Można odnieść wrażenie, iż Eurogrupa niemalże wcisnęła Hiszpanom 100 mld EUR i to jeszcze na dość preferencyjnych warunkach – pomoc jest tylko dla banków, a więc rząd nie musi deklarować nowych oszczędności budżetowych, a oprocentowanie pożyczki ma ponoć wynieść tylko 3 proc. (tak spekuluje hiszpańska prasa – El Pais).

W efekcie Irlandczycy już protestują przeciwko nierównym traktowaniu (zaciągając pomoc w 2010 r. na wsparcie własnych banków zostali zmuszeni do wdrożenia drakońskich oszczędności) i w pewnym sensie mają rację – pomoc dla hiszpańskich banków może sięgnąć 9 proc. tamtejszego PKB i nie ma żadnej gwarancji, iż okaże się wystarczająca – tak zwany bagaż złych długów tamtejszych instytucji ostatecznie może okazać się większy od 100 mld EUR.

Czy nie mają Państwo wrażenia, iż działania europejskich decydentów są coraz bardziej chaotyczne? To, czy deklaracja Eurogrupy o przyznaniu Hiszpanii pomocy finansowej padłaby w ten, czy też inny weekend nie miałoby większego znaczenia (bo i tak o tym jaka będzie ostateczna wartość pomocy dowiemy się za kilka tygodni, jak Hiszpanie przeprowadzą niezależny audyt swoich instytucji)… gdyby nie zaplanowane na najbliższą niedzielę (17.06)., wybory parlamentarne w Grecji. Inaczej na rynkach mogło być dość gorąco. Tyle, że czy euro-strażak spełnił w sobotę swoja rolę? Nie do końca, bo ogień tli się nadal.

Po pierwsze – nie wiadomo, co pokaże niezależny audyt banków (czy konieczna kwota nie będzie większa?), po drugie – najlepszym wyjściem byłoby stworzenie tzw. złych banków, ale czy będzie taki scenariusz to nie wiadomo, po trzecie – czy można wierzyć w to, że pomijając problemy banków Hiszpanom uda się zejść z tegorocznym deficytem budżetowym do 5,3 proc. PKB wobec 8,9 proc. PKB odnotowanych w zeszłym roku? Tamtejsza gospodarka wchodzi w coraz większą recesję, gwałtownie spada konsumpcja i sprzedaż detaliczna, co jednocześnie zwiastuje spadek przychodów budżetu federalnego.

Jednocześnie za chwilę ogromnym problemem może stać się sytuacja autonomicznych regionów. Tym samym na obecną chwilę nie ma podstaw, aby zarzucić wcześniejsze oczekiwania, co do tego, iż w najbliższych tygodniach/miesiącach konieczny będzie znacznie większy bailout dla całego kraju. Oczywiście najlepszym miernikiem tego, czy i kiedy zaistnieje taki scenariusz, będzie obserwacja hiszpańskiego rynku długu – na razie spread pomiędzy 10-letnimi obligacjami Hiszpanii, a Niemiec obniżył się do 478 pb. z blisko 535 pb. notowanych na przełomie maja i czerwca, chociaż ich rentowności nadal utrzymują się powyżej poziomu 6 proc.
Poza Hiszpanią warto będzie obserwować w najbliższym czasie sytuację we Francji.

O tym, iż pomysły prezydenta Francois Hollande’a nie muszą spotykać się z aprobatą agencji ratingowych pisałem już w zeszłym tygodniu. Bardzo dobre wyniki Partii Socjalistycznej i mniejszych partii lewicowych po pierwszej turze wyborów parlamentarnych, świadczą o tym, iż Hollande ma duże szanse na to, aby wdrożyć swoje pomysły w życie. Tym samym rynki finansowe mogą jeszcze w czerwcu zostać zaskoczone cięciem francuskiego ratingu. Chociaż nie wydaje się, aby doszło do tego przed greckimi wyborami.

EUR/USD – Luka wzrostowa będzie zamknięta w najbliższych dniach
Dzisiaj kalendarz danych jest pusty, inwestorzy będą, zatem mieć czas na głębszą analizę ostatnich kroków, jakie decydenci poczynili względem Hiszpanii. Jednak już teraz widać, że optymizm był krótki i w dużej mierze podszyty strachem… posiadaczy krótkich pozycji. W efekcie luka na otwarciu nowego tygodnia była imponująca – 138 pipsów w górę (1,2638 wobec 1,2500), ale już zaczyna być zamykana. Nie udało się wyłamać poza górne ograniczenie strefy oporu 1,2625-85 (widocznej na wykresie), a dodatkowo szybko ją opuściliśmy dołem. Rynek oscyluje wokół ważnego poziomu 1,2590, którego złamanie może otworzyć drogę do powrotu w stronę 1,25. Pomóc w tym może chociażby cięcie ratingu dla Hiszpanii przez agencję Moody’s, która tego jeszcze nie zrobiła.

Marek Rogalski