Piątkowe notowania przyniosły zwyżki na tyle silne, że EuroStoxx 600 zakończył kolejny - już szósty z rzędu - tydzień zwyżką indeksu. Jednak co ciekawe, żaden z głównych indeksów europejskich (DAX, CAC40, FTSE) nie znalazł się choćby w pobliżu szczytu trendu wyznaczonego na przełomie czerwca i lipca. Piątkowy wzrost także opierał się częściowo na nadziejach na wsparcie chińskiego wzrostu gospodarczego, choć w gruncie rzeczy trudno o bardziej dyskusyjną przesłankę zwyżek (jeśli do niej dojdzie stymulacja dotyczyć będzie chińskiego rynku, a nie Europy, a po drugie jeśli zaistnienie konieczność jej wprowadzenia, oznaczać to będzie, że fundamenty gospodarki chińskiej są słabe, skoro wymagają wspomagania. Po trzecie wreszcie stymulujące działania państwa nigdy nie prowadzą do trwałej hossy).

W weekend Wen Jiabao poniekąd potwierdził oczekiwania inwestorów. Jego zdaniem na wzrost gospodarczy wpływają już wcześniejsze działania podjęte przez rząd na rzecz jego stabilizacji, ale na razie tempo wzrostu PKB może nadal się kurczyć (w II kw. wyniosło 7,6 proc. i było najniższe od trzech lat). Ale zapowiedział też zwiększoną determinację i odwagę w działaniach. Właśnie te dwa słowa (determinacja i odwaga) zamieniły się w uszach inwestorów w "pompowanie pieniędzy".

Otwarcie pierwszej części tygodnia przyniosło wzrosty indeksów, które jednak zostały wykorzystane do sprzedaży akcji. Na pół godziny przed końcem notowań Hang Seng przeszedł na ujemną stronę, zaś Shanghai Composite tracił 1,5 proc.Kospi dowiózł do końca notowań 0,3 proc. zwyżki, natomiast w Japonii dziś nie pracowano.

Niby deklaracja chińskiego premiera nie wpłynie zbyt mocno na działania inwestorów w Europie. Po pierwsze już po wynikach PKB ogłoszonych w piątek rano, nadzieje na "stymulusa" pomogły nieco podjąć decyzję o zakupach akcji, po drugie pakiet dotyczyć będzie Chin, a nie Europy. Która ma oczywiście swoje problemy do rozwiązania. Rynki zapewne źle ocenią wypowiedź francuskiego prezydenta, który domaga się renegocjacji "nieakceptowalnego" programu restrukturyzacji Peugeota. Ale prawdziwym problem może okazać się postępujące śledztwo w sprawie manipulacji LIBORem, które toczy się w Anglii i w Stanach Zjednoczonych. Bankom grozi kolejny skandal reputacyjny, co może zaszkodzić zarówno ich kursom, jak i bilansom.

Na GPW w piątek WIG20 odrabiał "straty" z czwartkowego odcięcia KGHM od prawa do dywidendy.  Ponieważ historia będzie się jeszcze powtarzać przy okazji dywidend płaconych przez inne spółki z WIG20 (choć ich wpływ na sam indeks nie będzie już tak znaczący), bardziej wiarygodnym wskaźnikiem staje się WIG. Indeks szerokiego rynku oparł się zaś w czwartek przecenie akurat na poziomie dołka z 25 czerwca, które pełni rolę wsparcia. Piątkowe odbicie było na tyle silne, że pozwala wierzyć, że indeks dotrze jeszcze do 41 tys. pkt, czyli szczytu z początku lipca. Daje to pole do zwyżki o ok. 1,7 proc.

Emil Szweda