Nerwowo jest też na włoskich papierach – tutaj rentowności analogicznych obligacji sięgają już poziomu 6,30 proc. Wyraźnie tanieje też francuski dług, chociaż tutaj poziomy są o wiele niższe (2,70 proc.). Czy spekulanci chcą wymusić konkretną interwencję na Europejskim Banku Centralnym, czy też liczą, że prędko do niej nie dojdzie? Tymczasem jak wczoraj podano ECB po kolejny tydzień z rzędu był bierny na rynku długu, a jeden z członków banku centralnego (Józef Makuch) otwarcie przyznał dzisiaj, iż nie są prowadzone dyskusje nt. LTRO3. Dał się poznać jako zdeklarowany „gołąb” twierdząc, iż jest w stanie wyobrazić sobie stopy procentowe na poziomie bliskim zeru. Czy jednak cięcia stóp procentowych (które przekładają się na gospodarkę dopiero po kilku miesiącach), są na obecną chwilę skutecznym rozwiązaniem?

Dzisiaj lider radykalnie lewicowej, greckiej Syrizy powiedział, iż w najbliższą niedzielę nastąpi „nowe otwarcie” – oczywiście, jeżeli jego partia wygra wybory. Wiadomo, że to typowy element kampanii, ale zastanówmy się przez chwilę – co przeciętny Grek widzi obserwując sytuację w strefie euro? Coraz większy decyzyjny chaos i polityczny egoizm. Czynniki, które łatwo wpływają na emocje, a te niestety mają znaczenie przy urnach wyborczych.

Do czego zmierzam? Do tego, iż przed niedzielnym głosowaniem w Grecji, emocje będą eskalować, co będzie się przekładać zwłaszcza na rynek europejskiego długu, ale i też notowania euro względem głównych walut. 

Po południu agencja Fitch obniżyła ratingi dla 18 hiszpańskich banków, co uzasadniła wcześniejszym radykalnym obniżeniem ocen dla całego kraju. To nie powinno być żadnym zaskoczeniem, chociaż zostało wykorzystane jako pretekst do spadku wspólnej waluty. Większy niepokój wprowadziły wcześniejsze wypowiedzi analityka tej agencji, który przyznał, iż realizacja negatywnego scenariusza w Grecji pociągnie za sobą konieczność rewizji dotychczasowych ocen dla większości krajów strefy euro.
Czy można znaleźć jakieś wyjście z obecnej, coraz bardziej koszmarnej sytuacji? Tak – wystarczy zastanowić się dlaczego w ostatnich tygodniach złoto nieznacznie drożało, podczas kiedy dolar dalej mocno szedł w górę (zazwyczaj korelacja jest ujemna).

To nie tylko efekt spekulacji nt. możliwej zmiany definicji złota, jako klasy bardziej płynnych aktywów, co może wygenerować dodatkowy popyt na ten surowiec ze strony banków, ale po części wynik cały czas tlących się oczekiwań na kolejną rundę luzowania ilościowego ze strony FED. Teoretycznie decyzja nt. QE3 już na posiedzeniu FED w przyszłym tygodniu (20 czerwca) jest mało prawdopodobna.

Ale do tego czasu może być różnie – perspektywa potężnego bailoutu w Hiszpanii i chaosu w Grecji (te czynniki mogą mocno uderzyć w gospodarcze interesy USA) może zmienić opinie Bena Bernanke i pozostałych członków FED. Punktem przełomowym może być też szczyt G20, który zakończy się dzień wcześniej – dzisiaj sama Angela Merkel wezwała polityków do tego, aby rozważyli dodatkowe wsparcie dla Europy. Oczywiście w optymistycznym scenariuszu oba te czynniki (FED i G20 mogłoby zostać wsparte przez interwencyjne cięcie stóp procentowych przez ECB i interwencję na hiszpańskim i włoskim długu).

Dzienny wykres EUR/USD w połączeniu z nieudanymi próbami powrotu do opuszczonego wczoraj kanału wzrostowego – maksimum z ostatnich godzin to 1,2530 – sygnalizuje wyraźną słabość wspólnej waluty. Jeżeli dzisiaj dojdzie do złamania rejonu 1,2440, to dość szybko zejdziemy w rejon 1,2287-1,2330, który w zasadzie jest poziomem docelowym na ten tydzień.

Marek Rogalski