„Zarząd GetBack informuje, że w dniu dzisiejszym wypowiedział (...) umowę zlecenia zarządzania częścią portfela inwestycyjnego Open Finance Wierzytelności Detalicznych. (...) Jednocześnie również w dniu dzisiejszym Kancelaria Prawna GetBack Mariusz Brysik sp.k. dokonała wypowiedzenia OFWD umowy o obsługę prawną” – to fragment komunikatu, który 5 czerwca opublikowała firma windykacyjna GetBack. Kiedy pod koniec września wypowiedziane umowy wygasną, GetBack, który jest jednocześnie jedynym właścicielem kancelarii, oczekuje zapłaty ok. 102 mln zł za wykonane usługi.

Tego samego dnia pojawiła się odpowiedź Getin Noble Banku. Z jego komunikatu wynika, że roszczenia GetBack są nieuzasadnione. Bank jest żywotnie zainteresowany tym, co dzieje się z funduszem OFWD, bo ma ponad połowę jego certyfikatów. Reszta, choć nie bezpośrednio, jest w posiadaniu jego klientów. Ci ostatni znaleźli się w najtrudniejszym położeniu, bo wartość ich inwestycji spadła w tym roku już od 18 do 22 proc. Na tym może się nie skończyć, jeśli strony sporu nie wypracują porozumienia.

Zmiana właściciela, koniec przyjaźni

Getin Noble jest częścią grupy kapitałowej Leszka Czarneckiego. Należał do niej także utworzony pięć lat temu GetBack. Spółka błyskawicznie urosła do pozycji numer dwa w swojej branży, a Czarnecki po raz kolejny udowodnił, że nie ma takiego obszaru branży finansowej, w której nie potrafiłby odnieść sukcesu. W marcu zeszłego roku sprzedał zajmującą się zarządzaniem wierzytelnościami firmę konsorcjum funduszy private equity z Abris Capital na czele. Za wszystkie akcje nabywca zapłacił 825 mln zł.

Wszystko wskazuje na to, że nabywcy zrobili bardzo dobry interes. GetBack od wtorku prowadzi ofertę publiczną. Dotychczasowi udziałowcy sprzedają w niej 20 mln akcji (jedną czwartą wszystkich), spółka emituje kolejne 20 mln. Cena emisyjna ustalona została na 27 zł, co oznacza wycenę całej firmy na poziomie 2,7 mld zł. Zapisy dla inwestorów indywidualnych potrwają do 3 lipca, już za trzy tygodnie planowany jest giełdowy debiut.

GetBack w dalszym ciągu łączą jednak biznesowe powiązania z firmami ze stajni Czarneckiego. Ma kredyty w Getin Noble i Idea Banku. W Noble Funds TFI (w tym roku połączył się z Open Finance, innym TFI kontrolowanym przez Czarneckiego) „zaparkowano” fundusze inwestycyjne. W niektórych z nich GetBack zainwestował własne pieniądze i ma całość lub część certyfikatów, w innych – tak jak w OFWD – odgrywa jedynie rolę firmy zarządzającej portfelem inwestycyjnym danego funduszu obejmującym wierzytelności. W tym wypadku nie ryzykuje własnego kapitału, ale pobiera opłaty za zarządzanie.

– Fundusz inwestujący w sekurytyzowane wierzytelności to szczególna konstrukcja. Żeby mechanizm dobrze funkcjonował, potrzebna jest współpraca trzech stron – firmy windykacyjnej, towarzystwa funduszy inwestycyjnych i posiadaczy certyfikatów. Nie wystarczy mieć podpisane stosowne umowy, ale potrzebne jest pełne zaufanie – mówi Paweł Trybuchowski, wiceprezes GetBack.

Wzlot i upadek funduszy wierzytelności Open Life

Wzlot i upadek funduszy wierzytelności Open Life

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Getin konfliktu nie chce komentować, odsyła nas do swojego komunikatu. Trybuchowski zastrzega, że może jedynie rozmawiać o mechanizmach rządzących branżą, bez odnoszenia się do istoty sporu. Obie strony ogranicza tajemnica zawodowa. W sytuacji konfliktu artykuły prasowe często stają się dowodami w sądzie. Mimo sprzecznych stanowisk przedstawionych opinii publicznej GetBack i Getin Noble prowadzą rozmowy i starają się wypracować porozumienie. Stąd powściągliwość w udzielaniu informacji.

Co kupili klienci

Mimo to można z grubsza odtworzyć przebieg wydarzeń, który wpędził klientów GNB w kłopoty. Do inwestycji w portfel wierzytelności przekonali ich zatrudnieni w banku doradcy. Nie było to trudne, jeśli wziąć pod uwagę, że w ostatnich kilku latach zarabianie na rynku akcji było problematyczne, a zyski z bezpiecznych lokat ograniczały niskie stopy procentowe. Wierzytelności dawały z reguły ok. 10 proc. rocznie. Często przedstawiane są jako klasa aktywów, która przynosi zyski bez względu na to, co dzieje się na innych rynkach i w gospodarce. To nieprawda, ale ostatnio miały dobrą passę.

