Gdy skończy się mini-hossa związana z uspokojeniem nastrojów na rynkach finansowych i rozwianiem się lęków przed powrotem recesji w Ameryce, podobne stopy zwrotu w tak krótkim czasie będą należeć do rzadkości. Najnowsze opracowanie analityków Credit Suisse każe zdecydowanie zrewidować założenia o wysokich stopach zwrotu z rynku akcji, na których opartych jest wiele planów emerytalnych czy coraz bardziej popularnych w Polsce programów regularnego oszczędzania.

Gdy spojrzeć tylko na ostatnie lata, rynki raczej nas nie rozpieszczały. Od 2000 roku liczona w dolarach realna stopa zwrotu z amerykańskich akcji wyniosła -0,2% rocznie, podczas gdy portfel globalny dał zarobić jedynie minimalnie (0,1% rocznie ponad inflację). Co ciekawe, nieco lepiej na tym tle wypadła Europa – akcje na Starym Kontynencie dały realny zarobek na poziomie prawie 1% rocznie. Słaby początek XXI wieku nie przyćmił jednak znakomitych dla giełd lat 80. i 90. Realna stopa zwrotu z inwestycji na amerykańskiej giełdzie od 1980 roku do końca 2012 wynosi wciąż solidne 6,4% rocznie. Rozszerzenie tego okresu o kolejne 30 lat wstecz daje jeszcze lepsze wyniki – portfel utworzony na Wall Street w 1950 roku dał zarobić realnie aż 6,8% w skali roku. Dlaczego nie należy się spodziewać podobnych stóp zwrotu w najbliższych latach?

Tak dobrze już nie będzie

Powodów jest kilka. Przede wszystkim świat w 1950 roku wydawał się dużo bardziej ponury niż wydarzenia, które nastąpiły w rzeczywistości. Po doświadczeniach Wielkiego Kryzysu i dwóch wojen światowych, inwestorzy spodziewali się kolejnych rozczarowań. Tymczasem dla Zachodu był to czas bezprecedensowej prosperity. Ponadto tak zwana premia za ryzyko na rynku akcji, czyli stopa zwrotu oczekiwana przez inwestorów ponad to, co można zarobić na bezpiecznych bonach skarbowych, spadła dodatkowo z innego powodu.
Ryzyko inwestycji w akcje jest teraz niższe dzięki o wiele łatwiej dostępnej dywersyfikacji. Przed falą deregulacji z lat 80. bardzo trudno było ulokować środki poza krajem zamieszkania, co czyniło inwestycję w akcje bardziej ryzykowną. Kompensata za ponoszenie takiego ryzyka musiała być więc odpowiednio wyższa. Analitycy Credit Suisse oceniają, że obecnie premia za ryzyko na globalnym rynku akcji wynosi tylko od 3 do 3,5% w skali roku, a nie 6%, jak niegdyś powszechnie uważano.

Niższa premia za ryzyko na rynku akcji w połączeniu z niskimi stopami zwrotu z instrumentów bez ryzyka prawdopodobnie zaowocuje niskimi stopami zwrotu z portfeli inwestorów. Ponieważ na instrumentach bez ryzyka, takich jak obligacje amerykańskie, brytyjskie czy niemieckie, realnie traci się, sytuacja nie wygląda zbyt ciekawie. Wszystko, na co inwestorzy na globalnym rynku mogą liczyć w ciągu najbliższych 20-30 lat, to – według raportu Credit Suisse – 3,5% rocznie ponad inflację. Przy założeniu, że światowe banki centralne będą pilnowały wzrostu cen na poziomie 2% rocznie, spodziewany zwrot w skali roku przez najbliższe 20-30 lat to jedynie 5,5%.

Regularnie oszczędzać, ale więcej

Jeżeli kogoś nie przekonuje teoria o tym, że przyszła stopa zwrotu z aktywów odpowiada dzisiejszym oczekiwaniom inwestorów na rynku, do podobnych wniosków można dojść w inny sposób. Przeprowadzono badanie giełd akcji w 20 krajach przez ostatnie 113 lat, porównując stopy zwrotu na rynkach w zależności od poziomu realnych stóp procentowych. Wyniki potwierdzają wcześniejszy rezultat. Gdy realne roczne stopy procentowe znajdowały się w przedziale od -2,3% do 0,1% (co odpowiada obecnym warunkom), stopa zwrotu z inwestycji na rynku akcji w ciągu kolejnych pięciu lat wynosiła 3,6% w skali roku powyżej inflacji, a więc 5,6% nominalnie.

Jeżeli to, co napisałem powyżej, okaże się prawdą, to najlepsze lata rynek akcji ma już za sobą. Ma to spore znaczenie dla kwestii związanych z długoterminowym oszczędzaniem. Przede wszystkim symulacje pokazywane przez instytucje finansowe, które próbują sprzedać nam produkty regularnego oszczędzania, można włożyć między bajki. Ani 10%, ani nawet skromniejsze 8% rocznie nie przedstawia prawdopodobnych wyników długoterminowych inwestycji.

Nie znaczy to oczywiście, że nie warto oszczędzać na emeryturę lub inny długoterminowy cel. W warunkach niskich stóp zwrotu jeszcze większe znaczenie należy jednak przywiązywać do prowizji, które pobierają różnego rodzaju pośrednicy wspierający nas w tym szczytnym zamyśle. Warto też przyjrzeć się, w jakie fundusze inwestujemy, uczestnicząc w programach regularnego oszczędzania. Nie powinniśmy godzić się na opłatę za zarządzanie wysokości 4% rocznie, jaką wciąż pobiera wiele polskich funduszy. Dobra wiadomość jest taka, że w związku z niższymi stopami zwrotu na rynku akcji konkurencja o klientów funduszy powinna z czasem doprowadzić do spadku opłat za zarządzanie.

Maciej Bitner