Podyktowane kalendarzem wyborczym doraźne podejście do zysków banków może mieć złe skutki nie tylko dla sektora bankowego, ale i dla całej polskiej gospodarki.
W ubiegłym roku banki w Polsce odnotowały zyski w wysokości 42 mld zł. To w znacznej mierze efekt wysokich stóp procentowych, których spodziewana obniżka przełoży się na spadek zysków sektora. Zyski spowodowały falę krytycznych wobec banków komentarzy. Pojawiły się propozycje dodatkowego opodatkowania. W większości komentarze były „jednowymiarowe”, odnosiły się do rekordowych zysków, ale pomijały dwa ważne aspekty.
Po pierwsze, w poprzednich latach wyniki sektora bankowego były znacznie niższe, a według danych Komisji Nadzoru Bankowego w 2020 r. nawet osiągnęły wartość ujemną (strat w wysokości 0,3 mld zł). Sytuacja uległa poprawie w kolejnych latach, ale jeszcze trzy lata później wynosiła ok. 10 mld zł, co w trzeba zestawić z ponad 200 mld zł kapitałów własnych banków. Zwrot z kapitału wyniósł wówczas ok. 5%, podczas gdy bezpieczny poziom odbudowy kapitałów określany jest na 10%. To kilkuletnie załamanie zysków miało wpływ na rentowność sektora, bo im niższy zysk netto, tym niższe wskaźniki efektywnościowe: ROE, ROI, ROA. A one w przypadku banków nie mają znaczenia tylko statystycznego. Wpływają na stabilność danej instytucji finansowej, zarówno na jej bezpieczeństwo ekonomiczne (co szczególnie ważne dla deponentów), jak i w przypadku banków istotnych systemowo – na stabilność całego systemu gospodarczego.
Wskaźniki te są monitorowane przez nadzór finansowy i bank centralny. W skrajnych przypadkach powodują interwencje - od zalecenia programów naprawczych aż po tzw. resolution, czyli uporządkowaną likwidację banku. To wyraz większej niż w innych sektorach gospodarki ostrożności. Najkrócej mówiąc, chodzi o ochronę depozytów i stabilność systemu gospodarczego. Obie sfery są ze sobą powiązane. System gospodarczy może nie odczuć upadku jednego banku średniej wielkości, ale większego krachu nie wytrzyma. Świadczą o tym doświadczenia kryzysu finansowego z lat 2007-2008.
Odporność systemu bankowego na takie ryzyka budowana jest przez lata, a zaczyna się od silnej i regularnie wzmacnianej bazy kapitałowej banków. Owo wzmocnienie ma źródło albo w zastrzykach kapitałowych w postaci nowych emisji akcji, albo w relatywnie wysokiej rentowności i zyskach, z których przynajmniej część jest zatrzymywana w banku.
Proces wzmacniania kapitałów bankowych musi mieć charakter ciągły, chociaż może mieć zmienną dynamikę. Mają na nią wpływ dwa czynniki: tempo ekonomicznej deprecjacji kapitałów własnych i dynamika nowego biznesu, szczególnie wzrostu akcji kredytowej. To pierwsze pojawia się w warunkach inflacji: nominalnie rosną wszystkie wielkości ekonomiczne po stronie aktywów, co w przypadku braku adekwatnego wzrostu po stronie pasywów powoduje zmniejszanie się relacji kapitałów do aktywów ważonych ryzykiem, aż do osiągnięcia granicy bezpieczeństwa określonej w regulacjach. To zaś oznacza zastopowanie wzrostu finansowania biznesu i obniżenie stabilności instytucji bankowej.
Efekt ograniczenia finasowania nowych kredytów może pojawić się również bez zjawisk inflacyjnych. Może być spowodowany wyższym wzrostem gospodarczym, bez odpowiedniego równoległego wzrostu kapitałów bankowych. Wynikająca z niskich zysków dysproporcja pomiędzy wzrostem kapitałów własnych banku a rosnącym popytem na finansowanie gospodarki może spowodować ograniczenie dalszego wzrostu gospodarczego. Chyba że miałoby się to odbywać kosztem zmniejszenia współczynników bezpieczeństwa, czego nikt sobie nie życzy, szczególnie nadzór i deponenci.
Dlatego źródło wzrostu możliwości finasowania gospodarki, przy zachowaniu niezbędnego poziomu bezpieczeństwa, tkwi w akumulacji kapitałów własnych banków. A to nie jest przedsięwzięcie krótkookresowe. Nie wystarczy zasilenie w ciągu jednego roku, zwłaszcza że w ostatnich latach wiele negatywnych czynników wpływało na obniżenie adekwatności kapitałowej banków w Polsce. Była to pandemia i skutki trwającej za wschodnią granicą wojny, a także problemy związane z kredytami frankowymi. W takim szerszym kontekście należy rozpatrywać „nadmierny” zysk polskich banków w jednym roku.
