Analityk DM BOŚ Dorota Sierakowska uważa, że w tym roku na rynku ropy nie dojdzie do gwałtownych zmian cen. Zdaniem ekspertki, świadczyć może o tym fakt, że podaż tego surowca jest nie zachwiana i jest dość spora. W dodatku, wyjaśnia Dorota Sierakowska, USA i Kanada zwiększają produkcję tego ropy,a dodatkowo również Arabia Saudyjska deklaruje, że nadal ma wolne moce przerobowe i w razie problemów na Bliskim Wschodzie jest w stanie zwiększyć wydobycie tego surowca.

Z kolei zdaniem głównego ekonomisty Nordea Bank Polska Piotra Bujaka, w tym roku ceny ropy mogą wzrosnąć w bardzo niewielkim stopniu. Pomijając fakt możliwości zaognienia sytuacji na Bliskim Wschodzie, tłumaczy ekspert, to w podstawowym scenariuszu trzeba zakładać, że ceny ropy nieznacznie rosły wraz z procesem umiarkowanego ożywienia globalnej gospodarki.

Z kolei analityk ING TFI Paweł Cymcyk uważa, że ropa może gwałtownie podrożeć tylko w przypadku konfliktu na bliskim wschodzie. W jego opinii, jeżeli gospodarki: chińska i amerykańska będą się rozwijały to cena ropy powinna utrzymać się powyżej 100 dolarów za baryłkę. Jeżeli jednak najwięksi producenci na Bliskim Wschodzie wplączą się w konflikt i pojawią się problemy z dostawami tego surowca to ceny mogą gwałtownie się zmienić.

Zdaniem Pawła Cymcyka jeżeli doszłoby do poważnego konfliktu na Bliskim Wschodzie to cena ropy może przebić swoje najwyższe historyczne wartości, kiedy w lipcu 2008 roku baryłka tego surowca kosztowała 147 dolarów.