Rynek pożyczek pozabankowych miał w końcu września ub.r. wartość 4,4 mld zł. To szacunki DGP na podstawie danych rzecznika finansowego i jednej z dużych firm obecnych na rynku pożyczkowym. Oznacza to, że w ciągu roku rynek pożyczkowy skurczył się niemal o połowę. Rok wcześniej wartość pożyczek przekraczała jeszcze 8 mld zł.
Rzecznik finansowy co roku przedstawia podsumowanie liczby skarg, jakie trafiają do niego na poszczególne firmy. Pokazuje także porównanie udziału każdego z podmiotów w liczbie skarg oraz udziału rynkowego, wyliczanego na koniec III kw. Udziały w rynku jest w stanie wyliczyć na podstawie wartości portfela pożyczek, który raportują mu same firmy – na tej podstawie określana jest wysokość opłat ponoszonych przez nie na rzecz RF.
Fakt, że rynek pożyczkowy się skurczył, nie jest tajemnicą. Stało się tak za sprawą wprowadzonych w ubiegłym roku regulacji drastycznie ograniczających wysokość kosztów, jakie mogą pobierać pożyczkodawcy. Przepisy zostały zaproponowane przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w ramach prac nad jedną z rządowych tarcz antykryzysowych.
Reklama
„Zgodnie z przyjętą ustawą antycovidową z 2 marca 2020 r. na czas epidemii obniżono limit kosztów pozaodsetkowych kredytu konsumenckiego do maksymalnie 21 proc. dla pożyczek udzielanych na czas dłuższy niż 30 dni oraz do 5 proc. dla pożyczek o okresie spłaty krótszym niż 30 dni. Zredukowanie limitu kosztów pozaodsetkowych o ponad 60 proc. w stosunku do wcześniej obowiązującego poziomu w praktyce uniemożliwiło instytucjom pożyczkowym prowadzenie rentownej działalności. Jak wynika z kalkulacji firm pożyczkowych, strumień przychodów generowanych ze sprzedaży oferty opartej na tymczasowych regulacjach nie jest w stanie pokryć kosztów prowadzonej akcji kredytowej” – napisano w niedawnym podsumowaniu sytuacji rynkowej opublikowanym przez Fundację Rozwoju Rynku Finansowego.
Nasze szacunki na podstawie danych RF różnią się od informacji zaprezentowanych w raporcie FRRF. Ona posłużyła się danymi z firmy Crif, zajmującej się ryzykiem i wymianą informacji kredytowej, według których „wartość sald pozostałych do spłaty przez klientów na koniec 2020 r.” wynosiła 5,5 mld zł i była o niemal 19 proc. mniejsza niż rok wcześniej.

Reklama
Według stanu na koniec września 2019 r. było 15 firm, których udział w rynku przekraczał 1 proc. Łącznie odpowiadały one za niemal 78 proc. ogólnej wartości pożyczek. Rok później liczba podmiotów z udziałem przekraczającym 1 proc. zmniejszyła się o jeden, ale udział rynkowy tej grupy urósł do 80 proc.
Dane przedstawione przez rzecznika finansowego pokazują też, do jakich przetasowań w czołówce doszło w ciągu kilku miesięcy od wybuchu pandemii. Udział lidera branży, czyli Providenta, urósł o ponad 2 pkt proc., do 26,1 proc. Oznacza to jednak, że tempo spadku wartości portfela było tam niewiele mniejsze niż na całym rynku. Wolniej niż cały rynek spadała też wartość pożyczek w portfelach kolejnych graczy – Profi Credit i Everest Finanse.
Na czwartym miejscu znalazła się firma Smartney, która uruchomiła działalność w 2019 r. Udział w rynku podwoiła z kolei Wonga.pl, która w tym samym roku została przejęta przez firmę windykacyjną Kruk.
Dalej znów przeważają spadki udziałów. Dotyczy to zarówno IPF Polska – spółki związanej z Providentem, która działa w internecie, jak i firm należących do grupy 4finance – Vivus i Zaplo (z końcem września ub.r. zostały połączone).
W rejestrze instytucji pożyczkowych prowadzonym przez Komisję Nadzoru Finansowego było wczoraj ponad pół tysiąca podmiotów. By znaleźć się w zestawieniu, należy wykazać się posiadaniem kapitału na poziomie przynajmniej 200 tys. zł. Najnowsze zestawienie rzecznika finansowego dotyczące firm, na które przyszła w ciągu roku przynajmniej jedna skarga, obejmuje 112 podmiotów (rok wcześniej było ich 100). Według Crif w styczniu tego roku aktywnych firm było niespełna 40 wobec 46 rok wcześniej i 54 dwa lata temu.
Największe firmy pożyczkowe
Pod koniec września 2019 r. wartość pożyczek przekraczała 8 mld zł