Idea Bank odwołał publiczną emisję akcji. Została emisja prywatna. Getin Noble chce poprawić wskaźniki dzięki sekurytyzacji
„W związku z niekorzystną sytuacją na rynkach finansowych, związaną z pandemią COVID-19 oraz wobec obecnego otoczenia gospodarczego i sytuacji emitenta (…) w chwili obecnej nie jest możliwe przeprowadzenie oferty publicznej akcji serii P w sposób zapewniający osiągnięcie zamierzonych przez emitenta celów ekonomicznych emisji” – tak Idea Bank uzasadnił we wczorajszym komunikacie rezygnację z przeprowadzenia zapowiadanej od kilku miesięcy oferty publicznej. Miała ona podnieść kapitały banku o 20–150 mln zł.
Idea to jeden z banków należących do Leszka Czarneckiego. Instytucja musi szukać dokapitalizowania w związku z niemal dwumiliardową stratą za 2018 r. Od tamtej pory wyszedł na plus, ale nie udało mu się odbudować funduszy własnych. Latem Komisja Nadzoru Finansowego wszczęła nawet postępowanie wobec Getin Holdingu, za pośrednictwem którego kontroluje Ideę. Chodzi o niewywiązywanie się ze zobowiązań inwestorskich wobec banku dotyczących utrzymywania na odpowiednim poziomie jego pozycji kapitałowej. Składanie takich zobowiązań jest typową praktyką chętnych do uzyskania zgody, np. na przejęcie czy połączenie banków. W przypadku Getin Holdingu chodziło o deklaracje składane w 2011 r.
Getin Holding i Leszek Czarnecki będą mieli w najbliższym czasie okazję do pokazania, że chcą wywiązać się z deklaracji sprzed niemal dekady. Walne zgromadzenie Idea Banku przed miesiącem uchwaliło bowiem również prywatną emisję akcji o wartości 25–100 mln zł. Nowe walory mają trafić do Getin Holdingu i LC Corp, belgijskiej spółki Czarneckiego. Umowy objęcia akcji powinny być zawarte do 20 grudnia.
Reklama
W końcu września fundusze własne Idea Banku wynosiły 165 mln zł, a współczynnik wypłacalności 2,5 proc. Średnia dla całego sektora bankowego to 20 proc.
Z niedoborem kapitału zmaga się również Getin Noble Bank, drugi z krajowych banków Czarneckiego. Tam współczynnik kapitałowy jest wyższy – w końcu września wynosił 8,4 proc. (dla grupy było to 8,6 proc.) – ale z uwagi na większą skalę działania wymagana kwota przekracza miliard złotych.
Przed weekendem zarząd banku znalazł sposób, który może pozwolić na zlikwidowanie dużej części braku. To „syntetyczna sekurytyzacja” kredytów hipotecznych denominowanych we frankach, które są jednym z podstawowych problemów GNB.
„Planowana przez bank transakcja ma na celu przeniesienie ryzyka kredytowego portfela, w tym ryzyka wynikającego ze zmiany kursów walutowych i w konsekwencji spowodować ma w stosunku do niego obniżenie poziomu wymogu kapitałowego. W przypadku zawarcia transakcji poprawie mają ulec wskaźniki kapitałowe banku. Ryzyko prawne i regulacyjne, obejmujące spory sądowe i przymusowe przewalutowanie kredytów hipotecznych CHF, nie zostanie przeniesione” – podał Getin Noble w piątkowym komunikacie. Skąd pomysł na takie rozwiązanie? Kredyty walutowe mają podwyższoną wagę ryzyka. O ile na milion złotych hipotek w krajowej walucie bank musi mieć 40 tys. zł kapitału, to na milion złotych kredytów we frankach trzeba mieć już 120 tys. zł. Portfel kredytów we frankach w Getin Noblu wynosił w końcu września 9,4 mld zł brutto (8,9 mld zł netto). Prezes Artur Klimczak podkreślał dotąd, że liczy na obniżenie wagi ryzyka dla kredytów walutowych. Podczas ostatniej prezentacji wyników przyznawał, że choć sprawa zmiany regulacji wydawała się na dobrej drodze, to kilka miesięcy temu uległa zastopowaniu. Zarząd deklaruje, że minimalny wolumen planowanej transakcji sekurytyzacyjnej wyniesie 750 mln franków, czyli ok. 3,1 mld zł. Przekładałoby się to na „uzysk” kapitałowy rzędu 375 mln zł. Gdyby udało się objąć sekurytyzacją całość portfela, byłoby to około miliarda. W ten sposób bank zdołałby pokryć niemal całość niedoboru kapitału. Niewykluczone, że w ostatecznym rozrachunku zadecyduje zdanie Komisji Nadzoru Finansowego. W odniesieniu do Idei wskazywała ona konieczność pojawienia się w banku nowej gotówki. „Prezentowane w ostatnim czasie przez bank rozwiązania mają postać jednorazowych operacji, polegających na przesunięciach środków w ramach tej samej grupy podmiotów powiązanych z Leszkiem Czarneckim, bez zaangażowania nowych środków finansowych z zewnątrz. Tego rodzaju jednorazowe operacje nie są w stanie realnie poprawić sytuacji Banku” – napisano we wrześniowym komunikacie Urzędu KNF.