Każdy z wymienionych rynków ma swoje specyficzne powody do spadków. Spółki w USA, zwłaszcza z indeksu NASDAQ, osiągnęły astronomiczne wyceny. Liderzy obecnej hossy osiągnęli wielomiliardowe kapitalizacje, mimo iż nadal przynoszą straty. Europie nadal ciąży niepewna sytuacja na Ukrainie, a w Japonii inwestorzy obawiają się skutków podwyższenia podatku od sprzedaży i umocnienia jena. Powodów do kiepskich nastrojów jest zatem sporo i najlepszym ratunkiem dla indeksów giełdowych byłyby dobre wyniki spółek z USA, które właśnie zdają raporty ze swojej działalności w pierwszym kwartale tego roku.

Tym razem rynek nie spodziewa się dobrych wyników, a spadku zysku w relacji rocznej. Jeśli ta prognoza się potwierdzi do będzie to pierwszy taki kwartał od 2012 roku. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele. Część spółek spodziewa się negatywnego wpływu mocnego dolara (względem jena czy walut rynków wschodzących), część zwraca uwagę na złe warunki pogodowe w USA, a część na zamieszanie na rynkach wschodzących.

W tym tygodniu poznamy raporty takich spółek jak General Electric, Goldman Sachs, American Express, Intel, IBM czy Coca Cola. Dokładnie jedna trzecia spółek z indeksu Dow Jones będzie publikowała swoje raporty w kolejnych pięciu dniach, więc ten tydzień można uznać za najważniejszy jeśli chodzi o kwartalne raporty spółek zza oceanu. Gdyby raporty zaskoczyły pozytywnie, to powinny powstrzymać dalszą wyprzedaż na Wall Street, choć trzeba przyznać, że szanse na taki scenariusz nie są duże. Pierwszy kwartał był naprawdę ciężkim okresem dla amerykańskich spółek patrząc gospodarkę krajową i rynki międzynarodowe. Dodatkowo pierwsze raporty, które już poznaliśmy, potwierdzają obawy amerykańskich analityków.

Jeśli chodzi o GPW, to wydaje się, że nadal możemy obserwować względną stabilizację. Patrząc na kontrakt terminowy na WIG20, powinniśmy nadal pozostawać między 2400 i 2470 pkt., chociaż w chwili obecnej widać większe ryzyko wybicia dołem z tej konsolidacji.

Mateusz Adamkiewicz