Witryna będzie uchodziła za rzetelną, jeżeli zostanie zarejestrowana w Komisji Nadzoru Finansowego. Poddanie się nowym rygorom może przynieść przedsiębiorcom więcej szkód niż korzyści
Internetowe porównywarki, które chcą oficjalnie uchodzić za godne zaufania, będą mogły uzyskać potwierdzenie tego od Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) poprzez wpis do utworzonego przez tę instytucję specjalnego rejestru. Ale cena jest wysoka – prowadzący tego typu witryny nie będą mogli zarabiać na umowach z bankami (np. dotyczących umieszczania reklam), co w dużej mierze stanowi obecnie większość ich przychodów. Lawirować między przepisami z kolei nie można – bo grozi za to wysoka grzywna w wysokości nawet do miliona złotych! Nowe przepisy ustawy o usługach płatniczych, wprowadzone nowelą z 30 listopada 2016 r. (Dz.U. poz. 1997), zaczną obowiązywać 8 lutego 2017 r.
W trosce o informację
Internet stał się najważniejszym miejscem, z którego ludzie czerpią informacje. Również te dotyczące instytucji finansowych oraz oferowanych przez nich usług. Przy czym internauci najbardziej cenią sobie możliwość konfrontacji ofert różnych usługodawców. I tu z pomocą przychodzą porównywarki ofert dostawców. Pozwalają one zorientować się, która usługa jest najlepiej dostosowana do potrzeb danej osoby. Rzecz w tym, że w praktyce wiele z tego typu witryn jest nie tyle nierzetelnych, ile często wręcz wprost zależnych od konkretnego banku. Efekt? Promują przede wszystkim usługi danej placówki finansowej poprzez pomijanie części ofert konkurencji, które byłyby korzystniejsze, albo też zestawianie ich na podstawie określonego modelu klienta, tak aby w najlepszym świetle przedstawić ofertę swojego sponsora.
Reklama
Ustawodawca w trosce o dobro klientów postanowił to zmienić i wskazać konsumentom te porównywarki, które rzeczywiście gwarantują odpowiedni poziom rzetelności prezentowanych danych.

Reklama
Jakie obowiązki
Kluczowy z perspektywy analizy obowiązków przedsiębiorców jest dodany art. 14g ust. 1 ustawy z 19 sierpnia 2011 r. – o usługach płatniczych (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 1572 ze zm.; dalej: u.o.p.). Określa bowiem warunki, które musi spełnić podmiot prowadzący stronę internetową porównującą oferty dostawców usług płatniczych prowadzących rachunki płatnicze. Co ciekawe, rodzimy ustawodawca poszedł dalej w wymaganiach, niż wskazał prawodawca unijny. Jak tłumaczono w toku procedowania projektu, trzeba było wziąć pod uwagę przyzwyczajenia polskich konsumentów. Przykładowo to, że np. znacznie częściej wypłacamy gotówkę w bankomatach niż nasi zachodni sąsiedzi.
Stąd też wiele warunków, które prowadzący biznes muszą spełnić. Porównywarka internetowa uznawana przez KNF za rzetelną musi:
wzawierać ofertę rachunków płatniczych obejmującą powyżej 50 proc. ofert występujących na rynku usług płatniczych na terytorium Polski. To istotna kwestia, gdyż do tej pory wiele porównywarek odnosiło się wyłącznie do ofert wybranych banków, nie rzucając na opłacalność tych propozycji szerszego tła. Trzymanie się powyżej ustawowego progu to też zajęcie czasochłonne, gdyż na przedsiębiorcy będzie spoczywał obowiązek dbałości, aby posiadać w swej bazie więcej niż połowę rynkowych ofert. I tu ważne zastrzeżenie: chodzi o 50 proc. ofert, a nie 50 proc. dostawców usług płatniczych. Innymi słowy, jeśli dany bank ma w swoim portfelu 10 różnych rachunków, wszystkie 10 będzie liczone na potrzeby wyliczenia progu;
wporównywać opłaty pobierane przez dostawców, przynajmniej za świadczenie usług zawartych w wykazie usług reprezentatywnych. Wykaz ten będzie znajdował się w rozporządzeniu i znajdować się w nim będzie co najmniej 10 usług powiązanych z rachunkiem płatniczym, które są najczęściej wykorzystywane przez konsumentów i generują dla nich koszty. Tym samym porównywarka w rozumieniu nowych przepisów nie będzie mogła wybrać danych do porównania, które byłyby skromniejsze niż te ustalone przez prawodawcę;
wmuszą zawierać informacje dotyczące liczby i lokalizacji bankomatów oraz liczby i lokalizacji placówek bankowych (wyjście poza unijną dyrektywę). Polski ustawodawca uznał, że dla wielu konsumentów jedną z najistotniejszych kwestii jest to, czy po zawarciu umowy z korporacją będą oni mieli możliwość wypłacenia pieniędzy w pobliżu uczęszczanych przez nich miejsc, np. obok domu czy pracy. Mając na uwadze, że lista bankomatów na stronach internetowych korporacji zmienia się dość często, a za aktualność udostępnianych wskazań odpowiedzialność ponosi operator porównywarki – może to być jeden z bardziej czasochłonnych obowiązków.
