Grupa PZU uczestniczyła w większości procesów, jakie w ostatnich latach zachodziły na polskim rynku finansowym, związanych z konsolidacją i repolonizacją sektora bankowego. Efekt? Ubezpieczyciel stał się największą grupą finansową w kraju i w regionie.
PZU rośnie w siłę / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
Gdy w czwartek Grupa PZU prezentowała wyniki finansowe za pierwsze półrocze, notowania jej akcji na warszawskiej giełdzie zareagowały na te dobre wieści w mocno powściągliwy sposób. Wzrost ceny akcji o 0,1 proc. może oznaczać, że kolejne rekordy, jeśli chodzi o przypis składki czy wynik netto, w przypadku PZU rynek uznaje za normę. Inna sprawa, że Grupa PZU w ostatnich latach przyzwyczaiła inwestorów do tego, że płyną z niej głównie dobre wiadomości.

Reklama
Wyboista droga na szczyt
Gdy spółka wchodziła w okres transformacji ustrojowej i gospodarkę rynkową jako faktyczny monopolista, jej przyszłość wcale nie była oczywista. Mimo dominującej pozycji rynkowej ubezpieczyciel na progu lat 90. stał wręcz – jak wiele innych postsocjalistycznych molochów – na straconej pozycji. W zderzeniu ociężałych biurokratycznych struktur państwowej instytucji z warunkami gospodarki wolnorynkowej i rodzącej się konkurencji mogło być tylko gorzej.
W tym kontekście nie był zatem zaskoczeniem systematyczna utrata udziałów w rynku i pogorszenie kondycji finansowej, co było zresztą doświadczeniem wielu polskich instytucji finansowych na początku lat 90. Przy tej okazji można wspomnieć o symbolicznym – z dzisiejszego punktu widzenia – fakcie. W 1999 roku, w ramach przygotowań do prywatyzacji, by pokryć niedobory kapitałowe PZU, Skarb Państwa zdecydował o dokapitalizowaniu ubezpieczyciela obligacjami zamiennymi na akcje Banku Handlowego na sumę ok. 600 mln zł. 17 lat później, wykładając ponad dziesięciokrotnie wyższą kwotę, Grupa PZU przejęła (wraz z Polskim Funduszem Rozwoju) kontrolę nad znacznie większym bankiem Pekao. Trudno o lepsze świadectwo drogi, jaką przeszedł ubezpieczyciel przez ostatnie dwie dekady.
Transakcja czyni lidera
To właśnie włączenie do Grupy banku Pekao wywindowało PZU na pozycję lidera polskiego rynku finansowego. Przypomnijmy: przejęcie przez PZU i PFR 32,8 proc. akcji Banku Pekao za łączną kwotę 10,6 mld zł zostało sfinalizowane 7 czerwca 2017 roku. Jak szczegółowo wyglądała struktura transakcji? Bezpośrednio PZU nabyło 20 proc. akcji Pekao za 6,5 mld zł. Jednocześnie PFR kupił bezpośrednio od UniCredit 12,8 proc. akcji Pekao za 4,1 mld zł.
– To historyczna chwila. Dzięki finalizacji transakcji zakupu akcji Banku Pekao PZU staje się największą grupą finansową w Europie Środkowo-Wschodniej i liderem zarówno w ubezpieczeniach, jak i w sektorze bankowym oraz w zarządzaniu aktywami – mówił wówczas Paweł Surówka, prezes PZU.
Po przeprowadzeniu transakcji Grupa PZU mogła się pochwalić aktywami 295 mld zł. Dla porównania dotychczasowy lider rynku PKO BP ma aktywa o 10 mld zł mniejsze. Warto też przypomnieć, że dwa lata wcześniej PZU kupując 25,25 proc. akcji Alior Banku za 1,63 mld zł, przejęło kontrolę nad tym bankiem. W ten sposób w ciągu dwóch lat Grupa PZU stała się znaczącym graczem na rynku bankowym.
Nie oznacza to jednak, że PZU dążyło do sukcesów na tym polu za wszelką cenę. Grupa przejmowała jedynie te aktywa, które dawały jej szansę na zysk przy akceptowalnej cenie. Z tego punktu widzenia np. przegrana z BNP Paribas wyścigu o BGŻ może się jawić jako prestiżowa porażka, z biznesowego jednak punktu widzenia o przegranej nie ma mowy – przepłacanie nie jest nigdy dobrą drogą rozwoju.
Zarząd hołduje filozofii: akwizycje – tak, ale w granicach zdrowego rozsądku. Przy perspektywie dalszej konsolidacji sektora bankowego PZU zachowuje wstrzemięźliwość. – Nasz apetyt jeśli chodzi o banki, został po akwizycji Pekao mocno ograniczony – przyznaje Tomasz Kulik, członek zarządu i dyrektor finansowy PZU. Jego zdaniem najpierw należy uporządkować strukturę grupy po ostatnich akwizycjach, osiągnąć efekt synergii. – Bardzo łatwo się kupuje, ale zanim się kupi, trzeba mieć pewność, że to, co się kupuje, pasuje do tego, co się ma – podkreśla menedżer.
