Gdy rozpoczynał się 2020 r., wszyscy zastanawiali się nad tym, czy i jak głębokie czeka nas spowolnienie. Sytuacja u naszych największych partnerów handlowych raz napełniała mniejszym, a raz większym pesymizmem. Zastanawialiśmy się, jak poradzą sobie z tym polscy eksporterzy i czy tempo naszego wzrostu gospodarczego nie spadnie poniżej 3,5 proc.

Potem przyszły wieści z Chin. Rozprzestrzeniający się szybko w Wuhan wirus COVID-19 najpierw budził lekki niepokój, a potem doprowadził do praktycznego zatrzymania dużej części chińskiej gospodarki. Zastanawialiśmy się, jak wpłynie to na podaż komponentów z Państwa Środka do europejskich i polskich fabryk. Jako główną ofiarę postrzegaliśmy bardzo silny u nas przemysł samochodowy. Już wtedy jednak zaczęto dostrzegać, że wirus może być nie tylko problemem dla łańcuchów dostaw. Chiny to istotna część globalnego popytu i kłopoty w tej gospodarce muszą oznaczać spadek perspektyw wzrostu na całym świecie. Zaczęliśmy więc bardzo powoli redukować prognozy zarówno dla gospodarki europejskiej, jak i polskiej.

Potem na przełomie lutego i marca wirus pojawił się w Europie i w ciągu 20 dni doprowadził do przewartościowania naszego myślenia o tym, co w gospodarce, i nie tylko, jest ważne, potrzebne, dopuszczalne. Statystyki i obrazy z Włoch, a potem grożące podobnym scenariuszem dynamiki przyrostu zachorowań w kolejnych krajach spowodowały zdecydowane reakcje rządów. Choć na początku strategie były różne i bardzo szybkie wprowadzenie istotnych ograniczeń przez Polskę nie zawsze spotykało się ze zrozumieniem, to teraz podejście ograniczające do minimum spotkania pomiędzy ludźmi jest powszechne.

To, co konieczne dla ochrony zdrowia, jest niestety jednocześnie zabójcze dla gospodarki. Firmy z branż turystycznej, gastronomicznej, kulturalnej i wielu innych praktycznie z dnia na dzień straciły przychody i grozi im bankructwo. Rodzice, których dzieci nie poszły do szkoły, nie mogą pracować. Wiele firm przeszło częściowo lub całkowicie na pracę zdalną. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że z tego rodzaju sytuacją nie mieliśmy jeszcze w najnowszej historii gospodarczej do czynienia. Coraz bliższy staje się scenariusz globalnej recesji.

W tej sytuacji wszystkie państwa, banki centralne, a także międzynarodowe organizacje finansowe i banki rozwoju zaczęły opracowywać pakiety pomocowe, które mają pomóc gospodarkom w stanie jak najmniej dotkniętym skutkami obecnej sytuacji. W pierwszej połowie marca większość krajów oferowała pakiety fiskalne rzędu 2 proc. PKB ich gospodarek, a najważniejsze banki centralne ograniczały się do zapowiedzi ograniczonych zastrzyków monetarnych. Teraz już wspólne działania wszystkich instytucji w poszczególnych krajach sięgają 10 proc. ich PKB, a często je przekraczają. Zapowiadane są rezygnacje z pobierania danin publicznych, przejmowanie części kosztów płac osób niemogących wykonywać swojej pracy, hojne pakiety preferencyjnych kredytów płynnościowych dla firm, programy gwarancyjne, a także operacje banków centralnych mające sfinansować ogromny wysiłek fiskalny państw.

W Polsce bardzo szybko, dzięki współpracy różnych niezależnych instytucji publicznych, także powstał taki pakiet. Jego całkowita wielkość wynosi 212 miliardów złotych, czyli około 10 proc. polskiego PKB. Polski pakiet w dużym stopniu skierowany jest na wsparcie firm w postaci preferencyjnego i gwarantowanego finansowania płynnościowego przeznaczonego na przetrwanie najtrudniejszego okresu. Na ten cel w sumie przeznaczonych jest ponad 70 miliardów złotych.

BGK, którym kieruję, jest istotnym elementem tego filara tarczy antykryzysowej. Nikt jednak nie działa tu sam, nasze gwarancje nic by nie dały bez banków gotowych do kredytowania firm. Banki mogą zaoferować kredyt dzięki niestandardowym narzędziom polityki monetarnej, uruchamianym przez Narodowy Bank Polski, i zmianom prawnym opracowanym przez Urząd Komisji Nadzoru Finansowego i Ministerstwo Finansów. Pomoc kredytowa dla firm byłaby niewystarczająca, gdyby części ich kosztów, przede wszystkim tych związanych z utrzymaniem pracowników, nie przejęło na siebie państwo. Pakiet zawiera też zwiększone finansowanie służy zdrowia i pieniądze na inwestycje. Kompleksowość zaproponowanych rozwiązań daje duże szanse, że będą one skuteczne.

Czy to wystarczy? Nie wiemy. Zarówno rząd, jak i inne instytucje muszą na bieżąco monitorować szybko zmieniającą się sytuację i skuteczność podejmowanych działań. Działamy na nieznanych wodach i nie możemy zakładać, że wszystko, co proponujemy, jest idealne. Patrzymy też, jakie rozwiązania proponuje się w innych państwach. Cały czas pracujemy nad kolejnymi rozwiązaniami. Musimy być gotowi reagować elastycznie i szybko. Niezbędne jest współdziałanie wszystkich instytucji – rządowych, państwowych, bankowych. Jednocześnie musimy pamiętać, że w centrum uwagi jest człowiek. Człowiek jest istotą społeczną, fundamentem jego działań są relacje, o które w czasie pandemii także trzeba umieć zadbać w inny sposób niż zazwyczaj.

NPBP2020