Wiceprezes Fed dała w środę inwestorom nadzieje, które nie zostały podtrzymane w czwartek przez Bernanke. Ogółem te sygnały przełożyły się na odbicie na Wall Street oraz wyjątkowo silne umocnienie złotego. Jednak reakcje poszczególnych rynków mocno się różniły. Ceny kruszców nawet spadły wobec braku sygnału rozluźnienia w USA ze strony Bernanke. Rynek mógł też nieco przereagować w odpowiedzi na chińską decyzję, gdyż taka zdecydowana akcja może oznaczać, iż publikowane w weekend dane będą bardzo słabe.

Yellen sugeruje ekspansję, Bernanke milczy
Silne wzrosty na Wall Street w środę to w dużym stopniu zasługa Jannet Yellen. Wiceszefowa Fed znana jest z tego, iż jest jeszcze większym gołębiem niż Bernanke, stąd jej wypowiedzi po kilku słanych danych z rynku pracy i wobec sytuacji w Europie nie powinny dziwić. Jednak rynek właśnie na to czekał, stąd sugestie, iż „Fed najprawdopodobniej będzie musiał zdecydować się na kolejną ekspansję” spotkały się z ochoczą reakcją rynków.

Tej passy nie podtrzymał jednak Ben Bernanke. Szef Fed zaznaczył co prawda, iż nie można na moment obecny stwierdzić, czy gospodarka będzie miała wystarczający impet aby stopa bezrobocia uległa obniżeniu, ale nie dał jasnych wskazówek, co do tego, iż Fed na najbliższym posiedzeniu mógłby rozluźnić politykę.
Naszym zdaniem rynek zdyskontował przedłużenie operacji twist (kończy się w czerwcu), tak więc aby wywołać wyraźną poprawę nastrojów Fed musiałby pójść o krok dalej, czyli ponownie powiększyć portfel aktywów. Na taki krok Bernanke na razie może jednak się nie zdecydować. Co ciekawe, bilans tych wypowiedzi pozytywnie wpłynął na rynki akcji czy złotego, straciły za to złoto i srebro.

Chiny obniżyły stopy, dane będą złe?
Hurraoptymistyczne odbicie na Wall Street i umocnienie złotego to także zasługa decyzji Banku Chin, który obniżył stopy procentowe o 25 bp i dał bankom komercyjnym większe możliwości kształtowania oprocentowania depozytów i kredytów. To początek ekspansji, na którą liczył rynek. Jednak warto zwrócić uwagę, iż obniżka ma miejsce przed publikacją miesięcznego pakietu danych, która nastąpi w trakcie weekendu (produkcja, inflacja, inwestycje oraz handel zagraniczny). Ruch banku centralnego może sygnalizować, iż dane te będą złe. 

Fitch tnie hiszpański rating
Optymizm inwestorów został nieco przygaszony przez decyzję agencji Fitch, która obniżyła ocenę wiarygodności Hiszpanii do BBB, czyli niewiele powyżej poziomu śmieciowego. Fitch szacuje, iż hiszpańskie banki mogą potrzebować aż 100 mld EUR dodatkowego kapitału, o 70 mld EUR więcej niż sądzono wcześniej oraz tyle, ile do tej pory szacowano dla całej strefy euro. Kwota ta to również blisko 10% hiszpańskiego PKB, a zatem gdyby banki musiały otrzymać ją od państwa, wpływ na finanse publiczne mógłby być fatalny. Jakkolwiek na koniec ubiegłego roku relacja długu publicznego do PKB wynosiła w Hiszpanii umiarkowane 68,5%, to w tym roku zakładając wyłożenie 100 mld EUR dla banków mogłaby ona wzrosnąć do 88,5%.

Podsumowując, rynki po fatalnym maju liczyły na odreagowanie i nadzieje pokładały przede wszystkim w bankach centralnych. Postawa Fed jest zagadkowa, EBC nie obniżył stóp, ale po akcji Banku Chin i wypowiedzi Jannet Yellen (a także obniżce stóp przez RBA) można powiedzieć, iż inwestorzy dostali to, na co czekali. Tym samym większość odreagowania mamy prawdopodobnie za sobą, działania banków nie są naszym zdaniem w stanie trwale poprawić sytuacji. Problem Hiszpanii będzie jeszcze dawał się we znaki, a publikowane w Chinach dane prawdopodobnie pokażą pogłębienie spowolnienia. Jedyną szansą na uniknięcie szybkiego powrotu pesymizmu zdaje się być zwycięstwo koalicji ND-Pasok w greckich wyborach. Równie dobrze jednak wygrać może Syriza. O tym przekonamy się jednak dopiero za tydzień. 

dr Przemysław Kwiecień