Zgodnie z oczekiwaniami doszło wczoraj w Stanach Zjednoczonych do uchwalenia porozumienia w sprawie budżetu i co najważniejsze limitu zadłużenia. Tymczasowy budżet potrwa do 15 stycznia, natomiast limit długu został wydłużony do 7 lutego. Jest to czas, który ma wystarczyć na osiągnięcie docelowego kompromisu. Jeżeli się nie uda, czeka nas powtórka z rozrywki.

Co tak naprawdę znalazło się w porozumieniu? Demokratom udało się obronić właściwie wszystkie swoje postulaty, w tym najważniejszy, czyli program Obamacare. Jedyny sukces Republikanów to zwiększenie kontroli nad osobami korzystającymi z dotacji budżetowych. Ciężko jednakże w takiej sytuacji mówić o sukcesie.

Powtórka w styczniu jest tym bardziej prawdopodobna, że w przyszłym roku odbędą się wybory do Kongresu. Wedle sondaży całe to zamieszanie odbiło się mocno negatywnie na postrzeganiu Republikanów jako skrajnych i nieskutecznych. Dodatkowym problemem są tarcia wewnątrz samej partii. W rezultacie negocjacje styczniowe zapowiadają się nie mniej interesująco niż obecne.

Jak na tę sytuację zareagowały rynki? Wczoraj w ciągu dnia dolar umacniał się, jednakże im bliżej było do porozumienia, tym bardziej inwestorzy chcieli go sprzedawać. W efekcie powrócił znowu na wysokie poziomy w okolicach 1,3550 za euro.

Jak to często bywa w takich sytuacjach, przenoszenie się inwestorów do Europy wzmocniło również złotego. Nie był to gwałtowny ruch, natomiast rodzima waluta umocniła się o kolejny grosz. Cieszy jej duża stabilność, gdyż wiele osób spodziewało się gwałtownego wzrostu zmienności wywołanego sytuacją za oceanem.

Dodatkową istotną informacją dla rynków jest powrót pracowników z “government shutdown” do pracy po przeszło dwóch tygodniach przymusowego urlopu. Dzięki temu ukazywać się będą regularne publikacje danych makro ze Stanów.

Dziś warto zwrócić uwagę na dane z Polski. O g. 14:00 poznamy dane o produkcji przemysłowej. Analitycy spodziewają się wzrostu o 7,20%. Co ciekawe jednocześnie oczekują inflacji producenckiej o 1,5%. Gdyby przewidywania te potwierdziły się, świadczyłoby to o wzroście konkurencyjności rodzimej gospodarki.

Maciej Przygórzewski, Internetowykantor.pl