Test na zaufanie do Hiszpanii wypadł pozytywnie. W przetargu na obligacje chętnych do kupna nie brakowało. Wynik poprawił i tak już nie najgorsze nastroje w Europie. Gdy entuzjazm zaczął słabnąć, byki otrzymały wsparcie w postaci decyzji Ludowego Banku Chin o obniżce stopy procentowej z 6,56 do 6,31 proc. 

Chińskie luzowanie pozwoliło bykom na wywindowanie indeksu w Paryżu o 1,5 proc., DAX poszybował w górę o ponad 2 proc., a londyński FTSE o 1,7 proc. Jednak tylko temu ostatniemu udało się niemal całą zwyżkę dowieźć do końca notowań. W Paryżu i Frankfurcie z wcześniejszych zdobyczy została zaledwie jedna trzecia.
Osłabienie było efektem rozczarowania wystąpieniem Bena Bernanke. Potwierdził, że Fed jest przygotowany do działania w razie nasilenia się kryzysu i konieczności wsparcia amerykańskiej gospodarki, ale inwestorzy liczyli na więcej niż powtarzanie starych formułek.

Na Wall Street także mamy do czynienia z huśtawką nastrojów. W miniony piątek tamtejsze indeksy zanotowały największy w tym roku spadek, w ostatnią środę najbardziej dynamiczny wzrost. W tym czasie nie zaszły żadne istotne zmiany w sytuacji makroekonomicznej, ani związane z europejskim kryzysem zadłużenia.
Również w trakcie czwartkowej sesji za oceanem nie brakowało rozterek. Mieliśmy mocny strat z sięgającymi 1 proc. zwyżkami, redukcję optymizmu po wystąpieniu Bernanke, próbę powrotu na szczyt i porażkę byków pod koniec dnia. Ostatecznie Dow Jones i S&P500 zniżkowały o symboliczne 0,1-0,3 proc., ale wrażenie nie było dobre. 

Perspektywę kontynuacji wzrostów na giełdach podcięła też agencja Fitch, obniżając rating Hiszpanii i szacując, że tamtejsze banki wymagają dokapitalizowania w wysokości 50-100 mld euro. Także inne źródła europejskie oraz Standard & Poor's szacują potrzeby hiszpańskich banków na 80-112 mld euro. Władze Hiszpanii mają podjąć decyzje o wystąpieniu o pomoc po przeprowadzeniu stress testów banków, co ma nastąpić za 10-15 dni, czyli tuż po wyborach w Grecji i szczycie G20. Końcówka miesiąca może więc być emocjonująca. 

Na emocje na dzisiejszej sesji również możemy liczyć, a początek handlu raczej będzie należał do niedźwiedzi. Można tak sądzić patrząc na notowania w Azji. Mimo lepszych niż oczekiwano danych o dynamice japońskiej gospodarki, Nikkei na godzinę przed końcem handlu tracił ponad 2 proc. Spadki, choć nie tak silne, dominowały na pozostałych parkietach. Wyjątkiem był Szanghaj, gdzie wskaźniki zyskiwały po 0,1 proc. Także kontrakty na amerykańskie i europejskie indeksy, zniżkujące po 0,5-0,6 proc., sugerują przewagę niedźwiedzi na stracie. W szczególnie trudnej sytuacji może znaleźć się nasz rynek, gdy po euforycznym wzroście ze środy, zetknie się z nieco gorszą rzeczywistością.

Roman Przasnyski