Tylko, że to nic nowego – o tym na rynku spekulowano od dawna, a dzisiaj nie pojawiły się żadne szczegóły. Niemniej agencje doniosły, że premier ogłosi też planowane obniżki w podatku od korporacji – tylko, że to też nic nowego, a nowych szczegółów nie ma. Być może, zatem słabość jena tkwi w zapowiedzianej na godz. 11 polskiego czasu konferencji prasowej Takatoshi Ito, osoby odpowiedzialnej za japoński system emerytalny. Rynek spekuluje, że rząd zamierza ogłosić zmiany, zakładające możliwość nabywania większej ilości zagranicznych obligacji przez fundusze emerytalne, co było od jakiegoś czasu postulowane przez środowisko – poprzez działania Banku Japonii, rentowności rządowych papierów są coraz niższe. Pytanie tylko, czy władze zdają sobie sprawę z ryzyka takiego posunięcia? Japoński, ogromny dług od zawsze był finansowany krajowym kapitałem. Jeżeli tu pojawią się zmiany, to Kraj Kwitnącej Wiśni może mieć spore problemy w kolejnych latach. Tym samym nie można wykluczyć, że za chwilę na jenie zaobserwujemy klasyczne „kupuj plotki, sprzedaj fakty”, gdyż wątpliwe jest, aby władze rzeczywiście zdecydowały się na znaczące zmiany w systemie emerytalnym.

O tym, że jen może zacząć znów słabnąć, zwracałem uwagę we wczorajszym rannym komentarzu. Wtedy można było to jednak wiązać z chęcią ponownego wykorzystania mechanizmu carry-trade w kontekście utrzymania luźnej polityki przez główne banki centralne – w tym koncepcję ponownego osłabienia się dolara w końcu miesiąca. Dzisiaj w nocy rynek znalazł sobie nowe preteksty, choć pytanie, czy rzeczywiście jest w tym coś, o czym nie było wiadomo. Reforma emerytur jest mało prawdopodobna, stąd też liczmy się z tym, że jen odrobi część strat po zaplanowanej na godz. 11:00 polskiego czasu, wspomnianej już konferencji Takatoshi Ito.

Układ techniczny na szeregu par powiązanych z JPY sugeruje jednak, że obserwowane odbicie ma charakter korekty w ruchu spadkowym rozpoczętym na początku tygodnia. W przypadku EUR/JPY sugeruje to, iż nie należy spodziewać się naruszenia strefy oporu 134,30-93 w najbliższych dniach. Pytanie, czy do godz. 11:00 uda się wyjść ponad rejon 134. W przypadku cofnięcia się w dół mocne wsparcia to 133,50 i 133,30.

Dzisiaj w kalendarzu mamy dane nt. sprzedaży detalicznej we Włoszech o godz. 10:00 (ostatnio rynek bardziej zwraca uwagę na informacje z Rzymu), ostateczne wyliczenia PKB za II kwartał dla Wielkiej Brytanii (godz. 10:30) i USA (godz. 14:30), a także ważniejsze dla rynków dane o cotygodniowym bezrobociu z USA. Odczyty za ostatnie dwa tygodnie były dość dobre, ale zaburzone przez problemy z przetwarzaniem danych w dwóch stanach USA. Tym samym rynek oczekuje, że po „normalizacji” figura wróci w okolice 325 tys. Jeżeli odczyt będzie niższy, to teoretycznie dobrze dla dolara. Po południu mamy też zaplanowane wystąpienia trzech członków FED – Stein (godz. 16:10), Kocherlakota (18:00) i Pianalto (18:35). Teoretycznie reprezentują oni obóz „gołębi”, ale pamiętajmy, że to James Bullard wprowadził ostatnio nieco zamieszania na rynku, nie wykluczając, że FED mógłby zredukować QE3 jeszcze w końcu października. Tylko, że inwestorzy i tak będą woleli zaczekać na publikację miesięcznych wyliczeń Departamentu Pracy USA w dniu 4 października. Tym samym dolar może pozostać słaby. Zwłaszcza, że będzie mu szkodzić zamieszanie związane z kwestią zadłużenia w USA. Przepychanki w Kongresie nadal trwają i temat raczej nie zostanie załatwiony do poniedziałku.

Marek Rogalski