Początek wtorkowej sesji na Wall Street przyniósł kontynuację mocnych spadków, a dotychczasowe minimum dla indeksu Dow Jones wypadło 567 pkt. poniżej zamknięcia z poprzedniej sesji. W kolejnych godzinach straty zostały odrobione, indeksy wyszły lekko na plus, ale wysoka zmienność się utrzymuje.

Na światowych rynkach akcji trwa dynamiczna wyprzedaż. Po styczniowych zwyżkach nie ma już śladu - indeksy w Europie i w Stanach zeszły pod kreskę, licząc od początku roku.

Amerykańskie indeksy giełdowe zakończyły poniedziałkową sesję ogromną przeceną akcji, a indeks Dow Jones stracił 1175 punktów i spadł poniżej bariery 25.000 pkt. W ciągu dnia zniżkował nawet powyżej 1500 punktów. To był największy punktowy spadek tego indeksu jednego dnia w historii. W piątek indeksy również mocno zniżkowały.

Spadkom nie towarzyszą żadne informacje, które tłumaczyłyby gwałtowną przecenę na amerykańskich giełdach. Zaniepokojenie skalą przeceny na Wall Street wyraził w poniedziałek Biały Dom. Jego rzecznik zwrócił uwagę, że fundamenty amerykańskiej gospodarki pozostają silne.

Reklama

Część analityków ocenia, że do spadków na giełdach przyczynia się wzrost oczekiwań inflacyjnych, rosnące rentowności na rynku długu (co relatywnie obniża atrakcyjność akcji), spekulacje na temat ścieżki podwyżek stóp procentowych w USA, coraz wyższe wyceny oraz skokowy wzrost zmienności, który wzmocnił awersję do ryzykownych aktywów.

Reklama

"Szeroki i nadmierny optymizm pozostawił rynki akcji bezbronnymi w sytuacji nagłego wzrostu zmienności. Chociaż mamy pierwsze symptomy, że presja sprzedających powoli się wyczerpuje, a rynki akcji wkrótce będą mogły nabrać tchu, na szerokim rynku widać znaczące pogorszenie sytuacji" - powiedział Bruce Bittles, główny strateg inwestycyjny w Baird.

Indeks zmienności Cboe, który jest traktowany jako najlepszy instrument oceny nastrojów na Wall Street, wzrósł w poniedziałek przejściowo powyżej poziomu 50 pkt. Ostatni raz VIX zamknął się powyżej 50 pkt. w marcu 2009 r.

"Głównym czynnikiem (załamania na rynkach - PAP) był klasyczny problem +ujemnej wypukłości+, który powstaje w sytuacji, gdy na rynkach zbyt długo panował spokój i nastąpił wzrost zmienności. Posiadacze pozycji o krótkiej zmienności (+ubezpieczenia sprzedaży+) nieoczekiwanie odkrywają, że przyjęte ryzyko wynoszące 1 wzrosło pięciokrotnie, a następnie dziesięciokrotnie, w miarę uaktywniania się współczynnika gamma i ujemnej wypukłości" - napisał we wtorkowym komentarzu John J. Hardy, dyrektor ds. strategii rynków walutowych w Saxo Banku.

"W dalszej kolejności następują wezwania do uzupełnienia depozytu i brak płynności, ponieważ wszyscy inwestorzy starają się wyjść z rynku w tym samym momencie. W tym przypadku bezpośrednim czynnikiem najprawdopodobniej były testy warunków skrajnych założeń rynku dotyczących Fed (powolne i stabilne podwyżki stóp) i korelacji (jeżeli nastąpi wyprzedaż akcji, spadek częściowo zrównoważą obligacje, których wartość pójdzie w górę). Opublikowany w piątek amerykański raport w sprawie zatrudnienia zakłócił tę narrację – mocny wzrost płac i rentowności przyczynił się do sprzedaży akcji" - dodał.

Analitycy są w większości zgodni, iż rynkowi akcji należała się korekta, po okresie dynamicznych wzrostów. Część z nich wskazuje, że zielony kolor wkrótce może ponownie zagościć na giełdach.

"(...) naszym zdaniem dotychczasowa przecena giełd w USA (indeks S&P 500 stracił 7 proc.) może rozszerzyć się o kolejne 3 proc. Traktujemy to jednak jako techniczną korektę – u jej podłoża nie leży pogorszenie perspektyw PKB albo tak duży jak w 2013 zwrot podejścia Fed, czy drastyczny wzrost oczekiwań inflacyjnych. Inwestorzy prawdopodobnie skupią się na wypowiedziach z Fed, który powinny wspierać scenariusz 4 podwyżek stóp w 2018. Ewentualna dalsza przecena na rynku akcji naszym zdaniem oznacza korektę w długoterminowym trendzie wzrostu rentowności na rynkach bazowych i ich przejściowe spadki" - ocenili we wtorek ekonomiści ING.

Stratedzy JPMorgan uważają natomiast, że obecna wyprzedaż nie ma oparcia w fundamentach.

"Podczas gdy ostra zwyżka zmienności może przyczyniać się do dalszych odpływów (z funduszy - PAP) o strategiach systemowych w krótkim terminie, uważamy, że fundamenty powinny wytrzymać, a spółki będą pokazywać dwucyfrowy wzrost zysków, oparty na reformie systemu podatkowego w USA, zsynchronizowanym globalnym wzroście i słabszym dolarze" - napisano w poniedziałkowej nocie.

Na drugim planie pozostają we wtorek wyniki spółek. Skorygowany zysk na akcję General Motors wyniósł w IV kw. 1,65 USD vs 1,38 USD konsensusu. Przychody spółki również wyraźnie przebiły oczekiwania. Do wtorku 76,5 proc. spółek z S&P 500, które podały swoje wyniki, wyprzedziło oczekiwania rynku.

Nieco gorzej przedstawia się sytuacja w Europie. Analitycy Morgan Stanley (MS) wyliczyli, iż do tej pory o 8 proc. więcej spółek podało niższe od konsensusu wskaźniki finansowe, niż wyprzedziło oczekiwania. Byłby to pierwszy taki przypadek od IV kw. 2014 r. i najgorszy kwartał od 2008 r., gdyby sytuacja utrzymała się do końca sezonu wynikowego - napisano w raporcie. Przeciętna dynamika zysków europejskich firm, którym przygląda się MS wyniosła do tej pory ok. 8 proc.