We wtorek na głównych parkietach europejskich inwestorzy ze spokojem czekali na środowe posiedzenie Fed. Niewiele się w związku z tym na rynkach działo, wpływu na handel nie miały dane makroekonomiczne zza oceanu. DAX przez większą część dnia trzymał się w okolicach 9000 punktów, nie decydując się na poważniejsze ruchy. Odważniej w górę poszedł dopiero w końcówce sesji, poprawiając niedawny rekord dzięki zwyżce o niecałe 0,5 proc.

Podobnie zachowywały się indeksy amerykańskie. Po początkowej stabilizacji, przebiegającej około 0,2 proc. powyżej poziomu poniedziałkowego zamknięcia, skala zwyżki zwiększyła się. Dow Jones ostatecznie zyskał 0,7 proc., a S&P500 wzrósł o 0,6 proc. Na Wall Street także nie było widać żadnej nerwowości. Wygląda na to, że tamtejsi gracze byli pewni nie tylko decyzji Fed o pozostawieniu bez zmian programu skupu obligacji, ale także treści komunikatu, spodziewając się, że usłyszą w nim uspokajające deklaracje. Trudno spodziewać się, że rezerwa federalna zdecyduje się jakikolwiek ruch przed kolejną rundą negocjacji w sprawie budżetu i limitu zadłużenia. Do tego czasu będzie miała też więcej danych, wskazujących na stan amerykańskiej gospodarki i ewentualne skutki ostatniego zamieszania z budżetem. Z ankiety przeprowadzonej przez CNBC wynika, że większość analityków jest przekonana, że skup obligacji potrwa do końca przyszłego roku, a spora część zakład a, że będzie on kontynuowany jeszcze w 2015 r. Jednocześnie rodzi się jednak pytanie, czy odsunięcie w czasie redukcji QE3 nawet na tak odległą przyszłość wystarczy do kontynuacji hossy, czy też po trwającym trzy tygodnie rajdzie, pojawi się spadkowa korekta. Nie jest wykluczone, że realizacja zysków może rozpocząć się wkrótce po posiedzeniu Fed.

Nasz rynek zachowywał wczoraj względną niezależność od wpływów czynników zewnętrznych. Poranna zwyżka mogła być częściowo inspirowana ruchem w górę indeksu we Frankfurcie, ale o skali wzrostu wskaźnika największych spółek zdecydowało w dużej mierze dobre przyjęcie wyników Lotosu oraz kontynuacja rajdu walorów dwóch największych banków i Telekomunikacji Polskiej. Utrzymywanie indeksu przez większą część dnia w opilcach wyznaczonego przed południem szczytu można uznać za sukces byków. Jednak w końcówce wyraźnie opadły one z sił i to mimo korzystnego dla nich rozwoju sytuacji na Wall Street.

Zmianę nastawienia było widać choćby po zachowaniu akcji Lotosu. Po dość długo trwającej euforii, przejawiającej się 5 proc. zwyżką ich kursu, jej skala zmniejszyła się chwilami nawet o połowę (końcowy fixing ustawił notowania na 3,6 proc. powyżej poniedziałkowego zamknięcia). O połowę stopniała także zwyżka cen akcji PKO, a 4 proc. spadek walorów Banku Handlowego oraz zejście pod kreską papierów BRE i BZ WBK pokazuje, że nastawienie inwestorów do banków jest bardzo chwiejne i w każdej chwili może w tym segmencie nastąpić realizacja zysków. Taki scenariusz wpłynąłby poważnie na zachowanie indeksu blue chips.

W każdym razie osłabienie z końcówki wczorajszej sesji pozostawiło niezbyt dobre wrażenie. Dziś może je zatrzeć udany debiut PKP Cargo. Sądząc po przebiegu oferty publicznej jest na to bardzo duża szansa. Zwyżka o 10-15 proc. w porównaniu do ceny emisyjnej wydaje się całkiem realna. Warszawski parkiet nie oprze się też raczej wpływom głównych rynków. A na nich większy ruch może wywołać „zaległy” raport ADP. Oczekuje się, że liczba miejsc pracy wzrosła w październiku o 150 tys., a więc znacznie mniej niż miesiąc wcześniej, gdy przybyło ich 166 tys. Słabsze dane mogą jednak sprzyjać bykom, zwiększając szanse na gołębie nastawienie Fed.

Perspektywa utrzymania skupu obligacji na dotychczasowym poziomie szczególnie cieszy inwestorów na rynkach azjatyckich, gdzie dziś przeważały zwyżki. Na godzinę przed końcem handlu indeksy w Japonii i Chinach zyskiwały po prawie 1 proc. Kontrakty na amerykańskie i europejskie indeksy rano nie dawały jednoznacznych wskazań. Ich niewielka zwyżka sugeruje, że pierwsze godziny handlu będą przebiegały w spokojnej atmosferze. Napięcie może nieco wzrosnąć wraz ze zbliżaniem się publikacji danych zza oceanu. 

Roman Przasnyski