I to także greckiego – rentowności benchmarkowych 10-letnich papierów spadły do poziomu 16,6 proc. nie notowanego od marca br., kiedy to miała miejsce restrukturyzacja długu polegająca na sporych odpisach dokonanych przez prywatnych inwestorów (tzw. PSI). Chociaż wszystko może jeszcze rozbić się o cenę, jaką zaoferują Grecy za obligacje w ramach programu buy-back (to staje się najbardziej prawdopodobną wersją). Jeszcze kilka dni temu mowa była o 25 centach za euro, a na rynku spekuluje się, iż mogą to być aż 33 centy za euro. 

Wprawdzie unijny szczyt ws. dość drażliwej kwestii, czyli wspólnego budżetu na najbliższe lata, dopiero się zaczął, to rynek zdaje się zbytnio nie zakładać radykalnego scenariusza, jakim byłoby veto, któregoś z krajów. Wprawdzie oficjalne informacje nie napłyną już jutro o poranku, ale nie można wykluczyć sytuacji w której rynek będzie już bazował na „miarodajnych” plotkach, które pojawią się na depeszach agencyjnych, które będą powoływać się na własnych informatorów.

Wizja potencjalnego kompromisu ws. budżetu, w połączeniu z oczekiwanym „zamieceniem problemu Grecji pod dywan” już w najbliższy poniedziałek, może pomóc wspólnej walucie.

Szanse na wspomnianą rano korektę EUR/USD w okolice 1,2800-1,2830 maleją. Naruszenie rejonu 1,2880 i nowy szczyt na 1,2897 to sygnał, że rośnie prawdopodobieństwo testowania jeszcze wyższych poziomów. Celem na koniec tygodnia mogą okazać się okolice wyznaczane przez strefę 1,2940-70, zwłaszcza, jeżeli dodatkowo założymy, iż jutrzejsza ranna publikacja indeksu IFO z Niemiec (godz. 10:00) przewyższy rynkowe oczekiwania na poziomie 99,50 pkt. (a to nie jest wcale aż tak abstrakcyjne).

Marek Rogalski