Konstrukcja inwestycji jest wielopiętrowa. Klienci bankowości prywatnej GNB wykupili polisy ubezpieczeniowe w Open Life, jeszcze jednej firmie kontrolowanej przez Czarneckiego. Wpłacone pieniądze, za pośrednictwem ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych (Open Life Wierzytelności Detalicznych I, II i III), zostały przeznaczone na zakup certyfikatów funduszu OFWD. Zarządzanie funduszem, utworzonym w ramach Open Finance TFI, przejął GetBack. To GetBack decyduje o tym, jakie pakiety przeterminowanych długów kupić, po czym z pomocą kancelarii prawnej GetBack Mariusz Brysik zajmuje się dochodzeniem należności od dłużników. Pod decyzjami musi się jednak podpisywać TFI. Porównując sytuację do spółki akcyjnej, inwestorów w funduszu możemy uznać za akcjonariuszy (w konstrukcji, w której ich pieniądze opakowane są w produkt ubezpieczeniowy, akcjonariuszami są pośrednio), Open Finance za zarząd firmy, a GetBack pełni funkcję doradcy zarządu.

Do jesieni zeszłego roku mechanizm funkcjonował bez zarzutu. Wycena najlepszego z trzech funduszy Open Life wzrosła w ciągu trzech lat o 50 proc., najsłabszy zarobił niecałe 15 proc. w ciągu dwóch lat. Jednak gwałtowna tegoroczna przecena zabrała całość lub większą część wypracowanych zysków. Gdy fundusz przynosi straty, jest to z reguły wynikiem jednego z dwóch czynników: albo spadają notowania aktywów, w które zainwestował, albo nieudolnie działają zarządzający. Ten przypadek jest jednak nietypowy.

Run na fundusze

Choć klienci funduszy zarobili niezłe pieniądze, na przełomie roku zaczęli w pośpiechu wycofywać zainwestowany kapitał. Efektem było gwałtowne skurczenie się aktywów funduszu OFWD – z ponad 500 mln zł w październiku do niecałych 200 mln zł na koniec maja. Prawdopodobnie dlatego, że z realizującego program naprawczy Getin Noble, którego bilans obciąża największy w branży udział w aktywach kredytów walutowych, odeszła duża część doradców obsługujących klientów bankowości prywatnej. Doradcy pociągnęli za sobą część swoich klientów. Tak zaczął się run na fundusze Open Life, a w konsekwencji umorzenia certyfikatów funduszu OFWD. Zarządzający nim GetBack zmuszony został do wyprzedaży portfeli wierzytelności, żeby mieć gotówkę na zaspokojenie narastającej fali wypłat. Wierzytelności nie są płynnymi aktywami – konieczność natychmiastowej wyprzedaży oznacza, że cena jest niska. W tym wypadku była niższa niż ich oszacowanie w aktywach funduszu. Stąd spadek wyceny funduszy i straty klientów.

Na ratunek ruszył Getin Noble. Od pewnego czasu to bank odkupuje certyfikaty OFWD od funduszy ubezpieczeniowych Open Life. W ten sposób udało się powstrzymać spiralę spadku wartości aktywów, bo GetBack nie musi już na gwałt wyprzedawać wierzytelności.

Ale z zarządzania funduszem OFWD się wycofał. „Decyzja o wypowiedzeniu umów przez Spółkę oraz kancelarię była podyktowana brakiem możliwości osiągnięcia porozumienia z głównym uczestnikiem funduszu w kwestii ustalenia korzystnych dla spółki i kancelarii warunków biznesowych dotyczących dalszej obsługi wierzytelności sekurytyzowanych funduszy” – możemy przeczytać w komunikacie.

Zmiany warunków umowy na zarządzanie funduszem OFWD domagał się Getin Noble. GetBack znalazł się w niewygodnym położeniu. Nie ma wpływu na decyzje posejmowe przez udziałowców funduszu. W szczególności jeśli z głównym z nich znalazł się w konflikcie. A jednocześnie pogarszające się wyniki funduszu zapisywane są właśnie na konto GetBack.

Sporne 100 milionów

Pozostaje kwestia zapłaty za usługi. Wysokość roszczeń może wydawać się szokująco wysoka, bo GetBack domaga się sumy przekraczającej połowę wartości aktywów funduszu. To także istotna kwota z punktu widzenia samej firmy – w zeszłym roku spółka miała 422 mln zł przychodów i 200 mln zł zysku.

Decyduje o tym specyfika biznesu. Przeterminowane długi kupuje się za ułamek ich wartości nominalnej. Z reguły jest to 10–15 proc. Jeszcze w zeszłym roku w portfelu OFWD znajdowały się niespłacone zobowiązania o wartości ok. 3 mld zł. Część dłużników nie chce lub nie jest w stanie ich spłacać i w takim wypadku do dalszej egzekucji potrzebny jest wyrok sądu. Tutaj do gry wkracza kancelaria prawna, reprezentująca fundusz w postępowaniach sądowych. Stawki, jakie za to pobiera, uzależnione są od wartości nominalnej wierzytelności (z reguły są to minimalne kwoty, określone w rozporządzeniu ministra sprawiedliwości). Następnie kosztami tymi obciążani są dłużnicy i to od nich pieniądze te są egzekwowane. Jednak GetBack takiej okazji już nie będzie miał, bo z zarządzania funduszem się wycofał. Dlatego domaga się zapłaty za usługi swojej kancelarii już teraz. Czy opłaty te faktycznie obciążą uczestników funduszy? Niewielu jest tak dobrych specjalistów od egzekwowania należności jak GetBack.