Kontrakty na S&P także tracą dziś rano – i to zauważalnie, bo 0,5 proc. – trudno więc mieć nadzieję, że piątkowe zachowanie inwestorów na Wall Street było chwilową aberracją. W istocie bowiem po dobrych danych z rynku pracy rynek początkowo ruszył w górę, a S&P zyskiwał 0,4 proc. Dopiero gdy indeks zbliżył się do poziomu 1900 pkt kontrolę nad rynkiem przejęła podaż spychając S&P do 1865 pkt czyli o 1,25 proc. w porównaniu do czwartkowego zamknięcia. Warto odnotować, że indeks ponownie zanurkował poniżej bariery 1870 pkt, która w ostatnich tygodniach kilkukrotnie powstrzymywała zwyżki na Wall Street, a gdy została złamana, to po trzech dniach „na wolności” rynek do niej wrócił.

W Azji inwestorzy sprzedawali akcje głównie w reakcji na zachowanie inwestorów w USA. Nikkei stracił 1,7 proc. mimo pojawienia się spekulacji o zwiększeniu zakupów ETFów przez japoński bank centralny. Hang Seng stracił 0,7 proc., zaś Kospi zyskał 0,1 proc.

Giełdy w Europie także czeka spadkowe otwarcie, kontrakty sugerują spadki w granicach 0,7 proc. W kalendarium brak dziś istotnych danych makro, więc inwestorzy zostaną pozostawieni trochę sami sobie. Ponieważ będzie to – być może – pierwszy dzień spadków po wzrostowej serii, która część indeksów wyprowadziła na nowe szczyty, trudno przesądzić na ile inwestorzy będą skłonni ulegać emocjom. Można jednak ostrożnie przyjąć, że na rynku byka wielu z nich oceni przecenę jako okazję do zwiększenia zaangażowania na rynku.

Emil Szweda