Zmiana zapisów w statucie spółki sprawiła, że mniejszościowi inwestorzy pytają o jej wycofanie z giełdy. „Spółka realizuje zadania związane z zapewnieniem bezpieczeństwa energetycznego RP” – taki zapis decyzją walnego zgromadzenia PGE znajduje się od wczoraj w statucie spółki.
Reklama
To druga spółka publiczna po PGNiG, która zdecydowała się na podobny krok. Różnica jest jednak taka, że w przypadku PGNiG taki zapis pojawił się przed jej debiutem giełdowym, natomiast w przypadku PGE – wiele lat po nim. Nie jest tajemnicą, że wkrótce przyjdzie kolej na podobne zmiany w innych spółkach energetycznych.

Reklama
– Podobne zapisy w statucie spółki publicznej są niekorzystne dla akcjonariuszy mniejszościowych. Obawiam się jednak, że mimo to fundusze (inwestycyjne i OFE – red.) nie podejmą stosownych działań, które mogłyby zapobiec wprowadzeniu takich zmian – mówi DGP wiceprezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych Piotr Cieślak. Teoretycznie akcjonariusze mniejszościowi mogliby zaskarżyć uchwałę walnego zgromadzenia do sądu. – Jeśli ministerstwo planuje dokonywać takich zmian w statutach spółek publicznych, być może najpierw powinno doprowadzić do wykupu akcjonariuszy mniejszościowych, zdjęcia spółki z giełdy, a dopiero wówczas wdrożenia tego typu rozwiązań – zastanawia się.
Jak dowiedział się DGP, w PGE przygotowania do wprowadzenia takiego zapisu trwały już w czasach, gdy na czele spółki stał Krzysztof Kilian (2012–2013). – Ale wtedy zarząd obawiał się, że będzie to postrzegane jako furtka do podjęcia działań niezgodnych z kodeksem spółek handlowych – mówi nam jeden z branżowych menedżerów. – Mówiąc wprost: wtedy PGE mogła sobie to wpisać do statutu i budować nowy blok w Opolu bez względu na koszty. Taki zapis otwiera bowiem furtkę z tabliczką „spółka niekoniecznie nastawiona na zysk, a na pełnienie misji” – tłumaczy.
A misja jest szeroko pojmowana. PGE wraz z Energą i PGNiG Termika wyłożyły 1,5 mld zł na ratowanie Kompanii Węglowej, czyli dzisiejszej Polskiej Grupy Górniczej (i nie wiadomo, czy na tym się skończy). Jest zaangażowana w budowę bloku 1800 MW na węgiel kamienny w Opolu, 450 MW na węgiel brunatny w Turowie, ma budować farmy wiatrowe na Bałtyku, wreszcie uczestniczyć wraz z innymi spółkami w rozwoju projektów związanych z elektromobilnością, czyli rozwojem rynku aut elektrycznych. Z kolei PGE wraz z Eneą, Energą i PGNiG ma się zaangażować w ratowanie Polimeksu-Mostostalu.
Niewykluczone, że z tymi samymi firmami stanie przed szansą wykupu od francuskiego EDF jego aktywów w Polsce, w tym elektrowni węglowej w Rybniku; polskie konsorcjum złożyło taką ofertę 30 listopada. Resort energii poinformował, że nie godzi się na podział aktywów EDF. Francuzi chcieli sprzedać aktywa ciepłownicze funduszowi IFM, a elektrownię czeskiej firmie EPH. „Grupa EDF jest rozczarowana tą decyzją, ponieważ uniemożliwia ona wykonywanie nabytych praw akcjonariusza, w szczególności prawa do zakończenia trwającego postępowania sprzedaży aktywów spółkom EPH i IFM” – czytamy w oświadczeniu spółki, która nie wyklucza podjęcia kroków prawnych.
Resort energii nie ukrywał, że chce zablokować plany EDF. Elektrownia w Rybniku jest na liście strategicznych inwestycji. Sprawa Rybnika jest kluczowa dla Czechów, bo EPH jest też właścicielem kopalni Silesia. Bez zakupu elektrowni jej byt stoi pod znakiem zapytania, co zauważyła już jej załoga. Górnicy grożą protestami podobnymi do tych, które szykują ich koledzy z państwowych kopalń.