Złoty w relacji do euro od prawie dwóch tygodni porusza się w trendzie bocznym między 4,21 a 4,23. W ocenie Niedźwieckiego, dzieje się tak dlatego, że inwestorzy nie oczekują zmiany stóp procentowych do końca roku. Ten scenariusz potwierdziła wczoraj Rada Polityki Pieniężnej w swoim komunikacie.

Innym powodem może być oczekiwanie na twarde dane gospodarcze. Dynamika PKB, inflacja oraz inne wskaźniki koniunkturalne sugerują, że Polska wyszła obronną ręką z kryzysu i nie nastąpiła nawet techniczna recesja. Niemniej jednak odreagowanie w rodzimej ekonomii jest wątłe i może nie być tak dynamiczne, jak miało to miejsce historycznie. Kryzys zaufania oraz problemy zadłużeniowe w Unii Europejskiej wskazują, że kraje peryferyjne mogą pozostawać pod presją niewielkiej dynamiki wzrostu gospodarczego.

Kurs EUR/USD natomiast reagował umocnieniem na komentarz po posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego, umacniając się do poziomu 1,36. Rynek pozytywnie odebrał słowa determinacji Mario Draghiego do pobudzania wzrostu koniunktury wszelkimi możliwymi narzędziami polityki pieniężnej, łącznie z niestandardowym skupem obligacji LTRO.

„Z punktu widzenia analizy technicznej byki od jakiegoś czasu dominują na rynku EUR/USD i każde minimum powyżej kursu 1,3450 jest wykorzystywane do kupowania euro za dolary amerykańskie. Jeśli rynek utrzyma ten poziom wsparcia, EUR/USD może dalej rosnąć" – uważa Niedźwiecki.

„Wczoraj otrzymaliśmy również raport na ADP mówiący o zmianie zatrudnienia w sektorze prywatnym za oceanem. W tym wypadku reakcją na słabsze dane od prognoz był spadek dolara, prawdopodobnie dlatego, że gorsze dane z rynku pracy zmniejszają szanse na szybsze wycofywanie się rezerwy Federalnej z programu skupu aktywów zwanego QE3" – dodał.

W jego ocenie, potwierdzenie stagnacji na rynku pracy w USA możemy otrzymać w piątkowych danych z Departamentu Pracy.

„Niestety spekuluje się, że z powodu wstrzymania pracy amerykańskiego rządu dane mogą zostać opublikowane z opóźnieniem lub publikacja może nie nastąpić w tym tygodniu. Jeśli tak się stanie, rynek może reagować nerwowo, co może zwiększyć zmienność cen na rynk walutowym" – podsumował Niedźwiecki. 

W czwartek, ok. godz. 10-tej jedno euro kosztowało 4,2086 zł, a dolar 3,0946 zł. Euro/dolar kwotowany był na 1,3599.