Ostatnie trzy tygodnie boleśnie odczuli gracze zaangażowani w pszenicę (spadek kursu o 9 proc.), platynę (przecena o około 8 proc.) czy złoto (7 proc.). Nic więc dziwnego, że i wartość jednostek uczestnictwa surowcowych funduszy topnieje w oczach. Quercus Wheat lev odnotował w tym roku już 15-proc. przecenę. Pod kreską jest też większość funduszy inwestujących w złoto: Investor Gold Otwarty stracił od początku stycznia 6,7 proc., PKO Złota – ponad 9 proc., zaś Quercus Gold lev – blisko 10 proc. (jego odpowiednik typu short zyskał 5 proc.). Dodatnim wynikiem (1,5 proc.) może się pochwalić Superfund Goldfund.

Na minusie są też takie fundusze, jak BPH Globalny Żywności i Surowców, Skarbiec Rynków Surowcowych czy Pioneer Surowców i Energii.

Najbardziej zaskoczeni mogą być inwestorzy, którzy liczyli na wzrost ceny złota. Spadek trwający od października zeszłego roku w lutym gwałtownie przyspieszył. Prawdziwe tąpnięcie miało miejsce w ostatnią środę. – To była jedna z największych dziennych wyprzedaży w ciągu ostatnich 10 lat – przyznaje Maciej Kołodziejczyk, zarządzający funduszami złota w Investors TFI. Winą za ten spadek obarczyć można amerykańską Rezerwę Federalną. Jak się okazało w ubiegłym tygodniu, część jej kierownictwa jest za ograniczeniem dodruku pieniędzy, który sprzyjał wzrostowi cen surowców, w tym złota.

Pod koniec zeszłego tygodnia spadek notowań kruszcu złota został powstrzymany, jednak pytanie o atrakcyjność złota jako inwestycji pozostało. Zdaniem specjalistów kluczowe będzie to, czy cena utrzyma się powyżej 1550 dol. za uncję. – Przy tym poziomie spodziewałbym się ponownie większego zainteresowania ze strony inwestorów – deklaruje Piotr Krawczyński, analityk PZU Inwestycje. Podobnego zdania jest też Marta Bassani-Prusik z Mennicy Polskiej: – Rekordowo niskie ceny przyciągają doświadczonych inwestorów, którzy uważają, że jest to najlepszy moment na zakup złota – mówi. Kołodziejczyk z kolei dodaje, że także z technicznego punktu widzenia moment do zakupu kruszcu jest dobry.

A co z innymi surowcami? Piotr Krawczyński z PZU jest sceptyczny, jeśli chodzi o notowania platyny. – Spadają cena i zaangażowanie inwestorów instytucjonalnych – tłumaczy. Dodaje, że nie najlepiej jest także w przypadku ropy. – Najnowsze dane wskazują na zwiększanie się zapasów surowca w USA. To z kolei oznacza, że zapotrzebowanie na ropę jest mniejsze, czyli w gospodarce nie ma takiego ożywienia, na jakie jeszcze niedawno liczono. Na rynku ropy też spodziewać się można korekty – mówi ekspert. Zdaniem Krawczyńskiego również miedź, której notowania są pochodną ogólnej koniunktury, nie będzie w jego opinii dobrą inwestycją.