Poniedziałek na Wall Street stał pod znakiem powrotu obaw, czy Demokraci i Republikanie dojdą do porozumienia, które zapobiegnie skutkom klifu fiskalnego. Czasu jest już bardzo niewiele. Co prawda z obozu republikańskiego docierają sygnały wskazujące na rosnącą skłonność do kompromisu, ale to jeszcze za mało, by inwestorzy poczuli się spokojni.

Sięgające 0,2-0,3 proc. wczorajsze spadki indeksów można potraktować jako niewielką korektę po kilkudniowej fali pokaźnych wzrostów. W jej efekcie S&P500 zyskał 4 proc. i powrócił do ponad 1400 punktów. Mogą one jednak być zapowiedzią ochłodzenia nastrojów.

Przed południem na naszym kontynencie dominować jednak powinien optymizm po osiągnięcia porozumienia w sprawie pomocy dla Grecji. Nie dość, że uzgodniona już transza została zwiększona do 43,7 mld euro, to zgodzono się na dodatkowe rozwiązania, mające pomóc Grecji zmniejszyć zadłużenie do 124 proc. PKB w 2020 r. Szczegóły tych rozwiązań nie są znane, choć wydaje się, że nie obejdzie się bez kolejnego darowania części długu. A to oznaczać będzie kolejne trudne negocjacje. Na razie jednak pożar został ugaszony. Europejscy inwestorzy mogą odetchnąć z ulgą i prawdopodobnie po poniedziałkowym pogorszeniu nastrojów nie będzie dziś już śladu. Co prawda notowania kontraktów terminowych na europejskie indeksy nie sugerują wielkiej euforii, ale ich wskazania nie zawsze są w pełni miarodajne.
Może się więc okazać, że poniedziałkowa siła warszawskiego parkietu po raz kolejny okazała się dobrym prognostykiem. Choć WIG20 ostatnio chodzi własnymi ścieżkami, zdając się nie zwracać uwagi na to, co dzieje się na głównych giełdach, trudno przypuszczać, by nie skorzystał z ewentualnej poprawy sytuacji w swym otoczeniu i nie umocnił swojej pozycji.

Wczorajszy powrót powyżej 2400 punktów można potraktować jako oznakę siły rynku. Dwudniowa korekta, z jaką mieliśmy do czynienia pod koniec poprzedniego tygodnia, okazała się niegroźnym epizodem. Już wczoraj w ciągu dnia indeks znalazł się zaledwie kilka punktów poniżej szczytu z połowy września. Jego przełamanie nie powinno więc stanowić problemu i dałoby bykom dodatkowe argumenty.

Oprócz głównych wątków, zawiązanych z Grecją i fiskalnym klifem (z klifem związane zapewne będzie dzisiejsze wystąpienie szefa Fed), nie zabraknie też danych makroekonomicznych, głównie tych zza oceanu. Poznamy dynamikę zamówień na dobra trwałego użytku, indeks cen domów w największych miastach, indeks zaufania konsumentów i indeks Fed z Richmond. Atmosfera w końcówce sesji może się więc różnić od tej w ciągu dnia, choć trudno spodziewać się radykalnej zmiany nastrojów.

Roman Przasnyski