Bo okazuje się, iż obawy o których wspominałem już w komentarzu piątek rano (trudności z ratyfikacją „zmienionego” ESM) zaczynają pojawiać się znacznie szybciej, niż można by się było tego spodziewać. Oczywiście nie można zakładać, iż stanowiska fińskiego, czy też holenderskiego rządu wyrażone dzisiaj wstępnie, będą ostateczne, ale to pokazuje, iż rynki finansowe muszą jeszcze skalkulować coś, co można nazwać „trudną ofensywą dyplomatyczną”, która nie wiadomo, jak długo może potrwać. Nastroje popsuły też informacje z Niemiec – wprawdzie mało kto zakłada, iż Trybunał Konstytucyjny cofnie przyjętą w piątek ustawę o ESM, ale jak się okazało, tą sprawą zacznie się zajmować dopiero 10 lipca, a prezydent Joachim Gauck już zapowiedział, iż jej nie podpisze przed wydaniem orzeczenia.

To oznacza, iż start ESM (przesunięty z 1 na 9 lipca) może się jeszcze opóźnić. Większym problemem może się jednak okazać sytuacja we Francji – zwłaszcza w kontekście ewentualnego ryzyka cięcia ratingu (Moody’s i Fitch nadal utrzymują oceny AAA). Po tym jak minister finansów zapowiedział obniżkę prognoz wzrostu PKB w tym i przyszłym roku – do odpowiednio 0,4 proc. z 0,7 proc. i 1,0-1,3 proc. z 1,75 proc., pojawiły się głosy, iż rząd musi jeszcze w tym roku wygospodarować dodatkowe 6-10 mld EUR oszczędności, a w przyszłym aż 33 mld EUR, aby spełnić kryteria spadku deficytu poniżej poziomu 3 proc. PKB.

To może być trudne, gdyż socjaliści Hollande’a wygrali wybory żonglując hasłami wspierania wzrostu gospodarczego, a nie większych oszczędności. Wydaje się też wątpliwe, aby agencje ratingowe czekały z ocenami dla Francji do 2013 r. – obniżka ocen może mieć miejsce znacznie wcześniej, co niewątpliwie zaważy też na notowaniach EUR/USD. Czy już w najbliższych tygodniach? Trudno to powiedzieć. Niemniej tematyka ratingów i perspektyw wzrostu gospodarczego może znów dominować. Zwłaszcza, że inwestorów mocno zaskoczył silny spadek indeksu ISM dla amerykańskiego przemysłu – w czerwcu do 49,7 pkt. z 53,5 pkt. w maju, głównie za sprawą wyraźnego cofnięcia się subindeksu nowych zamówień – z 60,1 pkt. do 47,8 pkt., oraz cen płaconych – do 37 pkt. z 47,5 pkt.

To co jednak zastanawia, to różnica z indeksem PMI liczonym przez Markit – tutaj spadek wyniósł zaledwie 0,4 pkt. do 52,5 pkt. Tyle, że dopiero w dłuższym okresie okaże się, która metodologia jest bardziej skuteczna. W krótkim okresie te słabe dane znów „budują emocje” przed piątkowymi danymi Departamentu Pracy, a po rynku znów zaczynają krążyć spekulacje nt. potencjalnych działań FED (nie oczekujmy jednak, iż Rezerwa Federalna wykona jakieś ruchy na posiedzeniu 31.07/01.08 nawet, gdyby piątkowe dane były dość słabe). Niemniej te plotki sprawiają, że przecena EUR/USD nie jest zbyt duża, a złoty zachowuje się względnie stabilnie.

O ile jeszcze rano wydawało się, że czeka nas względnie stabilna sesja na EUR/USD z podejściem na piątkowe szczyty (1,2692), to już około południa, ten scenariusz stawał się coraz mniej aktualny. W efekcie po publikacji słabego odczytu ISM z USA po godz. 16:00 spadliśmy w okolice 1,2567.

Weszliśmy tym samym w dość kluczową strefę 1,2540-85, której złamanie może oznaczać, iż scenariusz wybicia do 1,2750 i ewentualnie wyżej w tym miesiącu, możemy odłożyć na półkę, a realne stanie się zejście poniżej 1,2400-1,2440 i test 1,2287. Jutro publikacji makroekonomicznych nie ma wiele, a w środę Amerykanie świętują Dzień Niepodległości. Nikt jednak nie da gwarancji, iż nastrojów nie popsuje kolejna eurosceptyczna wypowiedź któregoś z europejskich polityków, czy też ewentualne spekulacje nt. francuskiego ratingu. Niemniej na obecną chwilę można założyć, iż wspomniany rejon 1,2540-80 zostanie obroniony.

Marek Rogalski