Wynik jest gorszy od oczekiwań wszystkich ankietowanych przez Bloomberga analityków oraz słabszy od grudniowego odczytu (50,5). Reakcja inwestorów w samych Chinach nie była jednak tak gwałtowna jak na innych rynkach – indeks w Szanghaju stracił 0,5 proc. Trzeba jednak dodać, że Shanghai Composite w odróżnieniu od większości światowych indeksów, nie śrubuje rekordów hossy, lecz jeszcze na początku tygodnia znajdował się na najniższym poziomie od pół roku. Stąd można zaryzykować tezę, że inwestorzy byli przygotowani na słaby odczyt świadczący przede wszystkim o możliwym spadku produkcji przemysłowej w związku z malejącymi zamówieniami eksportowymi. Zresztą indeks spadał wcześniej przez sześć kolejnych miesięcy, teraz po prostu spadł poniżej bariery 50.

Nikkei stracił 0,8 proc., Kospi 1 proc., a Hang Seng na pół godziny przed końcem notowań spadał o 1,4 proc.

W Europie możemy oczekiwać spokojnego otwarcia, choć prawdopodobnie po ujemnej stronie. Ostatnich kilka sesji nie wniosło nowej jakości na rynki, sygnałów nie daje także Wall Street, gdzie S&P wczoraj zyskał zaledwie 0,1 proc. Fakt, że indeksy utrzymują się w okolicach rekordowych poziomów należy odczytać jako przejaw siły rynku (brak presji na realizację zysków), dlatego właśnie reakcja na chińskie dane może być wstrzemięźliwa. Z punktu widzenia Starego Kontynentu ważniejsze będą bowiem wstępne odczyty PMI dla sektora produkcji np. Niemiec lub Francji, które także dziś zostaną opublikowane plus indeks nastrojów w niemieckim biznesie (IFO). Po południu jak zwykle w czwartek spodziewana jest publikacja danych dotyczących liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, a także indeks wskaźników wyprzedzających.

Emil Szweda