Prezes UOKiK i przewodniczący KNF swoje wystąpienia motywują troską o ochronę oszczędności Polaków i wyrażają obawę, że wprowadzenie ujemnego oprocentowania depozytów skłoni część klientów do wycofania środków z systemu bankowego. Troska ta jest ze wszech miar godna uznania, jednak kierowana jest do niewłaściwego adresata. Erozja wartości oszczędności wiąże się przecież przede wszystkim z czynnikami makroekonomicznymi – polityką niskich stóp procentowych prowadzoną przez Radę Polityki Pieniężnej, rosnącą inflacją, słabnącym kursem złotego czy wreszcie podatkiem Belki. Nie banki też wymyśliły zjawisko ujemnych stóp procentowych, które są dziełem banków centralnych.
Oczekiwanie więc, że ciężar tych zjawisk przyjmą na siebie wyłącznie banki i ich akcjonariusze, jest nieuzasadnione. Banki są prywatnymi przedsiębiorcami i korzystają z konstytucyjnie zagwarantowanej wolności działalności gospodarczej (art. 22 Konstytucji RP), jak również mają prawny obowiązek prowadzenia samodzielnej (w tym od państwa) gospodarki finansowej (art. 129 ust. 1 prawa bankowego). Ograniczenie tej wolności musi być uzasadnione ważnym interesem publicznym i – przede wszystkim – wymagałoby stosownych rozwiązań ustawowych. Sama troska, nawet najszczersza, urzędów państwowych nie wystarcza.
Reklama
Wprowadzenie minimalnego progu oprocentowania depozytów byłoby przy tym tożsame z regulacją cen. Niezależnie od braku podstawy prawnej dla takiego rozwiązania, należy zadać sobie pytanie o celowość tego rodzaju działań w gospodarce rynkowej – zwłaszcza gdy rynek oferuje wiele alternatyw dla lokat bankowych (fundusze, ubezpieczenia etc.). Należałoby też poważnie rozważyć, czy wówczas bankom nie należałaby się jakaś rekompensata od państwa z tego tytułu.
Na pewno jednak podstawą dla ograniczenia swobody banków w zakresie kształtowania wysokości oprocentowania depozytów nie jest ani konstrukcja odsetek, ani konstrukcja umowy rachunku bankowego, co sugerują prezes UOKiK i przewodniczący KNF.

Reklama
Prawo cywilne ani nie kształtuje odsetek jako koniecznie dodatnich, ani nie przyznaje im wyłącznie funkcji wynagrodzenia za udostępniony kapitał. Główny przepis kodeksu cywilnego, który dotyczy odsetek (art. 359 k.c.), nie przesądza kierunku ich płatności. W kodeksie cywilnym w ogóle brak definicji odsetek – jest to jedno z tych pojęć, które są opisowe wobec zjawisk realnie „istniejących” w rzeczywistości społecznej (jak np. pieniądz). Jeżeli więc w gospodarce występują ujemne stopy procentowe, to – w braku przepisu, który stanowiłby inaczej – także odsetki w prawnym ujęciu mogą być ujemne. Pamiętajmy, że problematyka ujemnego oprocentowania pojawiła się w Polsce po raz pierwszy już kilka lat temu, gdy niektóre stopy referencyjne kredytów walutowych stały się ujemne. UOKiK nie miał wówczas wątpliwości, że ujemne oprocentowanie jest prawnie dopuszczalne i karał te banki, które próbowały twierdzić inaczej.
Z kolei istotą umowy rachunku bankowego w jej prawnym znaczeniu – inaczej niż twierdzą prezes UOKiK i przewodniczący KNF – nie jest udostępnianie kapitału bankowi, ale świadczenie przez bank usługi przechowywania środków pieniężnych (art. 725 k.c.: „bank zobowiązuje się względem posiadacza rachunku […] do przechowywania jego środków pieniężnych”). W ramach tej usługi deponent uzyskuje wiele korzyści (w tym: bezpieczeństwo, możliwość dokonywania rozliczeń pieniężnych, obniżenie kosztów transakcyjnych w porównaniu z przechowywaniem gotówki i obrotem gotówkowym), zaś bank może pobierać za tę usługę wynagrodzenie. Czy przybierze ono postać opłaty za prowadzenie rachunku czy ujemnego oprocentowania, jest kwestią wtórną. Z ekonomicznego punktu widzenia brak oprocentowania rachunku przy opłacie za jego prowadzenie i inflacji już dziś daje ten sam efekt co ujemne oprocentowanie.
Jednocześnie brak przepisu, który by nakazywał bankowi odpłatność na rzecz posiadacza rachunku za możliwość obracania „czasowo wolnymi” zdeponowanymi środkami (art. 726 k.c.). Jest to o tyle zrozumiałe, że „cena” pieniądza w zasadniczym stopniu zależy nie tyle od banków komercyjnych, ile od banku centralnego i od tego, co sam bank jest w stanie uzyskać od kredytobiorców. Zresztą historycznie i konstrukcyjnie zbliżone do umowy rachunku bankowego umowy pożyczki i depozytu nieprawidłowego także nie są w kodeksie cywilnym ukształtowane jako odpłatne.
Warto przy tym podkreślić, że te systemy prawne, z których wywodzi się polskie prawo cywilne, tj. prawo francuskie, niemieckie, szwajcarskie i austriackie, dopuszczają konstrukcję ujemnego oprocentowania, w tym w odniesieniu do depozytów. Samo zaś zjawisko ujemnego oprocentowania zawdzięczamy bankom centralnym, które wprowadziły je właśnie wobec depozytów (tyle że bankowych). Nie można więc mówić o żadnej fundamentalnej niekompatybilności.
Nieprawidłowa jest wreszcie paralela, którą obaj prezesi czynią z kredytami. Po pierwsze, inaczej niż umowa rachunku bankowego, akurat umowa kredytu jest ukształtowana jako umowa odpłatna (art. 69 ust. 1 i 2 pr. bank.). Po drugie, wynagrodzenie pobierane przez bank z tytułu udzielonego kredytu odzwierciedla dwa elementy: koszt pieniądza (wynagrodzenie za udostępnienie kapitału) – który może być ujemny, oraz wynagrodzenie za ryzyko, które bank ponosi, udostępniając środki kredytobiorcy (ryzyko niezwrócenia kredytu), które jest niezależne od kosztu pozyskania pieniądza. Tymczasem ten ostatni element w przypadku depozytów ludności praktycznie nie występuje. Do kwoty 100 tys. euro depozyty są bowiem objęte gwarancjami Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (finansowanego zresztą ze składek banków), a ogólne bezpieczeństwo banków zapewnia objęcie ich obowiązkami ostrożnościowymi i wymogami kapitałowymi oraz nadzorem sprawowanym przez KNF.
Doceniam troskę o dobro konsumentów wyrażaną przez prezesa UOKiK i przewodniczącego KNF. Należy ona wszak do ich zadań ustawowych. Jednak sposobem na zapewnienie tego dobra nie jest ani zwiększanie obciążeń sektora bankowego, ani doszukiwanie się w instytucjach prawa cywilnego mechanizmów, których w nich nie ma.
Doceniam troskę o dobro konsumentów wyrażaną przez prezesa UOKiK i przewodniczącego KNF. Jest ze wszech miar godna uznania, jednak kierowana jest do niewłaściwego adresata