W Europie obawy są zresztą nie tylko naszym udziałem. Powodów nie brakuje, a sytuacja na Ukrainie jest tylko jednym z nich. Po kilku dniach odporności rynków na wydarzenia w tym kraju, wczoraj niepokój stał się bardzo wyraźnie widoczny. Geografia jego występowania i nasilenia nie była jednak łatwa do rozszyfrowania. Indeks giełdy w Kijowie zniżkował jedynie w pierwszej części handlu, później straty odrobił i dzień zakończył na plusie. Moskiewski RTS szedł w dół przez większą część dnia i mimo lekkiego wyhamowania tej tendencji w końcówce, stracił 2 proc. Jego śladem szedł wskaźnik w Budapeszcie, ale w Tallinie i Wilnie nie było śladu niepokoju, a indeksy lekko zwyżkowały. Chwilami do czołówki spadkowiczów starał się aspirować DAX, tracąc w południe 1,7 proc.

Także na naszym rynku sytuacja była niejednoznaczna. W segmencie dużych firm przed południem nastroje zdecydowanie się pogarszały, jednak indeksy małych i średnich spółek radziły sobie całkiem dobrze, jak na warunki zewnętrzne. Byki do działania wzięły się dopiero wówczas, gdy WIG20 dotarł w okolice 2450 punktów. Ten poziom w lutym już czterokrotnie był testowany i za każdym razem stanowił skuteczna barierę przed głębszą przeceną. Nie oznacza to jednak, że musi tak być i tym razem. O rozwoju sytuacji przesądzą czynniki zewnętrzne. Druga część czwartkowej sesji pokazała, że obawy nie są aż tak wielkie, by paraliżowały chętnych do kupna akcji. Łatwość zmiany nastawienia inwestorów do poszczególnych walorów widać było najbardziej wyraźnie w przypadku akcji Lotosu, które płynnie przeszły od niemal 3 proc. przeceny do przekraczającej 1 proc. zwyżki. Trochę podobnie było z walorami Banku Handlowego i Synthosu. Ostatecznie, za wyjątkiem Kernela, w gronie blue chips nie było przypadków mocnej wyprzedaży. Strachu przed akcjami nie było też widać w segmencie małych i średnich firma.

Można więc przypuszczać, że jeśli tylko warunki w otoczeniu przestaną przeszkadzać, możliwy będzie ruch naszych indeksów w górę. Częściowo sprzyjać temu będzie w pierwszej części dzisiejszego handlu, czwartkowa zwyżka indeksów na Wall Street. S&P500 zyskał 0,5 proc. i choć ustanowił rekord w cenach zamknięcia, to jednak szczytu osiągniętego w trakcie poniedziałkowej sesji nie udało mu się pokonać. Dziś sprawdzianem dla tych warunków będą nie tylko wieści z Ukrainy, ale także dane makroekonomiczne. Te z Azji były dobre. W Japonii spadł wskaźnik PMI, ale znacznie mocniej niż się spodziewano wzrosły wydatki gospodarstw domowych i produkcja przemysłowa oraz sprzedaż detaliczna.

Nie powinna rozczarować informacja o dynamice naszej gospodarki. Oczekuje się, że ostatecznie PKB wzrósł w czwartym kwartale ubiegłego roku o 2,2 proc. Największy wpływ na rynki mieć będą jednak doniesienia zza oceanu. Tam zaś spodziewana jest korekta wstępnego odczytu PKB z 4,1 do 2,6 proc. Mocniejsze odchylenia od tych oczekiwań z pewnością znajdą odbicie w zmianach indeksów. Reakcję mogą wywołać także publikacje wskaźnika aktywności gospodarczej w rejonie Chicago (spodziewany spadek z 59,6 do 56,3 punktu) i nastrojów konsumentów (oczekuje się jego zniżki z 81,2 do 81 punktu). Choć w kwestii ograniczania skupu obligacji wszystko wydaje się być jasne, to jednak wpływ na nastroje inwestorów mogą mieć zaplanowane na popołudnie i wieczór wystąpienia trzech członków Fed.

Inspiracją dla byków na dzisiejszy poranek nie będą jednak nastroje na rynkach. Mimo dobrych informacji, Nikkei stracił 0,5 proc. Niewielkie spadki notowano w Szanghaju. Po 0,1-0,15 proc. w dół szły też kontrakty na amerykańskie i europejskie indeksy. Zysk netto KGHM, sięgający w czwartym kwartale 679 mln zł okazał się o 15 proc. niższy niż się spodziewano. Słabsze wyniki opublikowały także Kernel i Eurocash.

Roman Przasnyski