Jeśli rynki zignorowały fatalną reakcję na raport kwartalny Apple, to tym bardziej mogą selektywnie podchodzić do raportów makroekonomicznych, których w najbliższych dniach również nie będzie brakowało. Są jednak wyjątki, takie jak dolar australijski, funt, waluty z Europy Centralnej, czy choćby piątkowy WIG20.

Nowe szczyty i różowe okulary

Miniony tydzień przyniósł na rynkach silne wzrosty na rynkach ryzykownych aktywów. Impulsem, przynajmniej oficjalnie, były bardzo dobre dane z niemieckiej gospodarki. Wszystkie indeksy wyprzedzające – ZEW, PMI i Ifo, wskazały na wyraźną poprawę nastrojów i koniunktury. To oczywiście bardzo dobra informacja – po słabych danych za czwarty kwartał ważnym było, aby niemiecka gospodarka odpowiedziała na poprawę koniunktury w Azji.

Mocny wzrost PMI został odnotowany również w USA, choć w tym przypadku budzi on spore kontrowersje (o czym poniżej). Natomiast nie sposób zauważyć, iż rynek podchodził do publikowanych informacji selektywnie. Docenił lepsze dane z Niemiec, ale fatalne z Francji przemknęły niezauważone. Co więcej, indeks S&P500 nie zareagował właściwie w ogóle na wyprzedaż akcji Apple po publikacji raportu kwartalnego, a przecież spółka przez długi czas była lokomotywą hossy na Wall Street. Oznacza to jedno: na rynku nie ma czynnika strachu, zatem korekta nadejdzie dopiero w momencie, gdy zmęczy się on wzrostami.

Brak zgody na rynkach to ciekawe dywergencje

Na większości rynków mamy ogólne eldorado, pod przywództwem dwóch najbardziej wpływowych – EURUSD testującego 1,35 i S&P500 testującego 1500 pkt., nie wspominając o rynku jena. Natomiast nie wszędzie nastroje są aż tak różowe. Waluty rynków wschodzących zachowują się już słabiej, choć w piątek złoty poddał się nieco globalnym nastrojom, jednak do euforii zdecydowanie jest tu daleko. Co jednak ciekawsze, wyraźnie słabszy jest dolar australijski, tworząc potencjalnie interesujące dywergencje z S&P500, czy EURJPY. Szczególnie ciekawie wygląda dywergencja pomiędzy S&P500 a AUDUSD – jakkolwiek notowania tych instrumentów nie są perfekcyjnie skorelowane (znacznie mniej niż np. notowania DAX30 i CAC40), to silna dywergencja i późniejsza konwergencja dała już inwestorom zarobić jesienią ubiegłego roku. Teraz również wydaje się, iż jeśli hossa na Wall Street miałaby się utrzymać, kurs AUDUSD powinien powrócić do testu szczytów 1,06.

Ważne dane z USA i posiedzenie Fed

Po zagadkowych publikacjach danych z USA pora na wyjaśnienia. Mowa oczywiście o tygodniowych danych z rynku pracy i indeksie PMI (pisaliśmy o tym w piątek). W tym tygodniu weryfikatorem tych publikacji będą kolejne tygodniówki w czwartek (powinny już pokazać wzrost do wartości w okolicach 360-370 tys.), miesięczne dane z rynku pracy (oczekujemy odczytu w zakresie 120-160 tys.), a także indeks ISM – obydwie publikacje dopiero w piątek. Jutro natomiast poznamy odczyt wskaźnika nastrojów Conference Board, który historycznie nieźle wyjaśniał zmiany indeksu S&P500. Warto odnotować, iż jeśli wartość wskaźnika wyraźnie nie wzrośnie, będzie on wskazywał na realność pokaźnej korekty (w okolice 1300 pkt.) w pierwszej połowie roku. Listę uzupełnia środowa publikacja raportu ADP.
Osobny paragraf należy się też amerykańskiemu Fed, którego posiedzenie jak zwykle jest jednym z kluczowych wydarzeń tygodnia. Po tym jak Fed rozszerzył program QE3 tym razem żadne zmiany nie są oczekiwane. Należy oczekiwać stonowanego komunikatu FOMC, który wobec rosnącego optymizmu będzie chciał utrzymać rynki w przekonaniu, iż do dyskusji o zacieśnieniu jeszcze ciągle bardzo daleka droga.
PKB w Polsce, czy złoty będzie dalej tracił?
Jutro opublikowane będą dane o PKB w polskiej gospodarce w minionym roku. Grudniowe dane miesięczne sugerują, iż nie należy spodziewać się niczego dobrego. Nasza prognoza to wzrost o zaledwie 2%, co implikuje wzrost w czwartym kwartale w okolicach 0,8%. Rynkowy konsensus jest nieco wyżej (2,1%, co implikowałoby wzrost w ostatnim kwartalne na poziomie przynajmniej 1,1%). Odczyt sugerujący spadek wzrostu w Q4 poniżej 1% może być negatywnie odebrany dla złotego, choć tak jak już podkreślaliśmy, okolice 4,20 zdają się być limitem wzrostów dla EURPLN bez asysty ze strony korekty na rynkach globalnych.

Funt kolejnym jenem?

W ostatnim czasie notowania funta zauważalnie tracą na wartości. Umocnienie wobec euro może być uzasadniane poprawą nastrojów na rynkach i spadkiem premii za ryzyko w Europie. Brytyjska waluta traci też jednak wobec dolara. Jedną z przyczyn może być zmiana na stanowisku szefa Banku Anglii w połowie tego roku. Obecnego prezesa zastąpi Marc Carney, który jest obecnie szefem Banku Kanady. W ostatnim czasie zwracał on uwagę, iż polityką monetarną można sporo osiągnąć, a rynki interpretują to jako dalszą ekspansję. Mając przykład jena japońskiego już teraz sprzedają funta. Trzeba jednak pamiętać, iż do lipca jest jeszcze sporo czasu, a korekta na rynkach globalnych zaszkodziłaby notowaniom EURGBP. Z tej perspektywy GBPUSD wydaje się lepszym wyborem – zarówno agresywna polityka BoE, jak i pogorszenie nastrojów na rynkach globalnych powinny teoretycznie prowadzić do osłabienia funta wobec dolara amerykańskiego.

dr Przemysław Kwiecień