Opublikowane dzisiaj nad ranem dane z Chin – wstępny indeks PMI dla przemysłu za wrzesień, który sporządzany jest wspólnie przez Markit i HSBC odnotował tylko nieznaczne odbicie do 47,8 pkt. z 47,6 pkt. w sierpniu – doprowadziły do sporego zamieszania na rynkach. Inwestorzy zwyczajnie przestraszyli się tego, iż gospodarka Państwa Środka może zaliczyć w najbliższych kilkunastu miesiącach twarde lądowanie.

Kilka dni temu największe banki inwestycyjne obniżyły przecież swoje prognozy wzrostu gospodarczego na ten rok, a rynek zdaje się pokładać duże nadzieje w nowym programie inwestycyjnym ogłoszonym 2 tygodnie temu przez władze. Nie można jednak wykluczyć, iż coraz więcej uczestników dostrzega to, na co zwracam uwagę od kilku tygodni. Żaden plan rządowy, ani też działania Ludowego Banku Chin (ostatnie obniżki stóp procentowych miały przecież miejsce w czerwcu i lipcu) może nie być efektywny w sytuacji, kiedy gospodarka zaczyna mieć strukturalne problemy.

To kurczące się rynki eksportowe, oraz pączkujący odsetek złych kredytów, w tym rosnące problemy z finansowaniem samorządów. Na tym tle dość wymowna wydają się być słowa szefa biura analiz i statystyki PBOC, które przytaczałem wczoraj za artykułem w Australian Financial Review – padły tam sugestie, iż spowolnienie gospodarki jest rzeczą naturalną i bank centralny nie zamierza temu przeciwdziałać. To zdaniem Sheng Songchenga, partnerzy Chin, w tym Australia powinni się przygotować na dłuższy okres niższego wzrostu gospodarczego Państwa Środka.

Niemniej w krótkim okresie negatywna reakcja rynku na dzisiejsze dane z Chin była klasycznym przereagowaniem. Nie oznacza to jednak, iż problemy nie wrócą. Może się tak stać już za kilkanaście dni, jeżeli inwestorzy przekonają się, że PBOC nadal pozostaje bierny (teraz wzrosły oczekiwania na cięcie stóp rezerw obowiązkowych dla banków i głównej stopy referencyjnej), a kolejne dane z Chin znów będą słabe.

W potencjalnym odreagowaniu mogą też pomóc dane ze strefy euro. Wprawdzie słabe, wstępne odczyty PMI za wrzesień napłynęły dzisiaj z Francji, to jednak już dane z Niemiec były znacznie lepsze (wskaźnik dla przemysłu wzrósł do 47,3 pkt., a dla usług do 50,6 pkt.). Może to sugerować poprawę nastrojów w niemieckim biznesie (w przyszłym tygodniu poznamy wskaźnik IFO), chociaż trudno oczekiwać, aby była ona trwała – tamtejszy biznes wyraźnie wskazuje jako główne zagrożenie właśnie pogarszającą się sytuację w Chinach.

Relatywnie dobra (jak na ostatnie obawy związane z Hiszpanią) była dzisiejsza aukcja 3 i 10-letnich obligacji. Sprzedano wszystkie papiery przy poziomach rentowności niższych, niż na ostatnim przetargu i co ważne, można było zaobserwować też nieco wyższą relację popytu do podaży. To może sugerować, iż duzi gracze zakładają jednak, iż hiszpańska niesubordynacja w kwestii odkładania wniosku o międzynarodową pomoc finansową nie będzie trwać długo.

Tyle, że na bazie decyzji podejmowanych przez polityków można by stworzyć zupełnie nową metodologię szacowania poziomu ryzyka…

Wczoraj późnym wieczorem napłynęły też nieco lepsze wieści z Grecji. Przedstawiciel tamtejszego resortu finansów poinformował agencję MNI, iż przedstawiciele partii koalicyjnych doszli do porozumienia w kwestii kolejnych 2 mld EUR oszczędności – w efekcie „akceptowalna” przez ekspertów Troiki kwota wzrosła do 9,5 mld EUR wobec wymaganego minimum 11,5 mld EUR (chociaż pada już suma 13,5 mld EUR). Dzisiaj koalicjanci będą rozmawiać nadal – czy spotkanie będzie równie owocne?

Trudno powiedzieć, teoretycznie liderzy mniejszych partii (PASOK i Demokratycznej Lewicy) mogą zwracać większą uwagę na społeczne nastroje (na przyszły tydzień zapowiedziano strajk generalny), to strach przed oddaniem władzy w ręce radykalnie lewicowej SYRIZY może być na tyle duży, że będą „bezwarunkowo” wspierać w działaniach Nową Demokrację. Do wypracowania ostatecznego konsensusu w kwestii 11,5 mld EUR oszczędności może nie dojść wprawdzie dzisiaj, ale jest on możliwy do osiągnięcia w kolejnych dniach. Reasumując, sytuacja wokół Grecji zaczyna wyglądać nieco lepiej i szanse na mocno negatywny wydźwięk oficjalnego raportu Troiki, który poznamy 8 października, zaczynają spadać. To nieznaczny pozytyw o którym jednak warto będzie pamiętać.

