ale w skali sektora nadal byłoby to ponad 30 mld zł.
Ale są też inne powody. – Nasze stanowisko było od zawsze takie, że żeby oferować ugody, musimy wiedzieć, a nie domyślać się, na jakiej pozycji jesteśmy – mówił prezes Artur Klimczak. – Oferowanie ugód, kiedy nie ma tej jasności, może być postrzegane jako działanie na niekorzyść spółki – dodawał.
Chodzi przede wszystkim o linię, jaką w stosunku do kredytów walutowych będą przyjmować sądy. Do niedawna była ona zdecydowanie prokonsumencka. Ostatnio powody do zadowolenia mają też banki, zwłaszcza z ustanowionej niedawno przez Sąd Najwyższy zasady prawnej dotyczącej biegu przedawnienia roszczeń obu stron w sprawach dotyczących kredytów. Z punktu widzenia banków SN wyeliminował ryzyko, że klienci nie będą nawet musieli zwracać pożyczonej kwoty.
W okresie styczeń‒marzec bank kontrolowany przez wrocławskiego biznesmena Leszka Czarneckiego miał 88 mln zł straty. Był to 17. z rzędu kwartał pod kreską. – Nie działamy w próżni. W ostatnich kwartałach sytuacja sektora bankowego nie poprawiła się znacząco, jeśli chodzi o zyski czy zwroty (z kapitału, z aktywów – red.). Powiedziałbym nawet, że się pogorszyła. Na tym tle my poprawiamy sytuację. Oczywiście dużo fajniej jest mieć mniejszy zysk niż mniejszą stratę – wyjaśniał Klimczak.
Na sytuacji sektora, w tym Getin Noble, odbiły się przede wszystkim ubiegłoroczne obniżki stóp procentowych, których efektem jest ubytek dochodów odsetkowych (różnicy w oprocentowaniu kredytów i depozytów).
W ogólnej kwocie należności kredyty frankowe stanowią w banku aż 26 proc.