Sądząc po nastrojach inwestorów i skali wzrostów na większości giełd, można by stwierdzić, że mamy do czynienia z bardzo silnym rynkiem. Patrząc na okoliczności towarzyszące tej sile, niełatwo być optymistą co do jej trwałości. Pierwsze od kilkunastu lat wstrzymanie pracy agend amerykańskiego rządu z powodu nieuchwalenia budżetu, nie może być przecież uznane za powód do radości. Tym bardziej, że wskazuje na duże prawdopodobieństwo podobnych kłopotów z podwyższeniem limitu zadłużenia USA.

Większość opublikowanych wczoraj danych makroekonomicznych teoretycznie powinna sprzyjać niedźwiedziom. Wzrost stopy bezrobocia w Japonii i Niemczech, mocny spadek wydatków japońskich gospodarstw domowych, słabsze od oczekiwanych lub gorsze niż poprzednio odczyty wskaźników aktywności w przemyśle Chin, Niemiec i strefy euro – wszystkie te informacje zostały przez inwestorów naszego kontynentu zignorowane. Tymczasem główne indeksy od rana umiarkowanie zyskiwały na wartości, a po zwyżce w pierwszych minutach handlu na Wall Street, poszły ostro w górę. Po poniedziałkowych obawach nie było śladu we Frankfurcie i Paryżu, gdzie indeksy zwyżkowały po ponad 1 proc.

Ze sporym opóźnieniem i po wielu godzinach wahań, dołączyły do tego rajdu także wskaźniki w Warszawie. Równo ze startem amerykańskiej giełdy, WIG20 wyskoczył spod kreski, kończąc dzień wzrostem o 0,9 proc., jednym ruchem wracając powyżej 2400 punktów. WIG30 zyskał 1,3 proc., a skala wzrostu części dużych spółek mogła przyprawiać o zawrót głowy. W końcu nie co dzień obserwuje się prawie 10-proc. skok cen akcji BRE, bez widocznego powodu w postaci jakiejkolwiek zaskakującej informacji. Wyskok o niemal 9 proc. walorów LPP, choć mający za przyczynę informację o 37-proc. wzroście przychodów, także można uznać za euforyczny. Hurraoptymizm nie zdołał dotrzeć na rynek akcji KGHM, które zniżkowały o prawie 2 proc., w reakcji na sięgający 1,5 proc. spadek notowań kontraktów na miedź i ponad 3-proc. przecenę srebra. To właśnie notowania miedziowego kombinatu oraz prawdopodobna korekta silnych wzrostów walor& oacute;w części wczorajszych bohaterów, mogą stanowić dziś nie lada wyzwanie dla naszych byków.

W pierwszej fazie notowań wsparciem dla nich mogą być wyniki wtorkowej sesji na Wall Street, gdzie Dow Jones zyskał 0,4 proc. a S&P500 poszedł w górę o 0,8 proc. Oba wskaźniki są jednak po trwające osiem sesji spadkowej serii, więc wczorajsze zwyżki można traktować w kategorii odreagowania, a jednocześnie trudno oczekiwać trwałej zmiany spadkowej tendencji. Wzrost indeksu aktywności amerykańskiego przemysłu był jedynie pretekstem do tego odreagowania i nie jest w stanie zrównoważyć o wiele poważniejszych kłopotów z budżetem i limitem zadłużenia.

Wiele zależeć będzie od komentarzy, dotyczących sytuacji w Stanach Zjednoczonych oraz od danych makroekonomicznych. Szczególnie istotny może być raport ADP, dotyczący zmiany liczby zatrudnionych. Szacuje się, że przybyło ich we wrześniu 180 tys. Wieczorem amerykańscy inwestorzy będą mieli okazję wysłuchać wypowiedzi przedstawicieli Fed, w tym Bena Bernanke. Można się spodziewać, że będą oni apelowali do polityków o jak najszybsze porozumienie w obu newralgicznych kwestiach i zapewniali o wsparciu dla gospodarki ze strony polityki pieniężnej. To powinno wpłynąć na uspokojenie nastrojów.

Trudno zinterpretować sygnały płynące z rynków azjatyckich. Na parkietach mniej znaczących dominowały zwyżki, na Filipinach przekraczające nawet 2 proc. Jednak w Szanghaju na godzinę przed końcem handlu indeksy znajdowały się nieznacznie pod kreska, a Nikkei zniżkował o 2,5 proc. Po 0,2-0,3 proc. w dół szły kontrakty na amerykańskie i europejskie indeksy, sugerując początkową przewagę niedźwiedzi.

Roman Przasnyski