Dość wspomnieć, że w wyniku przejęcia Pekao Grupa PZU ma obecnie w swoich strukturach dwa towarzystwa funduszy inwestycyjnych oraz dwa powszechne towarzystwa emerytalne – PZU i Pioneer. – Te wszystkie podmioty muszą zacząć generować synergię. Najpierw musimy poukładać Grupę – twierdzi Kulik. Krokiem w tym kierunku będzie zapewne zapowiadana na jesień aktualizacja strategii. – Chcemy pokazać, jak należy wyobrazić sobie nowe PZU, jak będą wyglądały rozwiązania produktowe. To postawienie na innowacyjność i bliskość klienta – mówił w ubiegłym tygodniu prezes PZU Paweł Surówka. – Aktualizujemy strategię przede wszystkim o część bankową. Chcemy być jedną z bardziej innowacyjnych spółek na tym rynku. Chcielibyśmy, by to przełożyło się na wyniki. Ten dokument narzuca też ton wewnątrz Grupy. Chcemy, by klientocentryczność i innowacyjność wpisała się w codzienny modus operandi wszystkich spółek Grupy – dodał.
Stabilny fundament
Stworzenie grupy finansowej numer jeden w kraju i regionie to prestiż, ale kosztowny. Największa transakcja na rynku finansowym ostatnich lat nie nadwerężyła jednak finansów PZU. – Mimo że z naszego portfela wypłynęło niemal z dnia na dzień 6,5 mld zł, byliśmy w stanie utrzymać poziom pokrycia kapitałowego. Stało się tak dzięki emisji obligacji podporządkowanych o łącznej wartości nominalnej 2,25 mld zł pod koniec czerwca. Dzięki temu ubezpieczycielowi udało się utrzymać wskaźnik wypłacalności kapitałowej na poziomie 200 proc. – powiedział Tomasz Kulik.
To, że udało się uplasować na rynku tak dużą emisję – największą korporacyjną na rynku Catalyst – też może świadczyć o zaufaniu inwestorów. Ze względu na duże zainteresowanie jej wartość zwiększono nawet z planowanych początkowo 2 mld zł do 2,25 mld zł. Większość emisji objęli zarządzający aktywami – głównie TFI. Innymi znaczącymi grupami inwestorów były: banki, zakłady ubezpieczeń oraz instytucje międzynarodowe. – Przetarliśmy szlaki. To największa tego typu transakcja w Polsce. Nikt wcześniej nie zrobił takiej emisji, jesteśmy pierwsi i jesteśmy też pierwszym ubezpieczycielem, który tego dokonał – mówił wówczas prezes Paweł Surówka.
Ten sukces to z jednej strony efekt mocnej pozycji rynkowej grupy, ale z drugiej ciężkiej pracy: w ramach budowania księgi popytu przez poprzedzające emisję dwa miesiące dział finansowy odbył ponad 200 spotkań z inwestorami: ze wszystkimi OFE w Polsce, TFI, spółkami.
Wrzucanie drugiego biegu
Niejako ukoronowaniem tych wszystkich wydarzeń są wyniki finansowe. – Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego półrocza – mówił podczas czwartkowej konferencji prasowej prezes PZU. Powodów do zadowolenia było wiele: rekordowy przypis składki, pokaźny zysk i odzyskiwanie udziałów w rynku.
Grupa zanotowała w pierwszym półroczu imponujący zysk netto w wysokości 1,73 mld zł Cieszy nie tylko pokaźny zarobek, ale i tendencja. Wynik był ponad dwukrotnie wyższy niż w pierwszym półroczu 2016, kiedy wyniósł 790 mln zł. Inne wskaźniki wyglądają co najmniej równie dobrze. Składka przypisana brutto przekroczyła 11,6 mld zł, co jest najlepszym półrocznym wynikiem w historii PZU. To efekt nie tylko rekomendowanej przez KNF podwyżki cen polis komunikacyjnych, ale i pozyskiwania nowych klientów. Od czerwca ubiegłego roku przybyło ich pół miliona.
– Rośniemy, ufają nam klienci, konsekwentnie realizujemy naszą strategię zakładającą nie tylko zwiększanie sprzedaży, ale także dużą dyscyplinę kosztową, która pozwala nam stale poprawiać rentowność naszej Grupy – powiedział na konferencji prezes PZU. – Wyższa sprzedaż nie została okupiona niższą rentownością – podkreślił.
Rzeczywiście PZU udało się osiągnąć rentowność powyżej 20 proc. – Osiągnęliśmy rentowność w każdej grupie produktowej w każdym segmencie – mówił Tomasz Kulik. – Wskaźnik kosztów administracyjnych spółek ubezpieczeniowych Grupy PZU w Polsce uległ poprawie o 1,1 proc., osiągając na koniec czerwca poziom 6,9 proc. Oznacza to, że jesteśmy w stanie oferować nasze produkty taniej niż nasi główni konkurenci – podkreślał Tomasz Kulik.
I ilość, i jakość
Na listopad zarząd zapowiada aktualizację strategii, w której – według zapowiedzi prezesa Pawła Surówki – jeszcze większy nacisk ma być położony na innowacje i klientocentryzm. Nie będzie to start od zera. PZU już dziś aktywnie działa w tym kierunku – m.in. stworzyło wspólnie z NCBiR fundusz Witelo, który na początku marca podpisał umowę z trzema funduszami venture capital: Atomico, Evolution Equity Partners oraz DN Capital. Celem jest wsparcie krajowych start-upów. Na inwestycje w Witelo ubezpieczyciel przeznaczył 100 mln zł.
Gigant chce zatem ostatecznie zerwać z od lat już nieaktualnym wizerunkiem ociężałego molocha. I biorąc pod uwagę, jaką rolę – ze względu na swoją wielkość – odgrywa nie tylko na rynku finansowym, ale i dla całej gospodarki (PZU jest np. jednym z największych posiadaczy polskiego długu), wypada życzyć powodzenia.