Również w USA piątkowe notowania przyniosły gwałtowny spadek indeksów, które znalazły się na najniższych poziomach od stycznia i przełamały dołki z końca maja (S&P jest teraz najniżej od stycznia), które służyły im dotąd za wsparcie. Przełamanie wsparć ma kluczowe znaczenie dla średnioterminowych trendów, a co gorsza pojawiają się obawy o możliwość wystąpienia emocjonalnego zachowania inwestorów, które mogłoby doprowadzić do przyspieszenia spadków, być może także do paniki.

Indeksy w Azji znalazły się dziś rano pod silną presją podaży. Kospi spadł o 2,8 proc., a Nikkei  1,7 proc. Obydwa indeksy znalazły się na najniższym poziomie od grudnia. Przyczyną spadków jest słaba kondycja ekonomiczna głównych rynków eksportowych czyli Europy (przekonały o tym piątkowe dane PMI dla sektora produkcji) i USA, gdzie piątkowy odczyt z rynku pracy przyniósł poważne rozczarowanie. Indeks giełdy w Szanghaju spadał o 2 proc. na godzinę przed końcem handlu po tym jak PMI dla sektora usług spadł do 55,2 z 56,1 w kwietniu, a JP Morgan obniżył prognozę wzrostu dla Chin po raz drugi z kolei (tym razem do 7,7 proc.). Indeks giełdy w Hong Kongu tracił w tym czasie 2,2 proc.

Europa zacznie kolejny tydzień od spadków, pytanie o ich skalę pozostaje otwarte. Nie można wykluczyć, że górę wezmą emocje i nawet wyprzedanie rynków nie uchroni ich przed dalszymi stratami.  Inwestorzy będą wyczuleni na słowa polityków, przede wszystkim płynące z i do Berlina. Wydaje się, że Niemcy są skłonni - tym razem już w pojedynkę - poprowadzić Europę przez niezbędne reformy, w zamian za obietnice dalszej integracji (czyli także ograniczenia lokalnej suwerenności).

Jak ujął to jeden z przedstawicieli niemieckiego rządu cytowany przez CNBC dziś rano: "Fundamentalne pytanie jest relatywnie proste. Czy nasi partnerzy chcą więcej Europy, czy chcą tylko więcej niemieckich pieniędzy?".  Odpowiedzi na te pytania wyglądane będą niecierpliwie, zdaniem Georga Sorosa, który zabrał głos w sprawie kryzysu "przez najbliższe trzy miesiące".

Inwestorzy giełdowi z pewnością aż tak długo czekać nie zamierzają, im przydałaby się odpowiedź w ciągu trzech godzin, najlepiej płynąca z Europejskiego Banku Centralnego. Chyba tylko jego akcja mogłaby skłonić inwestorów do większej cierpliwości.

Jeśli chodzi o GPW, to WIG20 obronił wsparcie w piątek i w ogóle zachowywał się znacznie lepiej niż indeksy we Frankfurcie czy w Paryżu. Ale też indeks naszej giełdy jest już na poziomie dołków z września 2011 r. i zajmuje się ich obroną, podczas gdy na Zachodzie przełamane zostały dołki ze stycznia i grudnia. Niczego przed dzisiejszą sesją wykluczyć nie można, ale skoro byliśmy mocniejsi w piątek (razem z indeksami w Budapeszcie i Moskwie), to GPW może być mocniejsza (niż reszta Europy) także i dziś.

Emil Szweda