W większości przypadków anglosaksońskie banki inwestycyjne i media korzystają z kiepsko przetłumaczonych wersji niemieckich gazet, przez co nie wiedzą, co tak naprawdę mówi Merkel. Moja perspektywa wygląda następująco…

• W momencie przyjęcia euro, kraje pośrednio i bezpośrednio przyjmują również pakt stabilności i wzrostu, zatem jakiekolwiek działania zbliżające Niemcy i Europę do paktu znajdą w Niemczech poparcie. 

• Niemcy zdają sobie sprawę z tego, że potrzeba czasu – więcej czasu niż oczekują rynki. Jednocześnie decydenci niemieccy wiedzą, że zanim cała Europa zacznie poruszać się w jednym kierunku, czeka nas kolejna odsłona kryzysu. 

• Jeżeli Niemcy zgodzą się na propozycje, największym przegranym będą… Niemcy. Rentowność tamtejszych obligacji wzrośnie, w efekcie czego cała Europa będzie więcej płacić za finansowanie. Dlaczego Niemcy mają płacić więcej za emitowanie długu, a kraje wysoko zadłużone mniej? 

• W obecnej sytuacji to Niemcy mają przewagę w przypadku niespełnienia przez Grecję wymagań – tylko trwający kryzys może zmusić Club Med (Włochy, Francja, Hiszpania) do przyjęcia bardziej pro-europejskiego nastawienia. Na chwilę obecną kraje te chcą jedynie więcej niemieckich pieniędzy, a nie więcej Europy. 

• Aby uzyskać niezbędne 2/3 większości w głosowaniu nad przyjęciem paktu fiskalnego, Merkel musi znaleźć wspólny język z socjaldemokratyczną opozycją. Istotne jest to, co będzie w stanie zaoferować partii SPD w zamian za poparcie. Decyzje Merkel w tej kwestii jasno ukażą, co sądzi o Club Medoraz ich propozycji łatwego ratowania Europy euroobligacjami i unią bankową. 

• Zarówno Merkel, jak i całe Niemcy są pro-europejscy. Chcą, aby projekt pt. UE udał się i nie zamierzają nigdy opuszczać strefy euro. Zdają sobie jednak sprawę z tego, że gwarantowanie długu bez paktu stabilności i rozwoju skończy się bólem – gdyż jest to nic innego jak tylko kolejna odsłona gry na czas. Problemu wypłacalności nie da się rozwiązać poprzez zwiększanie płynności i unikanie realnych reform. Jest to prosta droga do Japonizacji.

Z punktu widzenia tak cynicznego tradera jak ja, im szybciej Merkel i Niemcy dadzą się przekonać, tym szybciej kryzys rozpęta się na dobre, a Europa upadnie. Komentarze i brak planów nie mogą dominować agendy szczytów unijnych – najbliższy, zaplanowany na 28-29 czerwca, będzie 19 spotkaniem bez żadnych wyników.

Strategia

Przed spotkaniem decydentów unijnych żadnych pozycji nie zamierzamy utrzymywać – natomiast po nim oraz po posiedzeniu FOMC gramy na spadki na rynkach akcji. W dalszym ciągu oczekuję lata niezadowolenia, gdyż pomijając brak zrozumienia dla Niemiec i FOMC rynki w końcu zdadzą sobie sprawę z tego, że banki centralne i politycy nie mogą grać na czas w nieskończoność. Teraz jest czas na przemyślenia, nie zaś działania. Jak widać, pięcioletni eksperyment polegający na powtarzaniu w kółko tych samych działań i oczekiwaniu innych wyników, w ogóle się nie powiódł.

Być może jestem trochę naiwny… ale uważam, że jeżeli się mylę, wszyscy na tym stracimy – gra na czas to nic innego jak tylko prosta droga do biedy.

Steen Jakobsen