Przez większą część wtorkowej sesji na Wall Street niewiele się działo. Byki były skoncentrowane na obronie zdobytego w poniedziałek sukcesu. Indeksy zmieniały swoją wartość nieznacznie. Zmartwiła inwestorów dopiero wypowiedź Bena Bernanke, który stwierdził, że klif fiskalny stanowi istotne zagrożenie dla amerykańskiej gospodarki, a Fed choć oczywiście ma odpowiednie narzędzia, by złagodzić skutki, to w pełni ich zamortyzować nie da rady.

Po tych słowach S&P500 błyskawicznie zjechał w dół o 27 punktów, czyli o ponad 0,9 proc. w porównaniu do swego dziennego maksimum, ustanowionego tuż przed oświadczeniem Bernanke. Do końca dnia straty zostały jednak niemal w całości odrobione. Dow Jones zniżkował o symboliczne 0,03 proc., a S&P500 wzrósł o 0,07 proc.

Sesja nie przyniosła więc zmiany obrazu rynku i nie dostarczyła wskazówek na przyszłość. Prawdopodobnie pojawią się one dziś, po publikacji danych makroekonomicznych. Najważniejsza zdaje się być informacja o wartości wskaźnika aktywności amerykańskiego przemysłu. Oczekuje się jego spadku z 51 do 50,9 punktu. Spodziewane jest też utrzymanie się liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych na poziomie 400 tys., co oznaczałoby niewielki spadek w porównaniu do poprzedniego tygodnia. W tym przypadku wciąż będzie mowa o huraganie Sandy, więc nawet gorsze dane nie powinny spowodować większej reakcji. Oczekuje się wzrostu wskaźnika nastrojów konsumentów z 82,6 do 84,6 punktu oraz spadku indeksu wskaźników wyprzedzających z 0,6 do 0,2 proc. Co wyniknie z tej mieszanki, trudno przewidzieć.

Przed południem na nastroje z pewnością wpływać będzie informacja o tym, że ministrom finansów strefy euro nie udało się podjąć decyzji w sprawie uruchomienia kolejnej transzy pomocy dla Grecji. Sytuacja wygląda dziwnie, bo mimo uśmiechów i deklaracji, że wszystko jest w porządku, rozstrzygnięcia wciąż brak.
Zniżkujące po 0,2-0,3 proc. kontrakty na europejskie indeksy sugerują, że grecka kwestia będzie dominować, choć trudno ocenić, jak silny będzie miała wpływ na notowania. Wczorajsze, przekraczające 0,6 proc. zwyżki wskaźników w Paryżu, Frankfurcie i Londynie trudno będzie bykom utrzymać.

Niełatwo przewidzieć, jak zachowa się indeks naszych największych spółek. We wtorek utracił swoją względną siłę nie tylko w porównaniu głównych giełd zagranicznych, ale także wobec pozostałych wskaźników naszego parkietu. Zwyżkę o 0,02 proc. można uznać za bardzo łagodną korektę ostatniej fali wzrostowej. Nie ma jednak pewności, czy to niedźwiedziom wystarczy. Indeks znalazł się powyżej 2400 punktów, ale sił na dalszą zwyżkę nie widać. To niezbyt dobry znak, choć trudno uwierzyć, że byki nie spróbują ataku na szczyt położony zaledwie kilkanaście punktów wyżej.

Roman Przasnyski