Ponadto, zgodnie z nowymi przepisami, przedsiębiorcy będą musieli także: wskazać informacje o podmiocie prowadzącym stronę, określić jednoznaczne i obiektywne kryteria porównywania ofert, przedstawione informacje formułować w sposób prosty i jednoznaczny, zawierać aktualne dane wraz z podaniem daty ostatniej aktualizacji (o czym piszemy poniżej) i wykorzystywać procedury, umożliwiające zgłaszanie błędów przez odbiorców strony.
A co w zamian
Co będzie miał przedsiębiorca z tego, że spełni wymagania określone w nowych przepisach? W praktyce – okazuje się, że niewiele. Komisja Nadzoru Finansowego będzie bowiem prowadziła na swojej stronie internetowej wykaz podmiotów spełniających wyżej wymienione warunki. Tym samym niejako porównywarka cenowa umieszczona w tymże wykazie będzie otrzymywała umowny stempel: rzetelnego podmiotu, który działa w interesie konsumentów, a nie wielkich korporacji.
Otwarte pozostaje pytanie: czy szereg obowiązków do wypełnienia jest wart tego, by znaleźć się w rejestrze internetowym KNF promującym godnych zaufania przedsiębiorców? Jeśli jednak już ktoś podejmie trud i zostanie umieszczony w wykazie komisji, bez wątpienia będzie mógł chwalić się tym, że działa w sposób obiektywny i jest niezależny od potentatów rynku finansowego. Ale uwaga! Gdyby jednak chciał swoją niezależność zamienić na pieniądze pochodzące od któregoś z banków – musi pamiętać o poinformowaniu KNF o tym fakcie i zawnioskować o wykreślenie z wykazu. Sama komisja posiadać będzie uprawnienia do wykreślenia podmiotu z urzędu, ale wówczas narazi to przedsiębiorcę na kary w drakońskiej wysokości.
(Nie)zależność kontrolowana
Zgodnie z art. 14g ust. 3 u.o.p. podmiotem niezależnym jest podmiot, który:
wnie jest jednostką dominującą, zależną ani współzależną wobec jakiegokolwiek dostawcy prowadzącego rachunki płatnicze dla konsumentów na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej,
wnie uczestniczy w jakimkolwiek zakresie w prowadzeniu działalności polegającej na prowadzeniu rachunków płatniczych ani
wnie prowadzi działalności reklamowej dostawców oferujących usługę prowadzenia rachunku płatniczego.
Eksperci mają jednak wątpliwości, czy nie ma odstępstw od reguł zawartych w tym przepisie. Wszak powyższe zakazane zależności do tej pory stanowiły główne (a może i jedyne) źródło dochodu porównywarek. Niektóre były wręcz celowo tworzone, by reklamować dany bank.
Podobnie ma się sprawa z witrynami, które zarabiały nie na reklamach, lecz za zdobywaniu dla banków tzw. leadów sprzedażowych (w marketingu internetowym tym mianem określa się informacje o potencjalnych klientach, np. ich dane kontaktowe – red.).
W praktyce wyglądało to tak, że porównywarki umieszczały na swoich witrynach np. kalkulatory oferty dla konkretnego banku bądź formularze, które umożliwiały wstępne rozeznanie się w zapotrzebowaniu klienta i uzyskanie zgody na dalszy kontakt oraz przedstawienie dalszych szczegółów oferty. Tymczasem Olgierd Rudak, redaktor naczelny internetowego Czasopisma Lege Artis, zwraca uwagę, że prawie każdy lead opiera się na reklamie.
– Jednak porównywarka nie może nazywać się niezależną, jeśli chce brać pieniądze od banków za reklamę – mówi wprost Rudak (tak samo twierdzi KNF). Ekspert dodaje, że pewnego rodzaju nagrodą za niezależność – zgodną z wytycznymi ustawy – jest umieszczenie w rejestrze KNF. Powód? Z technicznego punktu widzenia oznacza to dobre pozycjonowanie w wyszukiwarkach internetowych. – Wbrew pozorom może to mieć duże znaczenie dla właścicieli internetowej działalności – stwierdza Rudak.
Czy jednak przedsiębiorcy zechcą spełnić narzucone przez prawo wymogi? Sam ustawodawca chyba nie był co do tego pewien. Przewidział bowiem możliwość, iż żaden właściciel porównywarki ofert nie będzie chciał zrezygnować z dotychczasowego modelu zarabiania. Otóż w art. 14h nałożył na KNF obowiązek stworzenia i prowadzenia tego typu witryny spełniającej ustawowe wymogi, gdy żaden podmiot nie będzie chciał przystąpić do rejestru. Co prawda KNF nie wyklucza całkowicie współpracy witryn z bankami, ale zarazem nie tłumaczy, jakich wyjątków miałoby to dotyczyć.
