Historia lubi się powtarzać, ale bywają też wyjątki. Obserwacja pierwszych reakcji rynków na obecną falę luzowania polityki pieniężnej może wskazywać, że tym razem możemy mieć do czynienia z takim wyjątkiem. Widać to w szczególności w zachowaniu cen surowców.

Z analizy reakcji rynków przed i w trakcie poprzednich rund luzowania polityki pieniężnej wyłania się podobny schemat. Wynika z niego, że najsilniej rosną notowania ropy naftowej, sporo w tyle zostają ceny miedzi, a ze złotem bywa różnie: raz skala zwyżki mieści się między ropą a miedzią, innym razem jest znacznie mniejsza. Taka prawidłowość była widoczna od maja 2012 r., czyli od momentu, gdy kolejne banki centralne zaczynały grę w luzowanie i stawało się oczywiste, że jest kwestią czasu, gdy do roboty wezmą się te najważniejsze, czyli Fed i Europejski Bank Centralny. W tym kluczowym tandemie tym razem zmieniła się kolejność. EBC wyprzedził amerykańską rezerwę federalną. Gdy kilkanaście dni po Benie Bernanke jego japoński kolega ogłosił kolejne zwiększenie środków na skup obligacji, stało się jasne, że mamy do czynienia ze skoordynowaną akcją (choć nikt tego oficjalnie nie ogłosił). Można by powiedzieć, jak za najgorszych lat.

Jednak gdy banki centralne wyłożyły na stół wszystkie karty, na rynkach surowcowych zaczęły się pojawiać niezbyt typowe reakcje. Najbardziej zastanawiające jest zachowanie się notowań ropy naftowej. Już od połowy sierpnia widoczne było wyraźne wyhamowanie wcześniejszej silnej fali wzrostowej. Stabilizacja trwała niemal miesiąc. Tuż przed wrześniowym posiedzeniem Fed pojawiła się krótka i niezbyt silna zwyżka. Po niej, w ciągu trzech dni (od 17 do 19 września) cena ropy poszła w dół z prawie 117 do 108 dolarów za baryłkę, czyli o 7,7 proc. Ten dynamiczny ruch można tłumaczyć realizacją zysków przez część inwestorów, informacją o wzroście zapasów surowca, czy wreszcie pogłoskami o tym, że rząd Stanów Zjednoczonych zdecydował o uwolnieniu części rezerw. Warto jednak zauważyć, że takie silne, trzydniowe tąpnięcia miały miejsce w ostatnich tygodniach już trzykrotnie.

Choć zbyt wcześnie jest na wyciąganie kategorycznych wniosków i powoływanie się na historyczne analogie, trudno nie dostrzec, że z bardzo podobną sytuacją mieliśmy do czynienia na początku maja. Wówczas po dwutygodniowej stabilizacji notowań kolejna „trzydniówka” zapoczątkowała trwającą miesiąc falę spadkową, w wyniku której notowania ropy poszły w dół ze 120 do 89 dolarów, czyli o prawie 26 proc. I to w czasie, gdy o luzowaniu ilościowym było już głośno. Nie dość więc, że ropa naftowa z nietypowym prologiem i sporym opóźnieniem zaczęła rajd fundowany przez banki centralne, to jeszcze jako pierwsza zaczęła poważną korektę.

Jest to tym bardziej zastanawiające, że w tym czasie na rynkach miedzi i złota korekta była ledwie dostrzegalna. Notowania kontraktów na miedź, które z rozpoczęciem zwyżki marudziły aż do sierpnia, poszły w górę o ponad 7 proc. Wzrost cen złota w drugiej połowie września także wyhamował, ale i tu o spadkach nie było mowy.

W przypadku złota możemy dostrzec także pewne nietypowe zjawiska. Z prawie 15 proc. wzrostem w całym cyklu poprzedzającym luzowanie, klasycznie ustępuje ropie, która poszła w górę o 23 proc., ale nieznacznie wyprzedza miedź, której cena zwyżkowała o 14,5 proc. Ale jego notowania jako pierwsze już w połowie maja rozpoczęły marsz w górę. I jak się okazuje, nie był to sygnał, że jako pierwsze go zakończą. Może to wskazywać, że złoto ma jeszcze potencjał do wzrostu. Warto też zwrócić uwagę na wyjątkową determinację, z jaką notowania kruszcu reagują na osłabienie dolara.

Zależność cen złota i notowań amerykańskiej waluty jest oczywista, ale bywają od niej wyjątki, a tym razem „oczywistość” tej zasady jest bardzo widoczna, by nie powiedzieć widowiskowa. W trakcie trwającej od połowy maja zwyżki charakterystyczne są bardzo dynamiczne, przekraczające 2 proc. jednosesyjne skoki notowań kruszcu (największe sięgały nawet 3 i 4 proc.). Wszystkie one miały miejsce w dniach, w których występowało zdecydowane osłabienie się dolara. W przypadku ropy naftowej i miedzi takie zjawisko też miało miejsce, jednak znacznie rzadziej występowało z taką konsekwencją.

Na podstawie tych obserwacji można zakładać, że w obecnej, trzeciej fazie ilościowego luzowania polityki pieniężnej, notowania ropy i miedzi słabiej niż w dwóch poprzednich, reagować będą na bodźce monetarne, a inwestorzy baczniej będą wyglądać ich wpływu na gospodarkę. Natomiast zanosi się na to, że nawet jeśli złoto nie będzie wielkim wygranym tej rundy, w sensie najwyższej skali zwyżki, to osiągnięcie nowego rekordu wszechczasów jest bardzo prawdopodobne. Tym bardziej, że brakuje do niego zaledwie niecałe 9 proc.

Trzeba jednak pamiętać, że założenia te będą musiały podlegać weryfikacji wówczas, gdy drukarki w bankach centralnych naprawdę pójdą w ruch. Dopiero wtedy będzie można powiedzieć, na które rynki płyną pieniądze.

Roman Przasnyski