Bardziej szczegółowych argumentów jest wiele. Oto niektóre z nich.
Pomimo wysokich zysków, pod wieloma względami realna pozycja sektora bankowego jest znacznie gorsza niż jeszcze 10 lat temu, sektor bankowy kurczy się. Jego aktywa stanowiły 91,7 proc. PKB w 2024 r. wobec 100,5 proc. w 2020 r.
Wyższe niż w poprzednich latach wyniki finansowe banków w 2024 roku, mają charakter przejściowy. Są wyłącznie efektem naturalnego cyklu gospodarczego i wynikają z utrzymujących się obecnie wysokich stóp procentowych.
Według Związku Banków Polskich, łączna zdolność kredytowa sektora bankowego w Polsce pozwala obecnie na współfinansowanie tylko pięciu największych inwestycji państwowych, i to pod warunkiem, że banki nie finansują w tym samym czasie innych obszarów, takich jak przedsiębiorstwa czy nieruchomości. Do tyych kluczowych inwestycji w kraju można zaliczyć budowę elektrowni atomowej o wartości 192 mld zł, Centralnego Portu Komunikacyjnego, który ma kosztować 131,7 mld zł, czy rozwój sieci energetycznej za 194 mld zł. W przypadku tych projektów maksymalny udział finansowania bankowego kształtuje się na poziomie 28 proc. dla elektrowni, 40 proc. dla CPK, 27 proc. w przypadku sieci energetycznej.
Konieczne jest wypracowanie rozwiązań, które wzmocnią możliwości finansowania inwestycji bez nadmiernego obciążania sektora bankowego, aby mógł nadal wspierać rozwój innych części gospodarki. Należy też umożliwić sektorowi niezakłócony wzrost i rozwój, dzięki czemu cała gospodarka będzie miała zapewnione szerokie finansowanie.
Pomimo rekordowych zysków rentowność aktywów banków notowanych na GPW wyniosła tylko 1,7 proc. i była niższa niż rentowność takich sektorów jak motoryzacja (5,54 proc.), odzież i kosmetyki (5,79 proc.), czy wierzytelności (6,73 proc.). Wskaźniki ROA i ROE polskiego sektora bankowego utrzymują się na umiarkowanym poziomie, co jest skutkiem najwyższego w Europie wskaźnika kosztów będącego efektem wysokich obciążeń sektora bankowego.
Wbrew szeroko głoszonym w mediach opiniom, marże kredytowe w Polsce nie są najwyższe w Europie. Marża to tylko jeden z elementów oprocentowania kredytu. Pozostaje ono w ścisłej zależności ze stopą referencyjną, z którą skorelowany jest wskaźnik WIBOR. Pod koniec stycznia 2025 r. średnia marża dla kredytów mieszkaniowych w Polsce wynosiła 1,67 proc. (przy średnim oprocentowaniu 7,42 proc.), podczas gdy w Niemczech w III kw. 2024 r. sięgnęła 2,07 proc., a w Holandii 1,94 proc. (mimo niższego oprocentowania kredytów niż w Polsce).
Choć stopy procentowe utrzymują się na wysokim poziomie, to rentowność polskiego sektora bankowego pozostaje umiarkowana na tle innych państw europejskich, a w porównaniu z pozostałymi sektorami krajowej gospodarki jest wręcz niska. W ub.r. wskaźnik rentowności kapitału własnego w polskim sektorze bankowym wynosił 14,7 proc., podczas gdy w Chorwacji 14,8 proc., Estonii 15 proc., na Litwie 16,3 proc. czy Łotwie 17,3 proc.
Moje uwagi to spontaniczny przyczynek do wywołanej w gorączce wyborczej dyskusji o zyskach banków. Intencją było pokazanie złożoności tego tematu, którego nie można traktować jednowymiarowo i krótkookresowo. Doraźność podejścia do zysków banków może mieć złe skutki, nie tylko dla nich, ale dla całej polskiej gospodarki.
Towarzystwo Ekonomistów Polskich (TEP) krzewi wiedzę ekonomiczną i wyjaśnia zjawiska gospodarcze współczesnego świata, propagując poszanowanie własności prywatnej, wolną konkurencję oraz wolność gospodarczą, jako warunki rozwoju Polski. Zrzesza praktyków biznesu i teoretyków różnych dziedzin nauk ekonomicznych.