Wtorkowe notowania przyniosły na wielu rynkach nadzieję na poprawę sytuacji. Silne zwyżki nie miały jednak mocnego uzasadnienia fundamentalnego i należy je traktować na razie jedynie w kategoriach odreagowania niedawnych spadków. Dzisiejsze zachowanie giełd może przynajmniej częściowo przybliżyć odpowiedź na pytanie o kierunek ruchu w najbliższych dniach.

Wczorajsza szarża byków na warszawskim parkiecie, szczególnie w segmencie dużych firm, wyglądała imponująco, ale można mieć nieco wątpliwości, czy rozpoczęła ona przełom na naszym rynku. Dotyczą one nie tylko tego, że zwyżka odbywała się przy niewielkich obrotach, które zresztą w przypadku WIG20 dynamicznie wzrosły na końcowym fixingu, który przyniósł redukcję byczych osiągnięć z 2 do 1,7 proc. Z formalnego punktu widzenia atak na 2400 punktów można uznać za udany, ale końcowe cofnięcie spowodowało, że ten jednopunktowy sukces potrzebuje wyraźniejszego potwierdzenia. Dziś może nie być o to już tak łatwo. Jeśli zaś nie nastąpi to szybko, indeks może utknąć w trwającej od kilku dni konsolidacji w przedziale 2350-2400 punktów, czekając na poważniejszy impuls. Choć wciąż widać przejawy niezależności od otoczenia, to jednak należy się spodziewać, że przyjdzie on zewnątrz.

Nerwowa w pierwszej fazie sesja na Wall Street zakończyła się co prawda zwyżką S&P500 o 0,4 proc., ale obrazu rynku radykalnie nie poprawiła. Tym, a także skalą wzrostu, postawiła inwestorów na naszym kontynencie z refleksją, czy tutejszy optymizm nie był przedwczesny lub przesadzony. Poważnych przesłanek fundamentalnych, mogących go uzasadnić, nie było przecież widać. Jego korygowanie można było dostrzec już wczoraj w końcowej części handlu nie tylko w Warszawie, ale także we Frankfurcie, gdzie DAX także sięgającego 2 proc. wzrostu nie dowiózł do mety. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że ten zryw stanowił odreagowanie poniedziałkowego spadku wskaźnika o 1,7 proc.

Dziś impulsem dla rynków może być dopiero popołudniowa seria danych zza oceanu. Oczekuje się zwyżki wskaźnika aktywności w amerykańskich usługach z 53,3 do 54,2 punktu oraz wzrostu zamówień na dobra trwałego użytku o 1 proc., a bez środków transportu o 0,3 proc. W tej drugiej wersji oznaczałoby to wynik wyraźnie gorszy niż 1,1 proc. za styczeń.

Dla naszego rynku, podobnie jak wczoraj, impulsem może być sytuacja na rynku miedzi. Dziś notowania kontraktów na ten metal kontynuują zwyżkę, ale jej skromne na razie rozmiary nie dają przesłanek do tego, by zakładać choćby krótkoterminowe odreagowanie. Trwa walka o wyjście powyżej 300 centów za funt i dopiero trwałe pokonanie tego poziomu może dać szansę na poprawę sytuacji. Ta walka i jej wynik będą determinować zachowanie się notowań akcji KGHM. Prawdopodobnie dziś o przekraczającą 3 proc. dynamikę ich zwyżki będzie już trudniej.

Choć silne zwyżki widać było także na walorach kilku innych dużych spółek, to nie zmieniły one generalnie sytuacji i póki co należy je traktować jedynie w kategorii odreagowania. Entuzjazm nie objął większego grona blue chips, co także może budzić pewne obawy. Słabo zachowywał się wskaźnik średnich firm. Jeśli dodamy do tego niskie obroty, wniosek zalecający ostrożność nasunie się sam.

Niewiele wskazówek na początek handlu płynie z obserwacji innych rynków. Na giełdach azjatyckich sytuacja zróżnicowana. W Szanghaju na godzinę przed końcem sesji indeksy zniżkowały po 0,4 proc. Nikkei o tyle samo szedł w górę. Zwyżki przekraczające 1 proc. miały miejsce jedynie Korei i Singapurze. Kontrakty na amerykańskie i europejskie indeksy trzymały się blisko wtorkowego poziomu, ale minimalnie pod kreską.

Roman Przasnyski, Open Finance