Szacunki IIF dobitnie pokazują z jakim problemem mamy do czynienia – coraz bardziej trafne staje się porównanie sytuacji Hiszpanii z tym, co przechodziła przed dwoma laty Irlandia. Szacunki, iż banki mogą ponieść 218-260 mld EUR strat (głównie chodzi tutaj o tzw. cajas, czyli kasy oszczędnościowo-pożyczkowe), a także prognozy, iż sektor może potrzebować 50-60 mld EUR dodatkowego wsparcia (w negatywnym scenariuszu, ale ten chyba staje się coraz bardziej realny?), mogą sugerować, iż Hiszpania nie będzie w stanie uporać się z tym problemem samodzielnie.

Konieczne może okazać się wsparcie ze strony Europejskiego Banku Centralnego – dlatego warto będzie obserwować jakie kroki podejmie Mario Draghi podczas posiedzenia 6 czerwca. Wczorajsze informacje, jakoby kolejny tydzień z rzędu ECB nie skupował obligacji w ramach programu SMP mogą jednak rodzić pewien niepokój, iż w łonie ECB są zbyt duże podziały, co tego, czy i w jaki sposób bardziej zaangażować się w łagodzenie kryzysu, który zdaje się wchodzić w swoją kolejną odsłonę.

Dzisiejszy Financial Times odgrzewa kwestię tzw. ELA, czyli ratunkowych linii płynnościowych, które ECB może przekazywać bankom komercyjnym za pośrednictwem lokalnego banku centralnego. Wskazuje się na to, iż temat ten w najbliższym czasie będzie dotyczył Grecji, która i tak była dotychczas największym beneficjentem tych działań. Minusem jest jednak to, iż ECB bardzo niechętnie informuje o tych posunięciach – trudno jest nawet oszacować ich skalę. To jednak zrozumiałe – z funduszy ratunkowych źle się korzysta przy światłach jupiterów, szybko okazuje się, że potrzeba ich więcej… Czy ELA pójdzie też do Hiszpanii? To niewykluczone, chociaż najpewniej oficjalnie szybko się o tym nie dowiemy.

Rynek zdaje się na razie nie przejmować problemami Hiszpanii – błędem byłoby jednak twierdzić, iż są one zdyskontowane. Po prostu szuka się pretekstów do odreagowania – wczoraj były to informacje z Chin (w niedzielę wystąpienie premiera Wen Jiabao, który nie wykluczył dodatkowych pakietów stymulacyjnych, a wczoraj artykuł w China Securities Journal, jakoby program ten miał zostać ogłoszony za kilka dni). I nie chodzi o to, aby oceniać skuteczność, czy celowość takich działań – po prostu wpisuje się to w ogólne oczekiwania, iż teraz piłka meczowa jest po stronie decydentów, którzy powinni przedstawić jakieś nowe „recepty” na kryzys. Analogicznie za chwilę będziemy mieć spekulacje związane z posiedzeniem ECB (6 czerwca), czy też FED (19-20 czerwca). 

Nie zapominajmy jednak, iż czwartek przyniesie szereg istotnych publikacji makroekonomicznych, które mogą mieć negatywny wydźwięk dla rynków – szacunkowe indeksy PMI w strefie euro i niemieckie IFO. Dzisiaj w kalendarzu jest pusto – o godz. 10:30 poznamy wyniki przetargu 3 i 6-miesięcznych bonów w Hiszpanii, ale nie powinny mieć one negatywnego przełożenia. O godz. 16:00 nadejdą dane o sprzedaży domów na rynku wtórnym w USA za kwiecień (oczek. 4,6 mln), a także wstępnym odczycie indeksu nastrojów konsumenckich w strefie euro za maj (oczek. -20,4 pkt.).

Inwestorzy będą też śledzić informacje polityczne z Grecji, spekulować nt. kondycji hiszpańskich banków, a także zastanawiać się na ile jutrzejszy nieformalny szczyt UE pokaże zdolność do wspólnego działania Niemiec i Francji w kwestii walki z europejskim kryzysem (po wczorajszym spotkaniu ministrów Schaublego i Moscovici znów padły dyplomatyczne hasła o woli współpracy, ale obie strony zdają się pozostawać przy własnych racjach, zwłaszcza w kwestii euroobligacji).

EUR/USD – Szanse na wskazywany test okolic 1,2855-80 znacząco wzrosły
Jeszcze wczoraj późnym wieczorem osiągnięty został poziom 1,2823, a zatem doszło do naruszenia wcześniejszego szczytu na 1,2812 (w nocy z niedzieli na poniedziałek). Później mieliśmy względnie płytką korektę, która nie doprowadziła do naruszenia wsparć 1,2775-80. Tym samym układ dzienny nadal nie wyklucza możliwości testowania okolic 1,2855-80 najpóźniej do jutra. Pierwszy poziom – 1,2855 – wynika z minimum z 29 grudnia, drugi – 1,2880 – to okolice luki spadkowej z 14 maja. Trzeba jednak zaznaczyć, iż tak czy inaczej, końcówka tygodnia (czwartek-piątek) powinna być spadkowa – nawet, jeżeli nie uda się osiągnąć wskazywanych okolic 1,2855-80.

Marek Rogalski