Eksperci wskazują, że zatory finansowe w szpitalach (szpitalne długi przekroczyły w tym roku 12,7 mld zł) mają przełożenie na cały rynek. I uderzają przede wszystkim w średnich i małych przedsiębiorców, którzy w praktyce kredytują działalność placówek niepłacących na czas.

– Dla dużych firm jest to jeszcze do udźwignięcia, choć na pewno nie jest to wygodne dla prowadzenia biznesu – mówi Paweł Hincz, partner Baker & McKenzie Krzyżowski i Wspólnicy. – Te wydłużone terminy płatności są niezrozumiałe i niestosowane w innych krajach. Powodują, że w Polsce jest utrudnione planowanie biznesowe – przekonuje. Dodaje, że kiedy blokowany jest przepływ pieniędzy, dochodzi do zatoru, a to w ostateczności prowadzi do… zawału.

Eksperci zgodnie przyznawali, że terminy na regulowanie należności (30 i 60 dni), zastrzeżone dla szpitali, nie są przestrzegane, bowiem nie ma sankcji.

– Szpital musi płacić odsetki, ale małego przedsiębiorcę brak płatności na czas eliminuje z rynku. Odsetki mu nie pomogą – uważa Paweł Hincz.

Z drugiej strony nie ma banku, który by skredytował działalność szpitali. Dlatego zdaniem debatujących powinno się zmienić system. Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, przekonuje, że jednym z głównych problemów jest nie tylko zamawianie usług w formie outsorcingu, lecz zamawianie w ramach usługi również etatów. – To wypaczenie pojęcia outsorcingu – tłumaczy.

Z wyliczeń Marka Kowalskiego wynika, że gdyby odejść od takiego modelu, można by zaoszczędzić nawet ok. 200 mln zł. Jego zdaniem to jedna z pierwszych zmian, do których powinno dojść.

Z kolei Paweł Hincz wskazuje, że źródło problemów leży w artykule 54 ust. 5 ustawy o działalności leczniczej, który zakazuje cesji długów.

– Kłopot polega na tym, że ten artykuł może być intepretowany na różne sposoby i trudno o przewidywalność – tłumaczy.

Jego zdaniem przede wszystkim należy zmienić to, że to organ założycielski musi wydać zgodę na zbycie długów przez szpital.

– O tym powinien decydować dyrektor, a nie organ założycielski – przytakuje Marek Kowalski.

Zdaniem ekspertów jest to szczególnie istotne w kontekście projektu przepisów, które będą nakładać na dyrektora szpitala odpowiedzialność z ustawy o dyscyplinie o finansach publicznych.

– Dyrektor powinien więc mieć większą elastyczność w zarządzaniu finansami swojej placówki – mówi Marek Kowalski. Jego zdaniem najpierw powinno oddłużyć się szpitale, a dopiero później wprowadzać tego rodzaju zapisy.

Jedną z oszczędności byłoby zmniejszenie liczby łóżek szpitalnych, których w Polsce jest zdecydowanie więcej niż w innych krajach. Jak tłumaczą eksperci, to marnotrawienie pieniędzy: wiele świadczeń mogłoby być realizowanych w tańszym trybie dziennym.

– Ten problem miało załatwić wprowadzenie sieci szpitali. Miałem nadzieję, że to rozwiązanie doprowadzi do zmniejszenia liczby łóżek, bo finansowanie dostałyby tylko najlepsze szpitale a resztę rynku miał zweryfikować nowy system – mówił podczas debaty prof. dr hab. n. med. Krystian Wita, zastępca dyrektora ds. lecznictwa Górnośląskiego Centrum Medycznego im. prof. Leszka Gieca Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Tak się jednak nie stało. Finansowanie otrzymała większość szpitali. – Dla mojego szpitala to dobre rozwiązanie, bo dzięki temu mogę liczyć na czteroletni kontrakt i planować działalność – dodał prof. Wita. Podkreślił jednak, że systemowi nie przyniosło to ulgi.

Filip Nowak, szef mazowieckiego oddziału NFZ, przekonywał, że sieć zapobiegła wprowadzeniu konkursów, które mogły bardzo zaszkodzić organizacji służby zdrowia.

– Choć zgadzam się, że w sieci znalazło się za dużo łóżek szpitalnych – przyznał, dodając, że to rozwiązanie powinno się pojawić w kolejnych latach.

Zdaniem Piotra Magdziarza, eksperta FORMEDIS Medical Management & Consulting, sieć nie skróciła kolejek. I na razie nie poprawiła sytuacji finansowej szpitali.

Zdaniem Marka Wójcika, pełnomocnika zarządu Związku Miast Polskich ds. legislacyjnych, najpierw należy przeprowadzić restrukturyzację i zmienić sposób finansowania, tak aby wszystkie placówki mogły korzystać z lepszego finansowania – na razie skorzystały z niego w ramach sieci głównie duże szpitale.

Wszyscy eksperci są zgodni, że trzeba więcej pieniędzy w systemie i że samo wprowadzenie 6 proc. PKB w 2024 r. na zdrowie nie wystarczy. Jak mówił prof. Krzysztof J. Filipiak, prorektor ds. umiędzynarodowienia, promocji i rozwoju Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, w 2024 r. wydatki na zdrowie w krajach OECD będą wynosić ok. 12 proc. Dlatego trzeba zastanowić się nad zwiększeniem finansowania.

Na razie jednym z większym wyzwań dla szpitali są oczekiwania płacowe i brak kadr. Zdaniem Waldemara Malinowskiego, prezesa zarządu Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych, personel medyczny powinno się być może zachęcać do pracy w Polsce, także dając wygodniejsze możliwości prowadzenia szkoleń i przez inne rozwiązania systemowe, np. zwiększenie liczby kadry kształconej w Polsce. Samo zwiększanie wynagrodzeń prowadzi według niego do roszczeń w tej sferze ze strony wszystkich pracowników służby zdrowia. – A na to szpitale nie mają pieniędzy – mówi Malinowski.

Partner