statystyki

Węgiel i krew, czyli biznes w czasach wojny. Jak Donbas zarabia na broń i luksusy dla swoich władców

autor: Michał Potocki, Karolina Baca-Pogorzelska, Tomáš Forró10.09.2019, 07:29; Aktualizacja: 10.09.2019, 07:29
Słowacki reporter Tomáš Forró poszedł śladami publikacji DGP o antracycie z Doniecka.

Słowacki reporter Tomáš Forró poszedł śladami publikacji DGP o antracycie z Doniecka.źródło: ShutterStock

Jak Donbas zarabia na broń i luksusy dla swoich władców. Słowacki reporter Tomáš Forró poszedł śladami publikacji DGP o antracycie z Doniecka.

Gospodarka wojenna wschodniej Ukrainy jest jak równoległa rzeczywistość wykraczająca poza codzienne operacje bojowe i cierpienia cywilów. Może wpływać na przebieg wojny i odwrotnie, wojna wpływa na nią, ale ostatecznie biznes rządzi się własnymi prawami. Żołnierze, a nawet ich dowódcy, zwykle nie mają nic do dodania. Można codziennie chodzić na linię rozgraniczenia, aby poznać wszystkie kluczowe sektory i ich dowódców po obu stronach frontu, a jednak będzie się pomijać inny, równie ważny aspekt konfliktu.

Nie dotyczy on jednak frontu, ale głębokich tyłów, np. niewinnie wyglądających pociągów pełnych czarnej, błyszczącej skały zwanej antracytem. Pociągi opuszczają okupowane terytoria, by za kilka tygodni pojawić się z fałszywymi papierami w Europie Środkowej lub gdziekolwiek na świecie i opróżnić swój ładunek w lokalnych hutach i fabrykach. Pieniądze, które płacą za to nasze firmy, trafiają na konta wojennych oligarchów i handlarzy bronią, pomagając finansować wojenne szaleństwo na wschodniej Ukrainie. Pociągi odjeżdżają z Donbasu bez przerwy. Dziesiątki każdego dnia.

Życie po życiu

Gorącą jesień 2017 r. spędzam w okupowanym Doniecku. W miejscowej pizzerii Sun City naprzeciw mnie siedzi Serhij, właściciel nielegalnej kopanki, miejscowego odpowiednika biedaszybu, i cierpliwie wyjaśnia szczegóły dostaw wysokoenergetycznego węgla. Udaję, że jestem jego potencjalnym klientem, a on obiecuje, że wyśle mi na próbę kilkaset ton antracytu w niskiej cenie 120 dol. za tonę, o jakiej inni klienci mogą tylko pomarzyć. Za dwa tygodnie mogę odebrać dostawę na białorusko-polskim przejściu granicznym w Brześciu. Pociąg będzie wyglądał niewinnie – chociaż antracyt został wydobyty w kopance na Donbasie, towarzysząca mu dokumentacja będzie wystawiona na jedną z legalnych kopalń z Rosji.

Serhij i podobni mu ludzie nie muszą się martwić koncesjami ani bhp. Mając mapę geologiczną lub płacąc pracownikowi jednej z legalnych kopalń, znajduje się odpowiednie miejsce gdzieś w okolicy oficjalnej kopalni i po prostu zaczyna kopać. Czasami wystarczą prymitywne narzędzia, dziura w ziemi i stary silnik z wyciągarką, by wydobywać surowiec. DGP opisywał już kopankę o średnicy setek metrów z profesjonalnym ciężkim sprzętem i logistyką.


Pozostało jeszcze 76% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane