W czwartek, kolejny dzień z rzędu traciła na wartości nasza waluta, wespół zresztą z pozostałymi z koszyka "emerging markets". Euro podrożało do 4,1730 zł, amerykański dolar do 3,1170 zł, funt brytyjski do 5,2070 zł a szwajcarski frank do 3,4350 zł. Również na rynku długu, który jeszcze w środę nie wykazywał większej wrażliwości na pogarszający się sentyment wokół złotego, mieliśmy wczoraj silną wyprzedaż. Jest to efekt pogarszających się nastrojów na rynkach globalnych w związku z ciągle bardzo napięta sytuacją wokół Ukrainy i słabnącym euro. Nałożone we wtorek przez Unię Europejską dalsze sankcje gospodarcze na Rosję rodzą, dodatkowo obawy wśród inwestorów o ich ekonomiczne konsekwencje dla dopiero co wychodzącej z kryzysu Europy.

Inwestorzy skierowali więc swoje zainteresowanie w stronę dolara, który był wczoraj najsilniejszy w stosunku do wspólnej waluty od listopada ubiegłego roku. Co ciekawe nie zniechęcają  przy tym do lokowania kapitału za oceanem  amerykańskie sankcje ogłoszone w ślad za europejskim.  Można sądzić, że amerykańska waluta nie jest tak bardzo jak euro narażona na rykoszetowe działanie wprowadzonych restrykcji. Głównym jednak powodem aprecjacji dolara w tym tygodniu jest seria wyjątkowo dobrych danych makroekonomicznych, które potwierdzają, że amerykańska gospodarka ma się coraz lepiej. Produkt Krajowy Brutto USA w II kwartale tego roku wzrósł o 4 proc. przy konsensusie na poziomie 3 proc. Również opublikowany wczoraj przez Departament Pracy tygodniowy odczyt liczby zarejestrowanych bezrobotnych kolejny raz z rzędu pozytywnie zaskoczył. W tej sytuacji umacnianiu się dolara nie zaszkodziła ani środowa decyzja Rezerwy Federalnej o obniżeniu skali skupu aktywów o kolejne 10 mld., co nie było zaskoczeniem, ani wczorajszy słabszy od oczekiwań odczyt indeksu PMI z Chicago- 52, 6 pkt. względem konsensusu na poziomie 63 pkt.

Równie optymistyczne wiadomości niestety nie napływają ostatnio z europejskiego podwórka, co również jest przyczynkiem do obecnego osłabiania się euro.  W Niemczech, głównej europejskiej gospodarce, sprzedaż detaliczna w czerwcu wzrosła jedynie o 0, 4 proc. r/r, podczas gdy oczekiwano 0, 8 proc. Rozczarował również podany dla całej strefy euro wstępny odczyt inflacji HICP- inflacja spadła do 0, 4 proc. r/r. (konsensus 0, 5 proc.).

Wszystko to nie wróży do dobrze sytuacji złotego w najbliższym czasie. Dodatkowo zapał do ryzyka na rynkach studzi informacja o możliwym, kolejnym po dwunastu latach bankructwie Argentyny, która, nie chce czy nie może spłacić swoich wierzycieli.

Co zrozumiałe, w takiej sytuacji część inwestorów wycofuje się z naszego regionu, przenosząc kapitał do "bezpiecznych przystani", a to negatywnie odbija się na naszej walucie. Również z technicznego punktu widzenia, trwałe naruszenie poziomów 4, 15 dla EUR/PLN oraz 3, 10 dla USD/PLN otwiera drogę do dalszej przeceny w kierunku następnych poziomów oporu, odpowiednio 4, 20 oraz 3,14.

W trakcie piątkowej sesji możemy oczekiwać większych wahań na parach złotowych. Część graczy, bowiem będzie zapewne chciała zamknąć swoje pozycje przed nadchodzącym weekendem. Kwotowania złotego dziś może zawierać się w szerokim przedział: 4, 15- 4, 18 zł do euro i odpowiednio 3, 10-3, 13 zł do amerykańskiego dolara. Z ważniejszych informacji, które napłyną dziś na rynek, należy zwrócić uwagę na przedpołudniowe odczyty indeksów PMI dla przemysłu z Polski,  Strefy Euro oraz Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii.  Po południu zaś poznamy dane z amerykańskiego rynku pracy- godz. 14: 30, oraz na odczyt o godz. 16: 00 wskaźnika ISM również z USA ( prognoza 56 pkt.). 
Po weekendzie, w trakcie kolejnych sesji w dalszym ciągu dominować będzie na rynku awersja do ryzyka, co utrudni złotemu próby powrotu na ścieżkę wzrostu. Prawdopodobnym scenariuszem jest, więc raczej dalsze osłabianie się naszej waluty.

Damian Papała