Oferty zawsze na czasie
Zgodnie z art. 14g ust. 1 pkt 7 u.o.p. podmiot porównujący oferty dostawców usług płatniczych prowadzących rachunki płatnicze jest zobowiązany umieszczać aktualne informacje o szczegółach oferty z podaniem daty ostatniej aktualizacji. Do tej pory w tym zakresie dochodziło do pewnych manipulacji. Przykładowo nie aktualizowało się przez jakiś czas oferty danego banku, jeżeli jej atrakcyjność spadała w porównaniu do propozycji konkurencji. Nowy przepis ma to uregulować, jednak jego poziom ogólności powoduje wątpliwości u przedsiębiorców. Co zatem oznacza obowiązek aktualizacji ofert?
– Należy tu mówić o aktualizacji w znaczeniu podania parametrów ofert wszystkich instytucji na dany dzień, przykładowo oferty rachunków dostępne na rynku w 10 stycznia 2017 r. – uważa Artur Bilski, prawnik z Instytutu Prawa Cywilnego Uniwersytetu Warszawskiego.
Srogie kary
Zgodnie z art. 153b u.o.p. kto zamieszcza oświadczenie niezgodne z prawdą, że jest podmiotem porównującym oferty dostawców prowadzących rachunki płatnicze, a prowadzona przez niego strona internetowa podlega wymogom opisanym w art. 14g ust. 1 u.o.p., ten podlega grzywnie nałożonej przez KNF. Jej wysokość może wynieść nawet do miliona złotych. Tej samej karze podlega osoba, która dopuszcza się tego czynu, działając w imieniu lub w interesie osoby fizycznej, osoby prawnej bądź jednostki organizacyjnej niebędącej osobą prawną, a której ustawa przyznaje zdolność prawną. Co zaś z tymi, którzy nie zdecydują się na przedłożenie deklaracji do KNF?
Zdaniem Olgierda Rudaka w świetle nowych przepisów, żeby uniknąć kłopotów, właściciel takiej przeglądarki nie powinien pisać nic o rzekomej niezależności. Lub wręcz przeciwnie: spokojnie będzie można spać, podkreślając swoją zależność od podmiotów, wprost pisząc, iż strona nie jest wpisana do rejestru KNF, jest sponsorowana przez instytucje finansowe bądź utrzymuje się z reklam zamieszczanych płatnie m.in. przez banki.
Zmiany dla nielicznych
W ostatnim czasie w mediach pojawiły się informacje, że nowe przepisy wykluczą z rynku podmioty prowadzące nierzetelne porównywarki cenowe. To jednak nieprawda. Z uchwalonych przepisów nie wynika bowiem zakaz prowadzenia strony, na której prezentowane są informacje w sposób zachęcający do korzystania z określonych usług. Innymi słowy, nadal będą mogły działać porównywarki, których celem wcale nie jest dostarczenie możliwie najszerszej wiedzy konsumentom, lecz zachęcanie ich do wybrania oferty banku A zamiast banku B. Rzecz w tym, że teraz – pod groźbą wysokich kar pieniężnych – ci, którzy są od kogoś zależni, nie będą mogli wskazywać, że są obiektywni i niezależni.
W toku prac legislacyjnych pojawiało się pytanie, czy wystarczy, jeśli operator porównywarki finansowej umieści na stronie internetowej zastrzeżenie, że prezentowana przez niego oferta może nie być w pełni obiektywna – czy wówczas zwolni się z odpowiedzialności finansowej za naruszenie nowych regulacji? Otóż odpowiedź brzmi: przedsiębiorcy, którzy są zależni od banków, nie mają nawet takiego obowiązku. Muszą dopilnować jedynie tego, by nigdzie nie deklarowali swej niezależności. Kary będą nakładane bowiem nie za to, że ktoś pobiera pieniądze za reklamę czy zbieranie tzw. leadów od banku, lecz za to, że podmiot będzie jednocześnie i pobierał wynagrodzenie od korporacji, i kreował się na niezależnego od nich.
OPINIA EKSPERTA
Marcin Iwuć prowadzący bloga Finanse Bardzo Osobiste / Dziennik Gazeta Prawna
Pomijając niewielki procent bardzo świadomych konsumentów – większość osób nie zwraca uwagi na to, czy podmiot wpisany jest do jakichś rządowych rejestrów zbierających tylko rzetelne i niezależne firmy. Im nie będzie przeszkadzać brak informacji, że dana porównywarka nie została wpisana do rejestru KNF. Nadal będą korzystać z tych dobrze pozycjonowanych, na które akurat trafią przypadkiem w wyszukiwarce Google’a. Z tego względu nowa regulacja wydaje się istotna głównie dla klientów potrafiących zadbać o własny interes i bezpieczeństwo. Powstaje jednak wątpliwość, czy porównywarkom na pewno będzie się opłacało zerwanie zależności z instytucjami finansowymi? Przypuszczam, że chcąc zachować istotne, a może i jedyne źródło dochodu, ich właściciele nie zdecydują się na wpisanie do rejestru KNF. Ci, którzy jednak podejmą decyzję, by zadeklarować swoją niezależność, muszą mieć się na baczności, bo audyty kontrolne bardzo łatwo mogą wykazać przychody z zakazanego ustawowo źródła.