W międzyczasie mamy zapiski z październikowego posiedzenia FED, które mogą przywołać oczekiwania związane z dodatkowym dostosowaniem polityki FED, chociażby przez zwiększenie programu QE3 już na grudniowym posiedzeniu.

Spekulacje niemieckiego Bilda, jakoby Grecy mogli od razu dostać większą kwotę pomocy w ramach drugiego bailoutu (44 mld EUR zamiast oczekiwanych w tym miesiącu 31,5 mld EUR), poprawiły wczoraj po południu nastroje wokół wspólnej waluty (w międzyczasie pojawiły się plotki nt. możliwości złożenia oficjalnego wniosku o pomoc przez Hiszpanię – nie pierwszy raz), chociaż tak naprawdę wiele nie wyjaśniają. Swoją drogą zostały zdementowane przez stronę niemiecką, a Wolfgang Schauble stwierdził, iż jest to jedynie jedna z rozważanych opcji. I słusznie, bo cały problem leży gdzie indziej – w sfinansowaniu tzw. trzeciego bailoutu.

Według opublikowanego w poniedziałek raportu Troiki, tylko w 2014 r. Grecja będzie potrzebować 15 mld EUR. Tymczasem po ostatnim spotkaniu Eurogrupy sytuacja wydaje się być nieco patowa – europejscy politycy nie chcą się zgodzić na rozwiązania forsowane przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, które zakładają też scenariusz OSI, czyli umorzenie Grekom długu będącego w rękach rządów i Europejskiego Banku Centralnego. Czy do 20 listopada, kiedy znów na specjalnym posiedzeniu zbiera się Eurogrupa, uda się znaleźć rozwiązania? Zobaczymy. Mogą być one tylko połowiczne – Grecy otrzymają tylko konieczne środki (31,5 mld EUR), a debata nad sfinansowaniem trzeciego bailoutu może trwać nadal. Europejscy politycy muszą mieć jednak świadomość, iż odwlekanie konkretnych rozwiązań greckich problemów, będzie negatywnie rzutować na sytuację wokół Hiszpanii. Nie oznacza to jednak, iż sami Grecy nie narobią dodatkowych kłopotów – gdyby koalicja rządowa straciła większość w parlamencie, co nie jest tak zupełnie wykluczone w najbliższych miesiącach.

Poza Grecją rynki żyją też tematem klifu fiskalnego w USA – tu na razie trwa dyplomatyczna wymiana zdań pomiędzy obozem Demokratów, a Republikanów, a główną osią sporu pozostają wygasające, a wprowadzone jeszcze za kadencji G.W.Busha, ulgi podatkowe. Inwestorzy będą też wyczekiwać na sygnały płynące z FED – dzisiaj wieczorem mamy zapiski z październikowego posiedzenia FED, a jutro wieczorem głos na sympozjum w Atlancie ma zabrać Ben Bernanke. Ostatnie słowa wice-szefowej FED, Janet Yellen, iż polityka ultra-niskich stóp procentowych powinna być utrzymana do początku 2016 r., mogą wskazywać na to, że w łonie FOMC będzie zgodność, co do trzymania się przyjętej linii polityki, a w razie konieczności podjęcia dodatkowych działań.

Oczywiście inwestorzy znacznie chętniej od wydłużenia okresu niskich stóp procentowych do 2016 r., zobaczyliby zwiększenie programu QE3 w grudniu o kwotę wynikającą z kończącego się wraz z końcem roku, programu Operation Twist. Reasumując, jeżeli rynek zacznie wierzyć w to, że politycy będą iść w kierunku rozwiązania problemu klifu fiskalnego, a FED będzie nadal pełnił rolę strażnika gospodarki, to potencjalne odreagowanie ostatniego umocnienia dolara, może być znacznie większe, niż można by to obecnie szacować.

EUR/USD – Wczoraj był dołek? Najprawdopodobniej tak

Wczorajsze przerysowanie dołka z piątku (1,2689) i spadek do 1,2660 nie zmienił znacząco średnioterminowej sytuacji technicznej na koszyku BOSSA USD, a późniejszy szybki powrót EUR/USD w okolice 1,2720 i dzisiejszy ruch ponad kluczowy opór na 1,2747, tylko potwierdza, iż znajdujemy się w istotnym punkcie zwrotnym. Niemniej dopiero wyraźniejszym potwierdzeniem tego scenariusza będzie ruch w stronę 1,2830-40, poziomów „przedwyborczych”, a także wyznaczanych przez linię potencjalnego kanału spadkowego. Jeżeli uznać wskazania płynące z tygodniowego wykresu koszyka BOSSA USD za trafne, należałoby oczekiwać, iż w perspektywie do końca roku kurs EUR/USD wróci wyraźnie ponad poziom 1,30.

Marek Rogalski