Dzisiaj po południu poznamy jeszcze istotne dane z USA – warto będzie zwrócić uwagę przede wszystkim na odczyty indeksów PMI dla przemysłu (godz. 15:00 – oczekiwane wstępne dane za wrzesień to 41,4 pkt.), oraz indeksu aktywności sektora przetwórczego w Filadelfii (tzw. Philly FED) o godz. 16:00. Prognozy mówią o jego odbiciu do -4 pkt. z -7,1 pkt. To nie jest jednak pewne. Jeżeli odczyt będzie słaby, podobnie jak poniedziałkowe dane z Nowego Jorku, to może wzbudzić większe obawy o wzrost gospodarczy, zwłaszcza na rynkach akcji.

Na koniec ważna rzecz, zwłaszcza dla tych, którzy nadal zdają się bezkrytycznie wierzyć w skuteczność programu QE3 w wydaniu FED. Podczas wczorajszego zamkniętego spotkania z senatorami, Ben Bernanke zapowiedział ograniczenie skali skupu obligacji, jeżeli pojawiłyby się sygnały wyraźniejszego wzrostu inflacji – poinformował o tym republikański senator Orrin Hatch. To teoretycznie jest teraz bez znaczenia, ale w przyszłości może to utrudnić zwiększenie skali obecnych zakupów – FED mógłby tak chociażby zareagować na zmaterializowanie się największego ryzyka, o którym wspominał wczoraj Ben Bernanke, czyli fiscal cliff na kwotę 600 mld USD od początku 2013 r. Szef FED będzie musiał też zmierzyć się z rosnącą liczbą dysydentów przy głosowaniach w FOMC – wczoraj swoją dezaprobatę dla QE3 wyraziła szefowa FED z Kansas, Esther L. George, która będzie miała prawo głosu w FOMC od stycznia 2013 r.

EUR/USD – Test okolic 1,2860-80 coraz bliżej

Wczoraj po południu zwracałem uwagę, iż rynek może w kolejnych godzinach przetestować okolice 1,2940-60, zwłaszcza w sytuacji rozczarowujących danych z Chin. Notowania EUR/USD spadły w okolice 1,2940, po czym mieliśmy chwilowe odreagowanie do 1,2983 na fali lepszych danych z Europy (indeksy PMI, aukcja obligacji w Hiszpanii i wieści z Grecji). Później jednak szybko ruszyliśmy w dół łamiąc w/w poziom 1,2940. To otwiera drogę do testu okolic 1,2860-80 wymienianych już od kilku dni jako docelowe dla tego ruchu. Impulsem do spadku mogą stać się obawy związane z brakiem porozumienia, co do kształtu unii bankowej (coraz większe różnice w tej kwestii widać pomiędzy Niemcami, a Francją), a także dzisiejsze dane z USA (gdyby były dość słabe). Pamiętajmy jednak o głównym wątku dzisiejszego komentarza – rynek nieco przereagował i paradoksalnie nieco większa korekta (w nadchodzących dniach jest możliwa).

AUD/NZD – Nie wierzmy zbytnio nowozelandzkim danym?

Dzisiaj w nocy (godz. 00:45) poznaliśmy dane nt. wzrostu gospodarczego w Nowej Zelandii w II kwartale b.r. Dynamika wyniosła odpowiednio 0,6 proc. kw/kw i 2,6 proc. r/r. Pozytywną reakcję w notowaniach dolara nowozelandzkiego widać tylko w relacji do dolara australijskiego (AUD/NZD ponownie przetestował minima z ostatnich dni na 1,2595), gdyż ten odczyt został przykryty dość kiepskimi danymi z Chin, jakie napłynęły o godz. 4:30. Ale i też wspomniany odczyt z Nowej Zelandii nie daje aż tak dużo powodów do optymizmu. Dane wprawdzie przewyższają szacunki, ale w ujęciu kwartalnym dynamika wyniosła tylko 0,6 proc. kw/kw, a dane za I kwartał zostały zrewidowane do 1,0 proc. kw/kw z 1,1 proc. kw/kw. To każe zachować dużą ostrożność, zwłaszcza, że trudno o dobre perspektywy dla Australii i Chin, a zatem powiązanych gospodarek.

Wykres AUD/NZD wskazuje na istotność wsparcia w rejonie 1,2595, chociaż istotniejszym technicznie poziomem jest 1,2615 powyżej którego mamy kształtują się dzienne korpusy świec. Od początku września znajdujemy się w kanale spadkowym, który dobrze pracuje. Jednocześnie trzy dni temu doszło do naruszenia ważnego poziomu wsparcia (1,2668), który odzwierciedla minima z maja i czerwca b.r. Teoretycznie więc rynek powinien kierować się w stronę 1,2565, gdzie jest dolne ograniczenie wspomnianego kanału i kolejne ważne wsparcie. Ale czy na pewno? Jeżeli założymy, iż rynek chwilowo przereagował wpływ chińskich danych, to niewykluczony jest ruch w górę z próbą wybicia się przez górne ograniczenie kanału (1,2690) w najbliższych dniach. Potencjalne odreagowanie mogłoby wtedy sięgnąć okolic 1,2755-75.

Marek Rogalski