W środę prezes Marek Belka komentując wyniki zakończonego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej dał do zrozumienia, iż bardziej obawia się o stan gospodarki w najbliższych miesiącach, niż kształtowanie się wskaźnika inflacji. Dzień później równie pesymistyczny był szef Europejskiego Banku Centralnego, a podjęte przez ECB decyzje można uznać za nie do końca przemyślane. O ile cięcie głównej stopy referencyjnej do 0,75 proc. było słuszne i oczekiwane, o tyle obniżka stopy depozytowej do zera, może nie przynieść spodziewanych efektów.

Można się domyślać, że Mario Draghi chciałby wypchnąć kapitał parkowany przez banki komercyjne w ECB, aby tym samym zobaczyć większe przełożenie ostatnich aukcji tanich pożyczek LTRO na gospodarkę, czy też ustabilizować europejski dług, ale to jest mało prawdopodobne. Banki nie będą chętne do zwiększenia akcji kredytowej w strefie euro, w sytuacji kiedy kontynuowany jest proces delewarowania na zewnętrznych rynkach, a na krajowym podwórku systematycznie rośnie bagaż złych długów, a gospodarka zaczyna wchodzić w długą i wyniszczającą recesję.

Jednocześnie zbyt duże obciążenie bilansów rządowymi obligacjami, sprawia, iż oczekiwanie, iż instytucje skupią jeszcze nieco „papieru” z rynku może być nieco naiwne. Prawdziwym zaskoczeniem była jednak druga w przeciągu miesiąca obniżka stóp procentowych w Chinach. To tylko nasiliło spekulacje, iż tamtejsze władze, które mają znacznie lepszy obraz sytuacji, dzięki specyficznemu modelowi gospodarki i jej kontroli, zwyczajnie wiedzą więcej, niż wynikałoby to danych udostępnianych inwestorom. Dlatego też odczytom, jakie zostały zaplanowane na najbliższy piątek (zwłaszcza danym o PKB za II kwartał), będą towarzyszyć duże emocje. Zgodnie z oczekiwaniami zachował się w tym tygodniu Bank Anglii, który zwiększył program skupu aktywów o 50 mld GBP do 375 mld GBP. Jednak nie ma gwarancji, że to okaże się wystarczające, jeżeli założymy, że sytuacja w Europie wciąż jest daleka od stabilizacji, a nad światową gospodarką pojawiają się czarne chmury.

Kontekst działań poczynionych w ostatnich dniach przez ECB, BOE i PBOC, a także niepokojąco słabe dane z USA (spadek indeksów ISM i rynek pracy poniżej oczekiwań), wymusza postawienie pytań o potencjalny ruch ze strony FED. Dobrym momentem do powrotu spekulacji nt. ewentualności QE3 będzie zaplanowana na środę publikacja zapisków z ostatniego posiedzenia FOMC, kiedy to zdecydowano o wydłużeniu Operacji Twist do końca roku. Zwłaszcza, że interesujący może być przebieg dyskusji. Chwilę później, bo 17-18 lipca planowane jest wystąpienie Bena Bernanke w Kongresie z okresowym raportem nt. stanu gospodarki. Jednak ci, którzy liczą na to, iż FED może coś zainicjować na posiedzeniu zaplanowanym na przełomie miesiąca, będą w błędzie. Co innego jeżeli mówimy o możliwych wynikach corocznego sympozjum FED w Jackson Hole, jakie zaplanowane jest na koniec sierpnia b.r. 

To jednak oznacza, iż po krótkiej korekcie notowań dolara, co przełoży się też na umocnienie złotego, jaka może mieć miejsce w ciągu najbliższych 1-2 tygodni, potem znów będzie czekać nas przecena do końca sierpnia. I nadzieja na to, że inwestorzy będą w stanie znów uwierzyć w skuteczność działań podejmowanych przez FED na jesieni…

Marek Rogalski