Kredyt hipoteczny na 2 proc.? Resort rozwoju opublikował długo zapowiadany projekt ustawy, która ma ułatwiać młodym ludziom (młodym do 45. roku życia) otrzymanie taniego kredytu mieszkaniowego. Chodzi o hipoteki ze stałym oprocentowaniem w wysokości 2 proc. Takiej stawki nie sposób otrzymać dziś w jakimkolwiek banku.
Drugą nogą programu jest nowy rodzaj konta oszczędnościowego, który ma zachęcać do odkładania pieniędzy na mieszkanie bądź na wkład własny potrzebny przy zaciągnięciu kredytu. Do pieniędzy składanych do banku na koniec ma być dopisywana specjalna premia, która poprawi warunki oszczędzania.
dla potencjalnych beneficjentów.
Kredyt ze stałą pracę stopą w wysokości 2 proc. zapowiada się bardzo atrakcyjnie, nawet przy ograniczeniu, że taka stawka będzie obowiązywać tylko przez . To oznacza, że byłoby naliczane przez , a przy krótszych umowa nawet trochę więcej. Gorzej, że nie będą to kredyty o konstrukcji takiej, jaka jest najbardziej popularna na naszym rynku, czyli o racie równej.
Droższy kredyt
„Kredyt udzielany z dopłatą do rat w okresie będzie obowiązkowo spłacany w formule )” - czytamy w ocenie skutków regulacji projektowanej ustawy.
To oznacza, że , niż gdyby obowiązywała zasada rat równych. O ile? Weźmy przykład hipoteki na (maksymalny poziom dla singla, małżeństwa będą mogły zadłużyć się na 600 tys. zł) udzielonego na .
Odsetki płacone przez klienta to W systemie rat równych łączna rata wynosi . W systemie rat malejących, gdzie stała jest rata kapitałowa, a część odsetkowa zmienia się w zależności od tego, ile kapitału pozostało do spłaty, pierwsza rata wynosi . Innymi słowy , niż gdyby wybrano standard rynkowy.
Wprawdzie z czasem rata malejąca zbliża się wysokością do raty równej, ale w naszym przykładzie do końca 10-letniego okresu wsparcia nie jest w stanie do niej dojść.
Kredyt na 2 proc. Jak wygląda finalne podsumowanie?
Po kredytobiorca z ratą równą zapłacił bankowi , a ten z ratami malejącymi Różnica to prawie . Choć trzeba oddać sprawiedliwość autorom projektu, że większy wysiłek skutkuje mocniejszym obniżeniem kapitału pozostającego do spłaty. .
Sięgnijmy po ocenę skutków regulacji: „Przyjęte rozwiązanie: po 10 latach znacząco obniży wysokość pozostającego do spłaty kapitału kredytu w stosunku do kwoty kapitału jaka pozostawałaby do spłaty po 10 latach w przypadku, gdyby kredyt był spłacany w formule stałych rat kapitałowo-odsetkowych (annuitet); w okresie uzyskiwania dopłaty do rat będzie powodowało, że wysokość obciążeń budżetu domowego kredytobiorcy związanych ze spłatą kredytu będzie utrzymywała się na poziomie znacząco niższym niż wysokość raty annuitetowej dla takiego samego kredytu bez dopłaty” - to ostatnie jest jak najbardziej prawdziwe.
Kredyt na 2 proc. Konta oszczędnościowe z premią
Przyjrzyjmy się teraz drugiej nodze programu, czyli kontom oszczędnościowym z premią.
Być może – skoro jest dopłata od państwa – to banki nie poczują się wcale zmuszone do zaoferowania stawek rynkowych. Wiadomo natomiast, że oszczędzanie ma trwać od trzech do dziesięciu lat, że , że raz w roku klient będzie mógł sobie zrobić bez utraty preferencji i przede wszystkim, że tą preferencją będzie premia na zakończenie okresu oszczędzania.
– w zależności od tego, który z tych wskaźników wypadnie korzystniej.
Problem w tym, że W ocenie skutków regulacji resort policzył teoretyczną wysokość premii, jaka należałaby się w kolejnych latach w ciągu ostatnich dwóch dekad.
Co się okazuje? Zgodnie z przedstawionymi szacunkami osoba kończąca trzyletnie oszczędzanie w 2015 roku dostałaby premię w wysokości 191 zł. A sześć lat wcześniej można by liczyć na 18,5 tys. zł.
Wyliczenia zostały doprowadzone do 2021 roku, kiedy trzyletni okres oszczędzania dawałby premię w wysokości 7,35 tys. zł . Rok wcześniej ta premia wynosiłaby 8 tys., a dwa lata wcześniej – 4 tys. zł. choć szukając jasnych stron można powiedzieć, że jeśli celem byłoby po prostu utrzymanie realnej wartości pieniędzy w banku, to byłyby na to spore szanse.
Najwyraźniej urzędnicy czuli się w obowiązku wymyślić coś nowego. A przecież mieliśmy już w przyszłości funkcjonujące program oszczędzania na mieszkanie. Miał swoje wady, ale akurat do odkładania pieniędzy dość skutecznie zachęcał. Chodzi o kasy mieszkaniowe, dość popularne na przełomie lat 90. i 2000. Fiskus pozwalał na odliczenie od podatku 30 proc. kwoty odłożonej w danym roku (atrakcją były też nisko oprocentowane kredyty, które można było – choć nie tak łatwo – i uzyskać po zakończeniu okresu oszczędzania). Ale kiedy się zorientował, że jest zbyt hojny, ulgę zlikwidowano a kasy umarły śmiercią naturalną.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu