W miniony czwartek publikacje prasowe wskazywały, że będzie on chciał uspokoić niekiedy przesadzone oczekiwania co do końca polityki stymulowania gospodarki. Od tamtego czasu indeksy giełdowe odrabiają wcześniejsze straty, ale nieprzyjemnym wyjątkiem w tym trendzie była dzisiaj GPW. Przyczyny tego były zapewne dwojakie – jedna to słabość regionu, a druga to powrót strachu o przyszły kształt OFE.

Od samego rana kondycja GPW pozostawiała wiele do życzenia. Już początek handlu, mimo że wzrostowy, był o mniej więcej połowę skromniejszy niż w przypadku niemieckiego DAX-a. Później było już tylko gorzej, gdyż systematyczne podejście indeksów zachodnioeuropejskich było nad Wisłą ignorowane. Mogło to nieco dziwić, gdyż wcześniej Warszawa wyróżniała się siłą, teraz więc na poprawie globalnego sentymentu powinna korzystać. Tak się jednak nie działo. Jedną z przyczyn była zapewne słabość regionu. Dobrze znana kwestia turecka oraz zataczająca coraz szersze kręgi afera polityczna w Czechach mogły zniechęcać co do zakupu akcji w Europie Środkowo-Wschodniej. Słabo prezentowały się wiec wszystkie istotne w naszym regionie parkiety poza Moskwą, która korzystała na obserwowanym ostatnio wzroście ceny ropy. 

Innym lokalnie istotnym czynnikiem mógł być jeszcze nieopublikowany raport w kwestii przeglądu funkcjonowania OFE, którego części systematycznie przeciekają jednak do mediów i z których jednoznacznie wynika, że ocena działalności OFE jest negatywna. Rząd może więc przygotowywać grunt pod niepopularną decyzję o czasowym wstrzymaniu lub ograniczeniu składki płaconej na II filar. Taka decyzja z pewnością nie byłaby korzystna z perspektywy GPW, gdyż ograniczałaby kapitał docelowo trafiający na parkiet. 

Publikowane dzisiaj dane malowały bardzo dobry obraz z perspektywy Polski oraz już bardziej mieszany spoglądając na zewnątrz. Otóż NBP poinformował, że w kwietniu 2013 roku nadwyżka obrotów bieżących Polski wyniosła aż 468 milionów euro. Jest to poziom najwyższy w historii, który zawdzięczamy rewelacyjnej wręcz postawie eksportu. Wzrósł on bowiem aż o 12% w relacji rocznej. Słaby z kolei był import, co jest pokłosiem spadku konsumpcji w kraju.

Te dane nie są pilnie śledzone i rzadko mają krótkoterminowe przełożenia na rynki, tym niemniej dzisiaj były wsparciem dla złotego, a w dłużej perspektywie korzystnie wpływają na dynamikę zmian PKB. Z kolei w USA podano indeks NY Empire State. Publikacja okazała się lepsze od prognoz, ale już istotne subindeksy pokazywały słaby obraz. Przykładowo ważny wskaźnik nowych zamówień spadł do -6,7 pkt. z -1,2 pkt., obniżył się również subindeks zatrudnienia.

Dane więc na pierwszy rzut oka korzystne, ale po bliższym przyjrzeniu już takie nie były. Regionalne publikacje nie mają jednak większego przełożenia na rynki i tak również było tym razem. Indeksy w Europie Zachodniej zyskały więc ponad 1% i spadek krajowej średniej WIG20 o 0,6% wyraźnie kontrastował z tym negatywnie. Jeszcze gorzej było jednak w Turcji i na Węgrzech, gdzie indeksy zgodnie zniżkowały o 1,3%. Co ciekawe, najlepiej w tym towarzystwie wypadły Czechy, gdzie straty wyniosły zaledwie 0,3%.

Łukasz Bugaj