Choć oceny wyników europejskiego szczytu są zróżnicowane, w piątek reakcja giełd na jego ustalenia była euforyczna. Prawdziwy test rynki będą jednak przechodzić w najbliższych dniach. Piątek był ostatnim dniem kwartału i półrocza, więc część inwestorów mogła wykorzystać dobre nastroje do podciągania indeksów. Ale już od początku tego tygodnia trzeba będzie się mierzyć z szarą rzeczywistością gospodarczą.

Pierwsze stracie nie było takie złe. Indeks aktywności chińskiej gospodarki liczony przez chińskich ekspertów spadł z 50,4 do 50,2 punktu, ale wbrew obawom utrzymał się powyżej kluczowego poziomu 50 punktów. Analogiczny wskaźnik podawany przez firmę Markit obniżył się z 48,4 do 48,2 punktu, minimalnie mniej niż się obawiano. Lepiej ni oczekiwano wypadł wskaźnik nastrojów japońskich przedsiębiorców. W wersji przemysłowej wzrósł z minus 4 do minus 1 punktu, zaś w sferze usług zwiększył się z 5 do 8 punktów. W obu przypadkach dane były lepsze niż się spodziewano.

Przed południem poznamy wartości wskaźników aktywności gospodarczej strefy euro i pozostałych europejskich państw. W większości przypadków oczekuje się ich pogorszenia. Jeśli dojdzie do większego rozczarowania, odbije się to negatywnie na giełdach. W drugiej części dnia opublikowane zostaną analogiczne wskaźniki dla amerykańskiego przemysłu. I w tym przypadku reakcja rynków może być zdecydowana.

Piątkowe silne zwyżki na niemal wszystkich giełdach nie przyniosły przełomu w technicznym obrazie indeksów, choć stanowiły spory krok w kierunku realizacji optymistycznego scenariusza. Zarówno CAC40 i DAX, po ponad czteroprocentowym skoku, jak i główne wskaźniki na Wall Street po wzroście o ponad 2 proc., dotarły w okolice szczytu z 19 czerwca, ale w żadnym z przypadków nie można mówić o jego wyraźnym pokonaniu. Na ostateczny wynik testu trzeba więc będzie poczekać. W przypadku niepowodzenia byki straszyć będzie widmo podwójnego szczytu i perspektywa spadku, być może nawet do dołka z początku czerwca. 

Z identyczną sytuacją mamy do czynienia w przypadku indeksu naszych największych spółek. W drugiej połowie ubiegłego tygodnia byki starały się przepchnąć go powyżej 2275 punktów, ale za każdym razem uaktywniała się podaż. Perspektywa podejścia w okolice górnego ograniczenia trwającego od sierpnia ubiegłego roku trendu bocznego, czyli poziomu 2400-2450 punktów jest bardzo kusząca. Mimo widocznej ostatnio siły naszego parkietu względem pozostałych giełd, atak raczej nie ma szans powodzenia bez wsparcia otoczenia. 

Dziś na pomoc trudno liczyć. W Azji, mimo niezłych danych, Nikkei i Shanghai Composite ledwie trzymały się nad kreską. Kontrakty na amerykańskie i europejskie indeksy traciły po 0,4-0,5 proc., sugerując korekcyjny początek handlu.

Roman Przasnyski