Najważniejszą spośród analizowanych kwestii była ocena skuteczności strategii celu inflacyjnego. Od 2012 r. FOMC chce osiągnąć – i utrzymać – wzrost cen na poziomie 2 proc. (mierzony koszykiem cen konsumpcyjnych). Celem tego działania ma być zakotwiczenie długoterminowych oczekiwań inflacyjnych, co ma przyczynić się nie tylko do stabilności cen, lecz i do zwiększenia zdolności Komitetu do wspierania maksymalnego zatrudnienia w obliczu poważnych zakłóceń gospodarczych. Jednak od początku 2012 r. wzrost cen wynosił średnio 1,3 proc., co prowadzi do obaw, że utrzymująca się niska inflacja obniży oczekiwania inflacyjne.

Magazyn DGP z 4 września 2020

Magazyn DGP z 4 września 2020

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Te ostatnie odgrywają kluczową rolę w instrumentarium Fed w sytuacji, gdy stopa procentowa fed (federal funds rate, fedfunds) jest bliska zera. Realna stopa procentowa równa się nominalnej stopie pomniejszonej o oczekiwania inflacyjne. W sytuacji, gdy stopa nominalna jest bliska zera, nie można już jej wykorzystywać do obniżenia realnej stopy (choć można sobie wyobrazić, że byłaby nieznacznie mniejsza od zera, np. stopa procentowa Szwajcarskiego Banku Narodowego wynosi –0,75 proc., o czym wiedzą posiadacze kredytu we frankach). Wówczas jedynym sposobem obniżenia realnej stopy procentowej jest podwyższenie oczekiwań inflacyjnych. Spadek realnej stopy powinien pobudzić gospodarstwa domowe do zakupów, zaś firmy do inwestycji – w sumie powinien zwiększyć tempo wzrostu gospodarczego.

W nowej strategii Fed zmieniono definicję celu inflacyjnego z czystego 2 proc. na uśredniony 2 proc. (average inflation targeting). Ale – co istotne – Fed nie zdecydował się na ogłoszenie konkretnego przedziału czasowego, z którego będzie wyliczał średnią.

Strategia uśrednionego celu ma pewne zalety w stosunku do czystego celu inflacyjnego. Zastanówmy się, co się stanie po pięciu latach niskiego wzrostu cen, wynoszącego np. 1 proc.? Jeżeli inflacja po tym okresie osiągnie 2 proc., wówczas Fed osiągnie cel inflacyjny i będzie dalej się starał utrzymywać go na tym poziomie. Natomiast w przypadku uśrednionego celu, w analogicznej sytuacji, cel Fed nie zostałby osiągnięty: po pięciu latach jednoprocentowego wzrostu cen i jednego roku dwuprocentowego uśredniona inflacja byłaby niższa niż 2 proc. Jak bardzo niska? A to zależy od tego, z jakiego okresu wyliczymy średnią. Jeżeli tylko z dwóch lat, to wówczas średnia inflacja wyniosłaby w przybliżeniu 1,5 proc. (wyliczanie średniorocznej inflacji wiąże się z detalami technicznymi, które pomijam). Jeżeli okres ten wynosi 4 lata, wtedy średnia inflacja wyniosłaby ok. 1,25 proc.

Jak teraz powinien zareagować Fed? Musi pozwolić inflacji przez pewien okres wzrosnąć ponad 2 proc., aby średnia osiągnęła 2 proc. Jeżeli aktorzy rynkowi uwierzą w działania Fed, to podniosą oczekiwania inflacyjne. Strategia uśrednionego celu inflacyjnego oznacza, że bank centralny dąży do utrzymania tempa wzrostu zagregowanego poziomu cen blisko długoterminowej ścieżki, która rośnie w zadanym tempie, starając się zrekompensować wszelkie przeszłe odchylenia.

Literatura ekonomiczna opowiada się za taką strategią. Głównym powodem jest to, że taka polityka pieniężna – jeśli jest wiarygodna – może obniżyć oczekiwaną realną stopę procentową w sytuacji, gdy znajdują się one blisko zera; innymi słowy pozwala zwiększyć skalę ekspansji polityki pieniężnej bez konieczności sięgania po niestandardowe instrumenty. Gdzie tkwią zagrożenia? Po pierwsze, mamy bardzo skromne doświadczenia ze strategią uśrednionej inflacji, bo – z pewnymi wyjątkami – nie była stosowana. Problemem drugim jest katastrofalny sposób komunikacji tej decyzji. Ostatnia rzecz, jakiej teraz potrzebuje gospodarka światowa, to dalsze zwiększanie niepewności. W pandemii, przy nieznanej jeszcze w pełni skali kryzysu, nie wspominając o polityce wspierania gospodarki realizowanej totalnie po omacku, kolejna instytucja, która mówi, że zmienia zasady gry i zgadujcie, o co mi w tym chodzi, delikatnie mówiąc, nie pomaga.